Rozmowa z Małgorzatą Handzlik, reprezentantką naszego regionu w Parlamencie Europejskim.

Czy zasiadając w ławach Parlamentu Europejskiego kieruje się Pani lokalnym patriotyzmem?

- Rola posła w PE, to również bycie ambasadorem danego miasta. Przez minione pięć lat udało mi się zrobić kilka fajnych rzeczy. Po pierwsze, udało się zaprosić do Bielska-Białej całą moją komisję, ponad 20 osób z różnych państw członkowskich. Mieli oni okazję do spotkania z władzami miasta, ale przede wszystkim z przedsiębiorcami. Udało się również namówić Komisarza Rynku Wewnętrznego do odwiedzenia naszego regionu. Sprawa to niebagatelna, bo komisarze na ogół przyjeżdżają tylko do stolic danych państw.

W Polsce założenie firmy wiąże się z całą masą formalności, a np. w Anglii - aby rozkręcić działalność gospodarczą - wystarczy wypełnić formularz i wysłać go drogą internetową. Czy działania Parlamentu Europejskiego mogą w jakiś sposób wpłynąć na poprawę tej sytuacji?


 - W dyrektywie usługowej istnieje zapis o pojedynczym punkcie kontaktowym, a więc okienku, gdzie można załatwić wszystkie formalności. W Polsce już próbowano takich zabiegów, ale niestety jeszcze nie działa to tak, jak powinno. Mam nadzieję jednak, że po tym „falstarcie” będzie już tylko lepiej i od 1 stycznia 2010 wszystko będzie przebiegało płynnie. W Parlamencie Europejskim pracujemy także nad Kartą Małego Biznesu, gdzie między innymi jest mowa o dalszej likwidacji utrudnień administracyjnych dla przedsiębiorców.

Czym jest Europejski Nakaz Zapłaty?

- Kiedyś, aby odzyskać zaległą należność za usługę od klienta zagranicznego, trzeba było jechać np. do Hiszpanii, tam wynająć adwokata i w sądzie dochodzić swoich praw. W grudniu 2008 roku weszło w życie takie rozporządzenie, które pozwala przedsiębiorcom np. z Bielska-Białej w oparciu o europejski nakaz zapłaty złożyć odpowiednie dokumenty w bielskim sądzie i tu dochodzić swoich należności. Sąd na podstawie takiego wniosku wydaje Europejski Nakaz Zapłaty i wysyła go do kraju dłużnika.

Proszę też powiedzieć, czym jest dyrektywa o opóźnionych płatnościach?

- Dyrektywa ma przede wszystkim pomóc małym i średnim przedsiębiorstwom, które nieterminowe realizowanie zobowiązań stawia w trudnej sytuacji finansowej. Dzięki jej zapisom m.in. instytucje państwowe będą musiały dokonać płatności w ciągu 30 dni. Firmy mogą domagać się zarówno spłaty należnych odsetek, jak i zwrotu kosztów ściągania płatności.

Czy w związku z nową kadencją Pani dotychczasowe obowiązki ulegną zmianie?

- Cieszę się, że będę mogła pracować w komisjach, w których pracowałam dotychczas, czyli w Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumenta oraz w Komisji Handlu Międzynarodowego. Ciągłość pracy w tych samych komisjach była dla mnie bardzo istotna. Zwłaszcza, iż z pewnością w tej kadencji będziemy powracać do zagadnień, nad którymi pracowałam wcześniej. Będzie to chociażby poprawne wdrożenie dyrektywy usługowej, prawa konsumentów w handlu transgranicznym czy kwestie podróbek i piractwa.

Dysponuje Pani siecią biur poselskich. Z jakimi na ogół sprawami zgłaszają się do nich wyborcy?

- W województwie śląskim prowadzę 13 biur poselskich. Umożliwiają one mieszkańcom regionu kontakt ze mną, ale również zdobycie informacji dotyczących funkcjonowania instytucji unijnych czy możliwości zdobycia funduszy strukturalnych. We wszystkich biurach udzielamy bezpłatnych konsultacji prawnych. Jak wyliczyliśmy, przed kampanią wyborczą udzieliliśmy około 18 tys. porad. Sprawy, z którymi trafiają do nas ludzie są różne. Są to często problemy mieszkańców, którzy mają kłopoty z administracją lub dotyczące składania skarg do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Zgłaszają się też młodzi ludzie z pytaniami dotyczącymi pracy w Brukseli.

Obraz polskiej polityki jawi się jako arena nieustannych i bezproduktywnych kłótni. Jak w Brukseli postrzegany jest Polak-polityk?

- PE funkcjonuje zupełnie inaczej niż jakikolwiek parlament krajowy. Panuje w nim zupełnie inna kultura polityczna. Wiele spraw negocjuje się i dyskutuje na poziomie komisji i gdy dochodzi do debaty ogólnej, to emocje już dawno opadły. Nasz kraj szczególnie dziwnie był postrzegany za rządów poprzedniej kadencji sejmowej. Polska była krajem nieprzewidywalnym i często byłam pytana przez kolegów z innych krajów o to, co takiego tym razem „wymyślimy”. To było niewątpliwie przykre. Po zmianie rządów, Polska zaczęła być postrzegana w bardziej pozytywnym świetle.

Jak zaczęła się Pani przygoda z polityką? Kiedy Pani postanowiła, że wkroczy w świat polityki?

- Przez 15 lat prowadziłam własną działalność gospodarczą. Nie chciałam startować do parlamentu krajowego. Kiedy pojawiły się pierwsze propozycje co do kandydatury do PE, to nie brałam ich na poważnie. Po wstępnych rozmowach i kilku spotkaniach stwierdziłam, że jest to być może moment, kiedy warto spróbować wykorzystać moje doświadczenie, aby ułatwić życie przedsiębiorcom i konsumentom. Muszę powiedzieć, że wiedza, którą wyniosłam z biznesu przydaje się w mojej pracy, szczególnie w obszarze rynku wewnętrznego.

Słynie Pani ze szczerego i soczystego uśmiechu. Taka otwarta postawa pomaga w świecie polityki?

- Zdecydowanie pomaga. Wyrosłam z biznesu, a tam taka postawa jest dobrze postrzegana. Poza tym z charakteru jestem osobą bardzo przyjazną. Cieszy mnie, że jestem pozytywnie odbierana.

Gdyby Pani nie startowała w wyborach do PE to, na którego z kandydatów oddałaby Pani swój głos?

- Zdecydowanie byłby to prof. Jerzy Buzek. Osiągnął znakomity wynik, a poza tym jest jednym z „naszych” posłów.

Kiedy zakończy Pani karierę polityczną na arenie europejskiej, to czy widziałaby się Pani w polityce krajowej bądź regionalnej? Np. zasiadając w fotelu prezydenta Bielska-Białej?

- Na razie nie rozważałam takiej ewentualności. Czeka mnie pięcioletnia kadencja, którą chciałabym jak najlepiej wykorzystać. A czy polityka krajowa? Ciężko byłoby przejść z polityki europejskiej do krajowej. Kiedy zakończę karierę polityczną, to być może wrócę do biznesu. Mamy bardzo dobrego prezydenta i nie zmieniałabym go tak pochopnie na innego.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Hetnał