Rozmowa z Piotrem Kubańdą, miejskim konserwatorem zabytków w Bielsku-Białej.
 
Czy Bielsko-Biała jest miastem zabytkowym?
 
 - Oczywiście. Nasze miasto opiera się na układzie urbanistycznym zaprojektowanym i wykonanym w XIX wieku przez Maksa Fabianiego. Dla Bielska i Białej był to czas gwałtownego rozkwitu przemysłu i wzrostu zamożności mieszkańców. Powstawały nowe fabryki, ulice i dzielnice mieszkaniowe. Ale ten wspaniały ongiś układ dziś nas dusi. Dlatego budujemy obwodnice, aby odciążyć zabytkowe centrum od ruchu kołowego.
 
Mamy dużo zabytków, ale to nie oznacza, że o niektóre możemy troszczyć się mniej.
 
 - To prawda, wiele miejsc jest jeszcze zaniedbanych. Ale chcąc obiektywnie ocenić zjawisko, powinniśmy podkreślić duży postęp w ostatnich latach. Po przejściu w prywatne ręce, odnawiane są całe pierzeje ulic.
 
                                                                       Wrzód na ciele miasta
 
Los willi Hauptiga kłóci się z tą opinią.
 
 - Na zdrowym ciele zawsze zdarzy się jakiś wrzód. Miasto w dobrej wierze sprzedało ten obiekt prywatnemu właścicielowi. Wierzyliśmy, że zostanie przywrócony do dawnej świetności.
 
Wiara być może przenosi góry, lecz jest raczej kiepskim mecenasem kultury. Ustawa o ochronie zabytków nakłada na samorządy sporo obowiązków związanych z zachowaniem dziedzictwa narodowego.
 
 - Obowiązki, to jedno. Pieniądze, to dwa. Gmina dysponuje ograniczonymi środkami finansowymi, które można przeznaczyć na odnowę zabytków. Ale w Bielsku-Białej nie jest wcale gorzej niż w innych miejscowościach o porównywalnej liczbie mieszkańców.
 
Jeśli pieniądze, to dwa, to pomoc prawna – trzy. Gmina dysponuje armią prawników, którzy powinni czuwać nad tym, aby umowy o sprzedaży mienia nie pozwalały na różne manipulacje.
 
 - To prawda. Samorząd powinien dysponować dobrym zapleczem prawnym. Zawsze jednak zdarzyć się może jakieś niedopatrzenie. W umowie o sprzedaży willi Hauptiga brakowało zapisu zobowiązującego nabywcę do zachowania zabytkowego charakteru obiektu. Nikomu z nas nie przyszło do głowy, że można go po prostu zniszczyć.
 
Osoby bez wyobraźni nie powinny decydować o losach majątku publicznego. Jakie wnioski wyciągnął Ratusz z tej lekcji pokory?
 
 - Dramat w Cygańskim Lesie nie wynikał tyle z ludzkich niedoskonałości, ile z wadliwych przepisów, które nas ograniczają. Willa nie była wpisana do rejestru zabytków. W gminnej ewidencji zabytków znajduje się ponad 4 tys. obiektów. Trudno wymagać, aby wszystkie wpisywać do rejestru państwowego. Aktualnie znajduje się w nim niespełna 10 proc. zabytków gminnych.
 
Trudno wymagać? Dlaczego nie korzystamy w pełni z prawnych możliwości ochrony naszych zabytków?
 
 - Na biurku wojewódzkiego konserwatora zabytków leżą setki wniosków złożonych przez różne miasta naszego regionu, w tym 20 z Bielska-Białej. W związku z tym procedura wpisu do rejestru trwa średnio dwa lata. Zgodnie z ustawą, ochronie podlegają obiekty wpisane do rejestru zabytków, objęte miejscowym planem przestrzennego zagospodarowania, znajdują się na terenie parku kulturowego lub uznane za pomnik historii. Na szczeblu gminnym najbardziej dostępną i skuteczną metodą jest sporządzenie miejscowego planu.
 
Jak Pan doskonale wie, metoda jest niesłychanie czasochłonna. Wymaga najpierw dużego wysiłku od urzędników magistrackich, później konsultacji społecznych, a na koniec – uchwały rady miejskiej. Procedury są na tyle żmudne, że na obszarach pozbawionych planów długo panuje chaos budowlany. Stare plany straciły ważność kilka lat temu, ale tego czasu gmina nie wykorzystała na uchwalenie nowych.
 
 - W podobnej sytuacji znajduje się ogromna większość polskich miast. Jako konserwator zabytków cieszę się, że sprawa willi w Cygańskim Lesie spotkała się z tak żywym rezonansem społecznym. Ludzie uświadomili sobie powagę problemu. Z tym poparciem będzie nam się lepiej współpracowało. Wyzwoliło ono inicjatywę społeczną, potrzebną przy tworzeniu Parku Kulturowego w tym krajobrazie przyrodniczo-willowym oraz do dalszego jego funkcjonowania.
 
