W Bielsku-Białej gościł dzisiaj Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak. Minister spotkał się z młodymi ludźmi w trzech szkołach. Naszemu portalowi zdradził, że dzieci pytały go o... ulubioną zupę.

"Dziecięcy" minister najpierw gościł w I Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Kopernika, gdzie wysłuchał koncertu z okazji Dnia Dziecka. Po południu spotkał 
się z młodzieżą w auli Wyższej Szkoły Administracji w Bielsku-Białej. Minister Michalak rozmawiał z uczniami na temat ich praw. Na przykładzie rówieśników z Afryki próbował im uświadomić znaczenie prawa do nauki. Większość polskich uczniów uważa je za obowiązek.

 - U nas walczy się o to, żeby w szkołach były jak najmniejsze klasy, bo wtedy efektywniej pracować z grupą i łatwiej zachować porządek. Tymczasem w Afryce klasy liczą po sto osób! Podczas lekcji panuje zupełna cisza. Wszyscy w skupieniu notują i pochłaniają przekazywaną im wiedzę, gdyż wiedzą, że to dla nich ogromna szansa - mówił rzecznik, próbując obrazowo dotrzeć do młodych słuchaczy.

Podczas spotkania  w WSA minister przypomniał, że dopiero od niespełna roku prawo dziecka do nietykalności jest skodyfikowane. Względnie niedługo, bo od 20 lat obowiązuje natomiast Konwencja o prawach dziecka. Przyjęcie tego dokumentu przez niemal wszystkie państwa świata było wielkim sukcesem Polski, gdyż został on opracowany właśnie w naszym kraju.

Po wystąpieniu rzecznika, zgromadzone na sali dzieci miały okazję zadać mu pytania. Choć nikt nie odważył się zrobić tego na forum, kilka osób ustawiło się w kolejce do prywatnej rozmowy. Zapytaliśmy potem ministra, jakie pytania zadali mu uczniowie.

- Były naprawdę różne. Począwszy od tego, jaką zupę najbardziej lubię - śmieje się obrońca praw dzieci w Polsce. - Nieco starsi podpytują, co im wolno, gdzie jest granica ich praw. Jeszcze starsi zagadują na tematy polityczne, kontrowersyjne, o kórych mówi się w mediach. W rozmowie z nami min. Michalak ubolewał, że pojawiają się także tematy militarne. Dzieci potrafią pytać, czy w przypadku wojny będą musiały brać udział w działaniach wojennych. 

Minister mówił też o obowiązkach instytucji wobec dziecka. Okazuje się, że zdarzają się sytuacje, gdy statut danej szkoły jest niezgodny z prawem. - Kiedy zarządzam kontrolę w jakiejś szkole, zaczynam od badania jej statutu. Zdarzyło się, że w jednym zapisana była kara zamknięcia w ciemnym pomieszczeniu... - opowiada rzecznik i wyjaśnia, że nie tędy droga. Nie ma sensu kazać dziecku przepisywać 200 razy jednego zdania. Trzeba natomiast porozmawiać z nim, by wytłumaczyć, co zrobiło źle.

Rzecznik Praw Dziecka podkreśla, że spotkania z dziećmi są dla niego cennym źródłem informacji. Kiedyś dzięki bezpośredniej rozmowie udało się uratować dziewczynkę, którą bito w domu. - Niektóre dzieci chcą rozmawiać w cztery oczy i opowiadają mi takie rzeczy. Inne zadają pytania z sali, oczywiście nie wprost, ale w taki sposób, że można się domyślić, iż coś jest na rzeczy. Wtedy podejmujemy odpowiednie działania z pedagogami szkolnymi. 

mad