Piłkarze Podbeskidzia pokonali na swoim boisku GKS Katowice. Mecz był znakomitym widowiskiem, które obfitowało w liczne sytuacje podbramkowe.
 
Drużyny Wojciecha Stawowego słyną z ofensywnego stylu gry i tak też prezentował się dziś GKS. Katowiczanie poczynali sobie śmiało na boisku wicelidera I ligi, lecz „Górale” byli groźniejsi w pierwszych fragmentach meczu. W 7. minucie piłkę uderzał Robert Demjan, ale nie trafił w światło bramki strzeżonej przez Jacka Gorczycę.
 
W 12. minucie bielszczanie okazali się zdecydowanie skuteczniejsi. Z rzutu rożnego dośrodkowywał wtedy Dariusz Kołodziej. Futbolówka trafiła na głowę Juraja Dancika, a następnie pod nogi Sylwestra Patejuka, który z bliska wepchnął ją do siatki gości. Odpowiedź przyjezdnych mogła być natychmiastowa, lecz Paweł Olkowski oraz Grzegorz Goncerz nie potrafili w dogodnych sytuacjach zmusić Richarda Zajaca do kapitulacji.
 
Piłkarze „Gieksy” łatwo przedostawali się pod pole karne Podbeskidzia. Sposobu na słowackiego bramkarza nie mogli jednak znaleźć: ponownie Olkowski, Janusz Dziedzic i Piotr Piechniak. W 32. minucie „Górale” powinni podwyższyć prowadzenie, lecz najpierw silny strzał Demjana trafił w poprzeczkę, a poprawkę Patejuka z łatwością obronił Gorczyca. W ostatnim kwadransie - mimo dogodnych sytuacji z obu stron - rezultat nie uległ zmianie.
 
Druga odsłona rozpoczęła się od twardej walki w środku pola i chaotycznej gry z obu stron. Po upływie dziesięciu minut, Demjan powinien strzelić gola, ale na drodze jego strzału stanął jeden z defensorów GKS. W 69. minucie obrońcom gości urwał się Cieśliński, który kropnął potężnie zza szesnastki, ale piłka jedynie ostemplowała słupek bramki Gorczycy. Chwilę później, po dośrodkowaniu Bartłomieja Chwalibogowskiego, groźnie zrobiło się pod bramką bielszczan. Skuteczną interwencją popisał się jednak Bartłomiej Konieczny.
 
Na pięć minut przed upływem regulaminowego czasu gry prowadzenie Podbeskidzia podwyższył Sebastian Ziajka, który płaskim strzałem w długi róg pokonał bezradnego golkipera „Gieksy”. Kilkadziesiąt sekund później Piotr Malinowski powinien pokonać Gorczycę, lecz tym razem bramkarz ekipy z Katowic wykazał się najwyższym kunsztem.
 
Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:0 GKS Katowice
1-0 Patejuk 13'
2-0 Ziajka 85'
 
Podbeskidzie: Zajac - Cienciała, Konieczny, Dancik, Osiński - Łatka, Rogalski, Metelka, Kołodziej - Patejuk, Demjan.
Rezerwa: Linka, Górkiewicz, Broniewicz, Malinowski, Ziajka, Cieśliński, Koman.

GKS: Gorczyca - Sokołowski, Szala, Kowalczyk, Niechciał - Goncerz, Hołota, Cholerzyński, Chwalibogowski, Dziedzic - Olkowski.
Rezerwa: Pączek, Napierała, Piechniak, Kowalczyk, Kaliciak, Owczarek, Mazurkiewicz.

Po meczu powiedzieli:
Sylwester Patejuk: - Szkoda, że nie wpadło kilka bramek więcej. Przy odrobinie szczęścia mogło się skończyć wynikiem takim, jak w pierwszej rundzie. Cieszymy się jednak z 2:0 i myślę, że jest to zasłużone zwycięstwo. GKS gra fajną piłkę, ale dziś nie przełożyło się to na wynik. Decydująca była pierwsza bramka. Po kilkunastominutowym naporze, trochę zabrakło nam „tlenu” i musieliśmy odpocząć, czego na szczęście nie wykorzystali katowiczanie. Teraz odskoczyliśmy Piastowi na osiem punktów. Może w następnej kolejce uda się dystans powiększyć do jedenastu „oczek”.
 
Sławomir Cienciała: - Mecz był ciężki. Widać, że drużyna GKS Katowice dobrze radzi sobie z piłką. Troszeczkę nas pogonili, ale wynik jest korzystny dla nas. Mieliśmy więcej klarownych sytuacji i chyba to zaważyło. Cieszy zwycięstwo i trzy punkty. Teraz rozpoczynamy operację „puchar” i myślimy o meczu z Lechem.
 
pH