W Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Bielsku-Białej za pierwszym razem egzamin na prawo jazdy zdaje ok. 35 proc. kandydatów. Jest to jeden z najlepszych wskaźników w kraju, gdyż są ośrodki, gdzie w pierwszym terminie egzamin zalicza ledwie co piąta osoba. Nasz portal postanowił sprawdzić, jakie błędy bielszczanie popełniają najczęściej na placu manewrowym i podczas jazdy na mieście.
 
Niektóre osoby ubiegające się o prawo jazdy nie potrafią nawet sprawdzić poziomu płynu chłodzącego w pojeździe. W WORD opowiadają, że spotkali takich majstrów, którzy odkręcali korek w zbiorniku nie przeczuwając, że może się to skończyć dla nich tragicznie. Rzecz jasna, w podobnych sytuacjach egzamin jest przerywany. W ośrodku pod Szyndzielnią do dziś wspominają też dojrzałego mężczyznę skierowanego urzędowo na egzamin sprawdzający, który nie potrafił znaleźć podpórki do przedniej maski.
 
W WORD wyjaśniono nam, że egzamin na placu manewrowym zostaje najczęściej przerwany wówczas, gdy zachowanie zdającego świadczy o możliwości stworzenia zagrożenia dla bezpieczeństwa ruchu drogowego. Do takiej sytuacji dochodzi na przykład wtedy, gdy kandydat na kierowcę przejedzie linię wyznaczającą stanowisko lub potrąci pachołek bądź tyczkę. Egzamin będzie przerwany, gdy zdający dwukrotnie nieprawidłowo wykona zadanie nr 2, czyli jazdę pasem ruchu do przodu i tyłu.
 
 - Nagminnym błędem – tłumaczy nam Zygmunt Pyc, który w bielskim ośrodku nadzoruje egzaminatorów – jest nieumiejętność zachowania płynności jazdy. Nie są to jednak zachowania dyskwalifikujące kandydata. W takich przypadkach pozwalamy jeszcze raz ponowić próbę.
 
Egzaminator na bieżąco informuje zdającego o jego aktualnym stanie prawnym. Kandydat na kierowcę ma prawo wyjechać na miasto nawet wtedy, gdy otrzymał ocenę negatywną z innego zadania niż nr 2 (np. zgaśnie mu silnik auta). Część osób egzaminowanych uważa, że kontynuowanie próby w tych warunkach byłoby stratą czasu i na własną prośbę przerywa egzamin. Ogromna część jednak korzysta jednak z możliwości sprawdzenia swoich sił w ruchu miejskim. Bywają nawet tacy, którzy bez błędu jeżdżą po mieście przez regulaminowe 40 minut.
 
Za pierwszym razem zdaje egzamin ok. 35 proc. osób ubiegających się o prawo jazdy. Zdarzają się jednak tacy kandydaci na kierowców, którym wielokrotnie nie udaje się zaliczyć egzaminów. Rekordzistką ośrodka w Bielsku-Białej jest pewna kobieta. Aż 27 prób podejmowanych przez tę niewiastę zakończyło się niepowodzeniem. Bielscy egzaminatorzy nie znają dalszych losów uparciucha, gdyż kobieta... przeniosła dokumenty do ośrodka w Tychach.
 
Zdecydowanie więcej możliwości popełnienia błędu czeka zdających podczas jazdy w mieście. Rozporządzenie ministra infrastruktury do prawa o ruchu drogowym zawiera tabelę nr 12, w której opisano 16 sytuacji, które skutkują obligatoryjnym przerwaniem egzamin (np. wyprzedzanie na przejściu dla pieszych lub z niewłaściwej strony, nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu).
 
Ale próba także zakończy się oceną negatywną, jeśli egzaminator uzna, że kandydat na kierowcę w inny sposób stworzył zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu. Szczególnie często bielszczanie popełniają błąd polegający na niedostosowaniu się do sygnalizacji świetlnej, np. zatrzymanie na świetle zielonym przed znakiem STOP. Do tego rodzaju błędów należą ponadto: nierespektowanie znaku STOP lub podwójnej ciągłej linii albo zmiana pasa ruchu bez sprawdzenia tzw. martwej strefy. Jako zachowanie niewłaściwe egzaminatorzy interpretują zajmowanie lewego pasa ruchu bez potrzeby. Wprawdzie z tego powodu egzamin nie zostanie przerwany, lecz sprawca otrzyma ujemne punkty, które później mogą się liczyć przy ocenie końcowej.
 
Bywa, że egzaminator reaguje zbyt późno na niewprawne poczynania osoby zdającej. Podczas ubiegłorocznych egzaminów praktycznych doszło w bielskim WORD do 18 stłuczek, potrąceń lub innych niefortunnych zdarzeń drogowych. Zapowiada się, że ten rok nie będzie wcale pod tym względem lepszy.
 
- Pamiętam egzaminy, który musiałem przerwać po zaledwie kilku minutach – wspomina Zygmunt Pyc. - Osoba zdająca nie zauważyła znaku STOP przy wyjeździe z WORD lub koło hospicjum. Przeciętny egzamin trwa pół godziny. Zdarzają się jednak znacznie dłuższe, gdyż egzaminatorzy szukają w mieście wolnych miejsc parkingowych, na których można skontrolować umiejętności manewrowe. Ale stosunkowo rzadkie są przypadku, gdy ktoś nie zdaje egzaminu z powodu niezaliczenia zadań manewrowych, np. z parkowania, zawracania lub cofania.
 
Dyrektor WORD Edward Płonka wyjaśnia, że wiele błędów można byłoby uniknąć, gdyby instruktorzy w szkołach jazdy mieli przygotowanie pedagogiczne. W naszym kraju prosperuje obecnie blisko 7,5 tys. szkół, w których pracuje ok. 35 tys. osób. To ogromny problem systemowy dla ustawodawcy, który powinien tak zmienić przepisy, aby instruktorzy umieli lepiej dogadywać się z kursantami.
 
                                                                                                             Robert Kowal