Jutro wieczorem piłkarze Podbeskidzia zmierzą się przed własną publicznością z Lechem Poznań w półfinale rozgrywek Pucharu Polski. Trener Robert Kasperczyk jest przekonany, że będzie to mecz otwarty. Podczas dzisiejszego treningu wieczornego „Górale” mają ćwiczyć rzuty karne.
 
Rozmowa z trenerem Podbeskidzia Bielsko-Biała, Robertem Kasperczykiem:
 
Paradoksalnie mecz z Lechem Poznań może być łatwiejszy dla was niż ligowa potyczka z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Lech jest w przeciętnej dyspozycji, a murował bramki, jak ostrowianie, z pewnością nie będzie…
 
- Dyspozycja Lecha w meczu z Legią mogłaby wystarczyć na nas, mówiąc zupełnie obiektywnie i bez zbędnych emocji. Potencjał poznańskiego zespołu, plus - mimo wszystko - liczba zgromadzonych punktów w ekstraklasie, może budzić szacunek. Tym bardziej, że „Kolejorz” musiał godzić rozgrywki krajowe z europejskimi, przez które pogubił sporo punktów w lidze. Pozycja w tabeli Lecha pozwala jednak śmiało myśleć o zajęciu miejsca w ekstraklasie, premiowanego występami w Lidze Europejskiej. Do rewanżu z nami poznaniacy nie przystępują z nożem na gardle, mając jeszcze jedną furtkę do gry w europejskich pucharach. Wiadomo, że ich celem jest Puchar Polski, ale mają jeszcze w zanadrzu szansę na czołowe miejsce w lidze. Potencjał mają ogromny i obok Wisły, to najlepszy personalnie zespół w Polsce. Z rozkoszą mogę zaprosić każdego fana piłki nożnej na ten mecz, bo wiem, że przyjedzie drużyna, która będzie musiała strzelić w tym spotkaniu bramkę. Na pewno będzie to mecz otwarty. Obie drużyny od finału dzieli 90 minut, chyba że będziemy mieli dogrywkę. Dziś wieczorem mamy trening i będziemy na nim ćwiczyć rzuty karne, podobnie jak przed potyczką z Wisłą.
 
Na Lecha szykuje Pan jakąś specjalną taktykę czy zagracie po prostu w swoim, już dobrze rozpoznawalnym stylu?
 
 - Tak jak w każdym meczu, zagramy w swoim stylu, ale nie można też nie brać pod uwagę atutów rywala. Jeżeli Artjomsowi Rudevsowi da się troszeczkę miejsca czy zostawi się Bartosza Ślusarskiego na ułamek sekundy w polu karnym, to doskonale widzieliśmy w Poznaniu, jak się to może skończyć. Łotewski napastnik Lecha pokazał klasę w ostatnim meczu z Legią. Wszedł na boisko z ławki rezerwowych i strzelił dwie bramki, choć jednej z nich sędzia nie uznał. Chłopak ma niesamowite uderzenie z lewej nogi, co zresztą wszyscy widzieliśmy w meczach z Juventusem Turyn. Myślę, że pojawi się w naszym meczu od pierwszej minuty. Wiele wskazuje na to, że przeciw nam wystąpi od pierwszej minuty Semir Stilić. To są takie „kwiatuszki” naszej ekstraklasy, bo niewielu jest piłkarzy, którzy tak potrafią kreować grę, jak oni. My przeciwstawimy im góralski charakter i ambicję.
 
Z kim wolałby się Pan mierzyć w finale? Z Legią Warszawa czy Lechią Gdańsk?
 
 - Kibice pewnie bardziej chcieliby Legię, ale ja bardziej optowałbym za Lechią. Moim dobrym kolegą jest trener gdańszczan, Tomek Kafarski i z nim chciałbym zmierzyć się na boisku. Także jemu życzę wyeliminowania Legii, a nam - finału z Lechią.
 
Więcej czytaj na Sportowych Beskidach.
 
pH