                                                                    Zagrożenie dla przechodniów
 
Pieniędzy na odnowę zabytków będzie zawsze za mało. Czasem wystarczy umieć się dogadać z partnerem, który zawsze jest przy kasie. Dzięki takiej umowie została odnowiona studnia Luschki przy ul. Wita Stwosza. Ile pieniędzy miasto wydało na tę inwestycję?
 
 - Niewiele. Zapłaciliśmy tylko za uporządkowanie skweru wokół studni. Remont konserwatorski sfinansowała w całości, świadoma tego co czyni, spółka AQUA.
 
Nie da się tej metody zastosować w odniesieniu do obiektu położonego o rzut kamieniem od studni – do browaru przy Cieszyńskiej?
 
 - Nie mamy wpływu na to, co dzieje się z tym obiektem. Nie jest własnością miasta. Jak dotąd, kolejni właściciele pozbywali się go, gdy dowiadywali się, że to zabytek. Z naszej wiedzy wynika, że obecnie posesję przy zbiegu Cieszyńskiej i Browarnej chce zabudować developer budynkami mieszkaniowymi. Możemy jedynie tak go zainspirować, aby zechciał funkcje użytkowe nowego obiektu pogodzić z zabytkowym charakterem tego miejsca. Dotychczas nikt nie zaproponował chęci wykonania rekonstrukcji zabudowania z wieżą z umiejętnym wprowadzeniem współczesnej funkcji.
 
Jak długo zrujnowane zabudowania starego browaru będą stanowić zagrożenie dla mienia oraz zdrowia i życia przechodniów?
 
 - Jako konserwator zabytków jestem w tej sprawie bezsilny. Są to kompetencje powiatowego inspektora nadzoru budowlanego.
 
Czy będziecie też bezsilni w przypadku dziewiętnastowiecznej leśniczówki w Lipniku?
 
 - Nie sądzę, choć miasto nie jest właścicielem tego majątku. Moim zdaniem, jest to jeden z najpiękniejszych budynków w województwie. Na szczęście, znajduje się w rejestrze zabytków. Konstrukcja gmachu jest w dobrym stanie. Z funduszu awaryjnego miasto sfinansowało zabezpieczenie dwóch zadaszonych tarasów. Został też zabezpieczony dach, sporządzono inwentaryzację, a obecny użytkownik na bieżąco troszczy się o porządek na terenie posesji. Jestem przekonany, że w przyszłości będzie można zaadaptować ten obiekt do celów usługowych z zachowaniem jego zabytkowego charakteru.
 
Inwestor nowej Sfery zamierza wykorzystać zabudowania pofabryczne b. zakładów Finex do funkcji komercyjnych. Czy jest Pan zwolennikiem takiej metody ochrony naszego dziedzictwa kulturowego, która polega na restauracji fasady z wyburzeniem zabytkowego wnętrza?
 
 - Dlaczego nie? Widziałem już obiekty fantastycznie odrestaurowane przy pomocy tej metody. Np. w Krakowie. W naszym mieście znajduje się wiele wartościowych zabudowań poprzemysłowych. Wedle niektórych architektów, powinny one nadal pełnić funkcje fabryczne. Tak np. robią Szwedzi. Nas na taki gest nie stać. Ale są tacy, którzy twierdzą, że za cenę przywrócenia obiektu do życia można poświęcić jego pierwotne przeznaczenie.
 
                                           Tramwaj w parku
 
Podoba się Panu przebudowa na Cechowej?
 
 - Na podstawie opinii komisji ekspertów wojewódzki konserwator zabytków udzielił zgodę na określone zagospodarowanie tego kompleksu. Projekt zakłada utrzymanie fasady fabrycznej od strony rzeki oraz ulicy Cechowej. W toku prac prowadzonych przez inwestora rozbudowującego Sferę kilkakrotnie powiększono kubaturę wewnętrznego kwartału tej posesji. Kręgosłupem adaptacji jest zadaszona uliczka, do której przylegają pasaże, ogródki, przejścia, sklepy itd. Nowa Sfera otwiera tę część miasta na rzekę, wykorzystuje jej naturalne walory.
 
Atrakcją wielu miast są bulwary. Nad rzeką ludzie wypoczywają, handlują, bawią się. Czy rozbudowa centrum handlowego zbliża nas do tego standardu?
 
