Cztery truskawki do szczęścia
Gdy któregoś dnia późnym wieczorem spieszyłam się na autobus, na ulicy Barlickiego potrącił mnie roztrzęsiony przechodzień. Zdenerwowana zatrzymałam się, ale nie zdążyłam powiedzieć nawet słowa, gdyż mężczyzna zniknął już za drzwiami, zza których wydobywały się dziwne odgłosy i dym tytoniowy. Ryzykując, że może uciec mi ostatni autobus do domu, postanowiłam wejść do środka. Moją uwagę zwrócił podświetlany szyld: CASINO POKER KLUB.
Przed wejściem do klubu wisi kartka z ostrzeżeniem, że osoby niepełnoletnie mają całkowity zakaz wstępu. Dla uwiarygodnienia zakazu zaraz przy wejściu właściciel umieścił pana wiadomej postury z firmy ochroniarskiej, którego zadanie polega na zatrzymywaniu osób niepełnoletnich, usiłujących podstępem wślizgnąć się do kasyna.
Mimo, że posiadam już dowód osobisty i bez obaw mogłam wejść do klubu, odczułam lekki niepokój. Nigdy wcześniej nie miałam okazji być w takim miejscu. Być może dlatego, że od małego nie miałam szczęścia w żadnej grze, a jako pięciolatka - jedyna ze wszystkich znanych mi dzieci - zawsze przegrywałam nawet w chińczyka. Z nadzieją, ze mój los może właśnie w ten wieczór się odmieni, weszłam pewnym krokiem do kasyna.
W środku było już parę osób, praktycznie sami mężczyźni. Moje wejście wzbudziło więc ogólne zainteresowanie. Spojrzałam na pierwszy automat z brzegu i zdębiałam. Stawki za jedną grę wahały się od kilku do kilkuset złotych! Biorąc pod uwagę, że nie miałam zielonego pojęcia, jak zabrać się do gry i że w portfelu pozostało mi ostatnie 50 zł, moja przygoda z hazardem nie rysowała się najlepiej. Do wyboru miałam kilkanaście różnego rodzaju automatów: kuszących, lśniących i kolorowych, z mnóstwem przycisków oraz dźwigni. Byli zwykli jednoręcy bandyci. Ale były też automaty video, gdzie można wybierać między pokerem, black jackiem i kilku innymi. Stałam tak dłuższą chwilę, nie mogąc się zdecydować, co wybrać. Wreszcie podszedł do mnie jeden z pracowników i z pobłażliwym uśmiechem zapytał:
- W czym mogę Pani pomóc? Jeśli nie może się Pani zdecydować albo chciałaby Pani o coś zapytać, służę pomocą. I znów ten pobłażliwy uśmiech…
Podjęłam rozmowę. - Prawdę mówiąc, to nie wiem od czego mam zacząć. Chciałam zagrać w jakąś mało skomplikowaną grę za niewielką sumę.
- W takim razie zapraszam do kasy po zakup żetonów. Zaznaczam, że im więcej kupi Pani żetonów, tym więcej może Pani wygrać. Ma Pani do wyboru pięć automatów. W tym miejscu uprzejmy pracownik klubu wskazał na lśniące maszyny. - Reguły są proste. Trzeba wrzucić żeton i pociągnąć za dźwignię albo nacisnąć odpowiedni przycisk. Celem gry jest uzyskanie układów symboli - np. czterech truskawek - którym odpowiadają różne wygrane.
Podeszłam do kasy i kupiłam pięć najtańszych żetonów. Zapłaciłam za nie łącznie 25 zł, czyli połowę zawartości mojego portfela. Podekscytowana, usiadłam przy jednym z automatów na stołku ze sztucznej, czarnej skóry. Wrzuciłam żeton i pociągnęłam za dźwignię. Symbole zaczęły wirować na ekranie i po chwili ułożyły się w szereg, w którym każdy znaczek był inny... Trudno, tym razem nie wygrałam, ale zostały mi jeszcze cztery szanse.
