Przed bielską firmą Enersys trwa właśnie pikieta pracowników, którzy domagają się podwyżek. To już dziesiąty dzień strajku w tej spółce.

Dzisiaj o godz. 13.30 przed bramą spółki Enersys przy ul. Leszczyńskiej w Bielsku-Białej rozpoczęła się pikieta zorganizowana przez Zarząd Regionu Podbeskidzie NSZZ „Solidarność”. Związkowcy popierają postulaty płacowe załogi przedsiębiorstwa.

 - Będziemy żądać od zarządu tej firmy podjęcia natychmiastowych, konstruktywnych negocjacji z przedstawicielami strajkujących pracowników - wyjaśnia wiceprzewodniczący zarządu Regionu Podbeskidzie NSZZ „Solidarność” Jarosław Biegun. - Uważamy, że dalsze ignorowanie żądań pracowników EnerSys może doprowadzić do eskalacji napięcia w tej spółce i sięgnięcia przez strajkujących po bardziej radykalne formy protestu. Konsekwencje takiego rozwoju wydarzeń spadną na zarząd spółki.
 
Bezterminowy strajk w bielskiej "akumulatorce" trwa od 6 czerwca. Pracownicy domagają się podwyżek płac. Swoje żądania rozpoczęli od 600 zł, ale później "zeszli" do 250 zł. Strajkujący zaznaczają, że skoro ich zagraniczni koledzy z koncernu EnerSys dostali podwyżki, to im także się one należą. Zwłaszcza, że obecne płace są według strajkujących śmiesznie niskie. 
 
 - Strajkujemy od ubiegłego poniedziałku. Wczorajsze rozmowy zakończyły się fiaskiem. Dzisiaj przystępujemy do strajku głodowego. Za chwilę dyrektor zostanie o tym poinformowany - powiedział nam właśnie przewodniczący zakładowej "Solidarności" Grzegorz Janoszek. 
 
Teraz pracownicy będą żądali podwyżki w wysokości 336 zł brutto miesięcznie i 800 zł jednorazowej rekompensaty dla każdego ze strajkujących. Protestujący będą także domagali się zapewnienia, że nie będą szykanowani za udział w strajku.
 
mad