 - Mam nadzieję, że inwestycja ożywi tereny nadrzeczne. Moim marzeniem jest budowa rzędu progów wodnych, które umożliwiałyby spiętrzenie wody do wysokości 30-60 cm. Byłyby one naturalną ostoją dla ryb i kaczek, a jednocześnie zabezpieczałyby miasto na wypadek suszy. Nie mam nic przeciwko temu, aby Białą na odcinku parku w okolicach pomnika Mickiewicza pływały kajaki i rowery wodne. Inną atrakcją tego miejsca może być linia tramwajowa, np. o długości 500 m. Obsługiwałyby ją odrestaurowane przedwojenne wagony, które ocalały dzięki uporowi Bielskiego Towarzystwa Tramwajowego.
 
Ładny obrazek, ale scenariusz - obawiam się – nierealny. Przed wakacjami nasz portal alarmował, że bielski Ratusz broni się przed sfinansowaniem przeprowadzki zabytkowego taboru z ulicy Długiej na Kazimierza Wielkiego. Albo brakuje pieniędzy, albo wyobraźni. Może nawet i jednego, i drugiego.
 
 - Bez przesady. Miasto pomogło w częściowej odbudowie kompleksu, w którym dziś mieści się muzeum motoryzacji. Nowa lokalizacja zapewni zabytkowym wagonom bezpieczeństwo, a jednocześnie umożliwi ich stopniowy remont. Bielskim tramwajom poświęcona jest tablica pamiątkowa przy dworcu kolejowym. W następnej kolejności w tym miejscu stanie fragment torowiska. Jest już ono zmontowane, lecz nie może być osadzone w miejscu historycznym przed dworcem ze względu na brak zgody PKP, które są właścicielem części tych terenów. Jeśli nie dojdzie do porozumienia, to torowisko zostanie ustawione nieco dalej od budynku. Prawdopodobnie na części chodnika przy ulicy, na której stoją obecnie taksówki.
 
Cieszy się Pan na bliską perspektywę pokrycia dziedzińca zamku Sułkowskich daszkiem z pleksi? Będzie stylowo?
 
 - To jest ściana z przeźroczystego szkła! Podobne rozwiązania widziałem m.in. w Dworze Artusa w Toruniu oraz w hotelu Copernikus w Krakowie. Patio pod szklanym dachem może być wszechstronnie wykorzystane, np. na różne wydarzenia artystyczne, happeningi, projekcje filmowe. Odnowa zamku kosztowała zbyt duże pieniądze, aby teraz nie poszukiwać sposobów całorocznego wykorzystania tego potencjału.
 
                                                                             Zamknąć 3 Maja?
 
Niedawno pojawił się także pomysł ożywienia ulicy 3 Maja poprzez powrót do usługowo-spacerowej funkcji podzamcza. Czy jest to realny scenariusz?
 
 - Ta koncepcja jest mi bliska, choć nie ja jestem jej autorem. Reaktywując pasaż, musielibyśmy odpowiednio wzmocnić wzgórze zamkowe. Wysoki trotuar jest naturalnym łącznikiem między placami Chrobrego oraz Żwirki i Wigury. Arkady byłyby jedną z części przestrzeni tworzonej przez budynek poczty, Teatr Polski oraz fontannę przed nim. Ale na tym wąskim odcinku nie byłoby wiele miejsca na działalność handlową czy nawet gastronomiczną. Przebudowę trzeba byłoby więc poprzedzić studium opłacalności małych jednostek gospodarczych w tym rejonie miasta i koniecznej komunikacji pionowej z tarasem zamkowym.
 
Czy możliwe jest odtworzenie podzamcza w jego formie sprzed wojny?
 
 - Nie sądzę, być może w przyszłości. Byłoby to związane z koniecznością przebudowy układu komunikacyjnego w centrum. Trzeba byłoby zamknąć ulicę 3 Maja – od Wałowej po Partyzantów - dla ruchu kołowego za wyjątkiem pojazdów uprzywilejowanych, taksówek i autobusów MZK. Dzięki zwężeniu jezdni na tym odcinku możliwe byłoby wybudowanie szerokich chodników, zatoczek oraz miejsc postojowych dla klientów sklepików i kafejek na podzamczu. Dotychczasowy ruch tranzytowy na tej arterii przejęłyby obwodnice. Ruch w centrum natomiast byłby skierowany na ulice prostopadłe do 3 Maja. Zanim architekci przystąpią do pracy, w tej sprawie powinni się jednak wypowiedzieć eksperci z MZD.
 
Ile żab zejdzie ostatecznie na bielskie ulice z frontonu kamienicy przy placu Wojska Polskiego?
 
 - Wykorzystanie tych żab jest świetnym pomysłem na zwiększenie atrakcyjności przestrzeni miejskiej. Byłyby one oryginalnym motywem identyfikującym nasze miasto. Nie mam nic przeciwko temu, aby żaby stanęły przed wszystkimi budynkami użyteczności publicznej w strojach odpowiadających charakterowi danego urzędu.
 
Dziękuję za rozmowę.
 
                                                                          Rozmawiał: Robert Kowal