Przodem mości panowie
Choć wprowadzony kilka miesięcy temu nowy system wsiadania do miejskich autobusów w Bielsku-Białej budzi niezadowolenie wielu pasażerów, Ratusz ani myśli wycofać się z tego pomysłu. I argumentuje, że zmiana dała bardzo dobry wynik finansowy.
Przypomnijmy. Przed wakacjami zdecydowano, że do bielskich autobusów pasażerowie wsiadać będą przednimi drzwiami, kasować bilet na oczach kierowcy (lub pokazywać mu bilet miesięczny) i przechodzić do środka autobusu. Środkowe i tylne drzwi autobusów zostały przeznaczone dla pasażerów wysiadających, a kierowcy otwierają je dopiero chwilę po tym, jak otworzą drzwi przednie dla pasażerów wsiadających.
Zmiana - jak łatwo się domyślić - wzbudziła nerwowe reakcje pasażerów, którym wsiadanie tylko jednymi drzwiami utrudniło życie. W Ratuszu w ich obronie stanął radny Andrzej Gacek, który już w czerwcu uważał, że pomysł jest zły i miasto powinno się z niego wycofać. W odpowiedzi usłyszał, że przesadza, bo system działa sprawnie i nie sprawia ludziom kłopotów.
Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej Bielska-Białej Andrzej Gacek ponownie zabrał głos w tej sprawie. I powiedział, że nadal docierają do niego sygnały świadczące o tym, że pasażerowie są niezadowoleni z wprowadzonego systemu wsiadania do autobusów. Z jego informacji wynika prócz tego, że część kierowców nie trzyma się sztywno ustalonych zasad, lecz od razu otwiera wszystkie drzwi w autobusie, umożliwiając pasażerom wsiadanie także drzwiami środkowymi i tylnymi. Zdaniem Andrzeja Gacka, takie właśnie zachowanie kierowców w godzinach szczytu powinno być normą, bo wtedy trzymanie się ustalonych reguł to dla pasażerów duża niedogodność.
Odpowiedź prezydenta Bielska-Białej Jacka Krywulta była zdecydowana. Szef Ratusza oświadczył, że tylko w czerwcu i lipcu wpływy ze sprzedaży biletów (w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego) podskoczyły o ponad 46 tysięcy złotych! A liczba mandatów wlepionych gapowiczom spadła z 2014 do 839. Według bielskiego prezydenta sprawa jest więc prosta - system się sprawdził, bo gapowiczów ubyło, a sprzedaż biletów wzrosła. Jacek Krywult podkreślił także, że wprowadzony w Bielsku-Białej system to nic niezwykłego, bo takie rozwiązanie jest stosowane niemal powszechnie.
Ale szef Ratusza powiedział coś jeszcze. Otóż zdradził, że pewien człowiek, który ostro krytykował nowy system wsiadania do bielskich autobusów, został złapany na jeździe bez biletu. - No i tak się składa, że pracuje on u pana w firmie, panie radny - powiedział do Andrzeja Gacka Jacek Krywult, kończąc swe wystąpienie uwagą, aby nie załatwiać prywatnych spraw tam, gdzie w grę wchodzą publiczne pieniądze. Wyszło więc na to, że radny Gacek walczył z pomysłem wsiadania do autobusów przednimi drzwiami podjudzony do tego przez kogoś, kto przed zmianą mógł bezkarnie jeździć na gapę.
Tyle tylko, że Andrzej Gacek nie jest w swojej negatywnej opinii odosobniony. Tego samego dnia na sesji głos zabrała pewna bielszczanka, która zapewniała, że nowy system jest uciążliwy nie dla potrafiących znaleźć w nim lukę gapowiczów, a dla uczciwych pasażerów. Na przykład dla osób starszych. Identycznego zdania jest inna bielszczanka, która w piśmie do naszej redakcji wylicza aż kilkanaście minusów wprowadzonego rozwiązania. Na przykład zwraca uwagę na to, że nowy system jest dużym utrudnieniem dla kobiet wsiadających do autobusu z dziecięcym wózkiem.
A my ze swojej strony zrobiliśmy mały zwiad, postaliśmy trochę na bielskich przystankach i sprawdziliśmy, jak wygląda podejście do tego problemu kierowców. W pełni potwierdziła się uwaga Andrzeja Gacka o tym, że część kierowców ignoruje zasadę wpuszczania pasażerów jedynie przednimi drzwiami. Czy więc w tej sytuacji nie warto machnąć na krytykowany przez część pasażerów system i w inny sposób walczyć z gapowiczami?
W Ratuszu usłyszeliśmy, że jeśli wynikający z rozpoczętego roku szkolnego wzmożony ruch na autobusowych liniach nie spowoduje lawiny trudności, to o kroku w tył w tej kwesti mowy nie ma. (hos)
.jpg)

Klauzula informacyjna ›