Z bielskich ulic zniknęły charakterystyczne żółte budki telefoniczne, należące do Telekomunikacji Polskiej SA. W ich miejsce pojawiły się aparaty  montowane na metalowych słupach zwanych półkabinami. Trzeba przyznać, że co prawda wyglądają one estetycznie, lecz nie chronią rozmówcy przed deszczem, wiatrem czy śniegiem tak dobrze, jak tradycyjne budki. Nie zapewniają także tak dobrej atmosfery odosobnienia podczas rozmowy telefonicznej, jak było to w przypadku kabin zamykanych.

Wymiana może dziwić także z tego powodu, że poprzednie budki nie były stare. Pojawiły się bowiem na bielskich ulicach zaledwie kilka lat temu, w momencie gdy TP zastąpiła dawniej stosowane na ulicach telefony na karty magnetyczne modelami przystosowanymi do kart chipowych. Teraz wszystkie są zastępowane co prawda jeszcze nowszymi urządzeniami, lecz wykorzystującymi podobną technologię. Po co więc ta zmiana, skoro - jak wiadomo - obecnie coraz mniej osób korzysta z publicznych telefonów? Wszystko przez coraz powszechniejsze i tańsze w eksploatacji telefony komórkowe. Prędzej czy później budki znikną więc całkiem z naszej rzeczywistości. W Wielkiej Brytanii operatorzy telefoniczni jako pierwsi w Europie już zrezygnowali z publicznych telefonów.

Maria Piskier, rzecznik wrocławskiego oddziału Telekomunikacji Polskiej SA przyznaje, iż faktycznie coraz mniej Polaków korzysta z takich telefonów, lecz wcale nie oznacza to, że nie są one już potrzebne. W niektórych miejscach, takich jak na przykład centra handlowe, lotniska, dworce czy szpitale, cieszą się one niesłabnącym zainteresowaniem. Stąd też od kilku lat TP prowadzi akcję reorganizacji sieci telefonów publicznych, tak aby była ona bardziej przystosowana do obecnych potrzeb i oczekiwań klientów. - Mamy bardzo dobre rozeznanie, z których aparatów klienci dzwonią, a które są zlokalizowane w takich miejscach, gdzie mało kto z nich korzysta - wyjaśniła Maria Piskier dodając, że nowe telefony pojawiają się więc tam, gdzie są przydatne. Część z nich to tak zwane telefony hybrydowe - montowane zwłaszcza na dworcach i lotniskach. Łączą one bowiem w sobie cechy aparatu wrzutowego (na monety) oraz telefonu na karty telefoniczne. Mogą więc z nich korzystać zarówno posiadacze takich kart, jak i osoby dysponujące bilonem. Dotyczy to głównie obcokrajowców, którzy dopiero co znaleźli się w Polsce, a chcieliby na przykład już z lotniska zatelefonować do znajomych.

Maria Piskier zaznaczyła, że przy okazji wymiany z polskich ulic zniknie około 40 procent telefonów publicznych. Natomiast w kwestii instalowanych w miejsce budek nowych półkabin dodała, że faktycznie - może i mniej chronią rozmówców przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi niż tradycyjne budki, lecz są bardzo estetyczne oraz praktyczniejsze dla klientów (na przykład nie trzeba otwierać ciężkich drzwi). Rzeczniczka zauważyła przy tym, że ich wygląd i forma były wcześniej konsultowane z władzami kilku miast i wszędzie zaproponowane przez TP rozwiązanie zostało bardzo wysoko ocenione.

Proste półkabiny o nowoczesnym wyglądzie dobrze bowiem komponują się z miejską przestrzenią i to zarówno wśród starej, jak i nowej zabudowy. Poza tym - podkreśla Maria Piskier - umożliwiają łatwiejszy dostęp do telefonu osobom niepełnosprawnym. Instalowane w nich aparaty są przystosowane do tego, aby mogły z nich korzystać także osoby niewidome i niedowidzące. (map)