Po czwartej z kolei przegranej zaczęłam tracić cierpliwość i postanowiłam chwilę odsapnąć. Obok mnie siedział młody chłopak, który nieźle radził sobie z dużo bardziej skomplikowaną grą niż moja. Rozpoczęłam rozmowę.
- Często chodzisz do takich miejsc? Bo wyglądasz na wyborowego gracza...
- Teraz to średnio trzy, cztery razy w tygodniu na kilka godzin, gdyż nie mam już tak dużo czasu - odpowiedział Patryk, bo tak miał na imię mój nowy znajomy. - Gdy pięć lat temu zaczynałem, przychodziłem codziennie, jeśli tylko miałem pieniądze na gry.
- Pięć lat temu? To ile miałeś lat, kiedy zacząłeś? - zapytałam zdziwiona. Chłopak wyglądał naprawdę bardzo młodo.
- Zacząłem w wieku 16 lat. Wtedy jeszcze mieszkałem w Warszawie, gdzie był dużo większy wybór niż tutaj, w Bielsku. A to, że zawsze sprawdzają niepełnoletnich przed wstępem do takich klubów, to bzdura. Ja i moi koledzy nieraz wchodziliśmy bez problemu mimo, że nie mieliśmy jeszcze 18 lat.
- Skąd braliście pieniądze na tak częste wizyty? - pytałam zdziwiona. - Przecież ja dzisiaj na najtańszą grę wydałam już 25 zł.
- To proste. Cały czas gdzieś sobie dorabiałem. Niektórzy zbierali kasę na wakacje albo nowego kompa, a ja na gry, bo to była i jest nadal moja pasja. Zdarzało się, że niektórzy z moich kumpli kradli, żeby móc grać. Ja nigdy! Mam to chyba w genach, bo mój tata też często chodzi do kasyna i wiadomo, że nie zawsze wygrywa. Teraz zdarza się, że chodzimy razem, chociaż mama o niczym nie wie. Ona nie toleruje naszego hobby. W tym miejscu Patryk szczerze się roześmiał.
Rozejrzałam się po klubie, który dopiero teraz zaczynał żyć. Pojawiły się w nim zarówno kobiety, jak i nowi mężczyźni, w różnym przedziale wiekowym W sali unosiły się smugi dymu tytoniowego i słychać było rozmowy, śmiech i przekleństwa na przemian. Wrzuciłam ostatni żeton i znów przegrałam. W duchu podziękowałam sobie samej, że nie dałam skusić się na więcej. Pożegnałam się z Patrykiem, który rzucił mi w przelocie:
- Nie przychodź tu za często, bo to wciąga.
Przy wyjściu dostrzegłam informację, że klub jest czynny od godzin popołudniowych do ok. czwartej rano. W dzień wygląda niepozornie, nie ma w nim wielu osób. Ale gdy tylko zapadnie zmrok, salon gier zamienia się w małą jaskinię hazardu, która przyciąga osoby żądne silnych wrażeń, dobrej zabawy i wysokich wygranych. Dla kilku minut przyjemności są skłonne zapłacić nawet kilkaset złotych.
Bywa, że te kilka minut zamienia się w całą noc, niekiedy nawet w całe życie. Nie jest to już tak niewinne, jak gra na automacie za złotówkę. Tutaj przegrywa się prawdziwe i często duże pieniądze.
Agnieszka Gaweł
Artykuł wyświetlono 1886 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 4
reni
Baldurek nie zgadzam się zTobą hazard to choroba i można ją leczyć jak większość uzależnieńto jak papierosy zaczynasz niewinnie aż stajesz się nałogowcem i tracisz wszystkio
baldurek
Takie salony są dla tych co nie mają komputera... i gier co rozgrywka trwa np kilka tygodni
bzzzt
Jedna z postaci uzależnienia, znana od wieków, współczucie dla grających.

Klauzula informacyjna ›