Sierpień jest miesiącem trzeźwości. Ale nie dla wszystkich. Latem bielskie puby i ogródki gastronomiczne przeżywają prawdziwe oblężenie. Na brak frekwencji nie narzeka także personel sklepów monopolowych, który w sierpniu i lipcu zawsze sprzedaje hektolitry alkoholu. Duża część klientów wymienionych wyżej przybytków kończy przygodę z kieliszkiem w jednym miejscu – w bielskiej izbie wytrzeźwień.
- W sierpniu powodzi nam się naprawdę nieźle – śmieje się właściciel jednego z bielskich pubów. – W ciepłe dni kokosy zbijamy głównie w ogródku przed lokalem. W upalny wieczór wszyscy chętnie siadają przy zimnym piwie. Miesiąc trzeźwości? Wiem, że jest. Ale to kwestia sumienia każdego człowieka.
Zły miesiąc na trzeźwość
Z opinią właściciela pubu zgadzają się jego klienci. – Wyznaczenie sierpnia miesiącem trzeźwości, to największa głupota – usłyszeliśmy od młodego bielszczanina. – Przecież to oczywiste, że ciepłe wakacyjne wieczory wszyscy spędzają przy chłodnym browarku.
Może i oczywiste, ale czy zdrowe i bezpieczne? Wszystko co ludzkie jest dobre. Oby nie w nadmiarze! Alkohol jest jedną z głównych przyczyn awantur. Domowych i ulicznych. Przypadki, kiedy konkubent pobił swoją partnerkę (albo na odwrót), bo zabrakło wódki, nie należą w Bielsku-Białej do rzadkości. Ba, konflikt na tym tle zdarzyć się może nawet w najlepszej rodzinie. W tle sporu jest zawsze nadmierne spożycie.
O rozbojach, jakich dopuszczają się młodzi ludzie pod wpływem alkoholu można przeczytać u nas niemal codziennie. Choćby wczorajszy przypadek, kiedy 22-latek w pijackim amoku pozbawił swojego znajomego oka, a wujkowi pokiereszował twarz nożem („Pociął wujkowi twarz nożem”). Nie wspominając o przypadku śmiertelnego pobicia („Trup na klatce schodowej”). Również w tych miejscach alkohol występował w roli głównej. Kiedy zatrzymywani są wandale za zniszczenie cudzego mienia lub dewastowanie przystanków, to jest niemal pewne, że wskazanie alkomatu nie spadnie poniżej promila.
Jaskółka z sześcioma promilami
Na temat alkoholowych ekscesów bielszczan sporo do powiedzenia ma dyrektor Izby Wytrzeźwień w Bielsku-Białej Iwona Kufel. Do lipca tego roku gościła w swojej placówce prawie trzy tysiące osób, z których 130 nie ukończyło 18 lat. W grupie najmłodszych klientów były także dzieciaki w wieku 13 - 15 lat. 
Największą grupę w tym zestawieniu - bo liczącą 1233 osoby - stanowią pacjenci między 30 a 50 rokiem życia. Ogromna większość, to mężczyźni, choć nocleg w izbie znalazła też 260-osobowa reprezentacja pijanych kobiet. Dyrektor Kufel prowadzi statystykę, w której uwzględniono przyczyny umieszczenia w wytrzeźwiałce. Najwięcej klientów przywożonych jest po awanturach domowych. W następnej kolejności – w wyniku „zagrożenia życia lub zdrowia”.
 - Do izby przyjmowane są osoby, które mają powyżej 0,23 miligrama alkoholu we krwi – tłumaczy Kufel. – Każdy człowiek reaguje na alkohol na swój własny sposób. U jednego już minimalna dawka będzie powodowała zawroty głowy. Ale mieliśmy kiedyś pacjenta, który mając w organizmie sześć promili, potrafił zrobić „jaskółkę”, rozmawiał z nami, był zabawny i kontaktowy.
Inny „rekordzista” nocował w izbie aż 300 razy! Podręcznikowa dawka powodująca zagrożenie dla zdrowia i życia człowieka, to powyżej czterech promili. Takich pacjentów najpierw trzeba odwieźć do szpitala na odtrucie.
Zapijanie smutków
Miesiące letnie oraz okresy świąteczne są czasem szczególnie intensywnej pracy dla personelu izby wytrzeźwień. W święta do wytrzeźwienia trafiają osoby samotne i bezdomne, które zapijają smutki. W wakacje zaś w izbie nocuje więcej młodych, którzy „na maksa” korzystają z przerwy w nauce. Od 2003 roku liczba pacjentów bielskiej izby rośnie z roku na rok.
 - Każdemu wydaje się, że od picia piwa nie da się uzależnić, a nawet jeśli, to jego to nie dotyczy - podkreśla Joanna Sosińska, zastępca kierownika ośrodka leczenia uzależnień „Nadzieja”. – W naszym ośrodku są osoby, które tak myślały. Część z nich leczy się teraz z uzależnienia od alkoholu. Inni zaczynali od piwa lub wódki, lecz obecnie przebywają na terapii, bo z kolei narkotyki zawładnęły ich życiem.
Magdalena Dydo