Zatrute studnie
My niżej podpisani mieszkańcy dzielnicy Mikuszowice Krakowskie zamieszkali pomiędzy ulicami: Paproci, Tkacką, ks. Kusia i Kolejową domagamy się, aby spółka Aqua wprowadziła do najbliższego planu inwestycyjnego budowę sieci wodociągowej na tym obszarze - tymi słowami mieszkańcy bielskich Mikuszowic rozpoczęli list skierowany do prezydenta miasta Jacka Krywulta. Ich sytuacja jest dramatyczna. Od ponad miesiąca w blisko czterdziestu domach nie ma wody! Trzeba ją przywozić beczkowozami, lecz to nie załatwia sprawy.
Kłopoty zaczęły się pod koniec czerwca, gdy nad Mikuszowicami przeszła ulewa jakiej tu dotąd nie widziano. Kilkanaście budynków zalała woda spływająca z okolicznych wzniesień. Zalane zostały także studnie, jedyne źródło wody pitnej dla położonych tam gospodarstw. Domy zdołano już wysuszyć, wysprzątać, uporządkować. Studni do tej pory nie udało się przywrócić do stanu używalności. To co w nich się znajduje, nie nadaje się nie tylko do picia, lecz nawet do celów gospodarczych. Tak orzekł sanepid, który badał czerpaną z nich wodę. Nie pomogły nawet zabiegi odkażające, jakie do tej pory czyniły zanieczyszczoną wodę zdatną do picia.
- Zdarzało się już, że w studniach pojawiały się czasami jakieś zanieczyszczenia, ale wystarczyło wtedy wrzucić do środka środek odkażający, na przykład podchloran sodu czy chlorowane wapno, a następnie po 24 godzinach wypompować ze studni całą wodę. Gdy studnia ponownie się napełniła, woda w niej była już czysta, co potwierdzały za każdym razem wyniki badań sanitarnych - tłumaczy „Kronice” jeden z mieszkańców mający dom przy ulicy ks. Kusia.
- Tym razem zabiegi te nic nie pomogły. Werdykt sanepidu oznacza, że wody tej nie można pić, nawet po przegotowaniu. Co gorsza, nie można w niej umyć naczyń, nie mówiąc już o kąpieli czy czyszczeniu zębów. Życie w takich warunkach to prawdziwy koszmar, zwłaszcza gdy ma się małe dziecko.
Mieszkańcy winią za taki stan rzeczy pobliski plac budowy, na którym powstaje ogromny węzeł komunikacyjny - fragment wschodniej obwodnicy miasta. Ich zdaniem to właśnie z terenu budowy spłynęły wraz z deszczówką zanieczyszczenia, w tym oleje i smary, które kompletnie zatruły studnie. Trudno nie zgodzić się z tymi opiniami patrząc na tony mułu i szlamu, jakie niosła z sobą z placu tej budowy fala powodziowa, a które potem trzeba było z mozołem usuwać z dróg, ogrodów, piwnic a nawet mieszkań.
Z drugiej jednak strony większość studni, z których korzystają mieszkańcy, to płytkie tak zwane studnie kopane, zasilane wodami gruntowymi, w których nietrudno znaleźć wszelkiej maści zanieczyszczenia. Jedynie wiercone studnie głębinowe, zasilane wodami znajdującymi się poniżej nieprzepuszczalnych warstw gruntu, gwarantują, że czerpana z nich woda nie jest okresowo zanieczyszczana tym, co wypłucze z ziemi deszcz.
Przy studni płytkiej o skażenie bardzo łatwo. Wystarczy, że gdzieś w pobliżu jest nieszczelne szambo, rozleje się paliwo czy olej z pękniętego samochodowego baku lub deszcz wypłucze z pól i ogrodów nawozy sztuczne czy środki ochrony roślin, a problem gotowy. Dlatego też obecnie tak naprawdę jedynym pewnym źródłem wody pitnej oraz gospodarczej jest wodociąg, nie licząc wspomnianych już kosztownych w wykonaniu i nie zawsze możliwych do wywiercenia studni głębinowych, sięgających na przykład aż do warstw oligoceńskich.
Dlaczego w tej części Mikuszowic Krakowskich rurociągu - o który teraz walczą mieszkańcy - jeszcze nie ma? Zwłaszcza że nie chodzi o jakieś odludzie czy teren trudno dostępny, lecz o gęsto zabudowaną willową dzielnicę miasta położoną stosunkowo blisko centrum. Ba! Wszędzie wokoło mieszkańcy czerpią już wodę z miejskiego rurociągu.
Odpowiedzieć na to pytanie niełatwo, bo sprawa nie jest tak jednoznaczna, na jaką mogłaby wyglądać. Otóż pięć lat temu miejska spółka wodociągowa Aqua chciała w tym rejonie wybudować rurociąg przy okazji układania kolektora ściekowego. Gotowy był już nawet projekt tego rurociągu, ale do jego budowy nie doszło. Potwierdza to dyrektor Zbigniew Szymański ze spółki Aqua precyzując, że powodem odstąpienia przez spółkę od realizacji tej inwestycji było - jak się wyraził - znikome zainteresowanie mieszkańców planowanym wodociągiem. - Po prostu mało kto z nich zadeklarował, że chciałby z niego w przyszłości korzystać - wyjaśnia dyrektor Szymański dodając, że z ekonomicznego punktu widzenia inwestycja ta była więc bezcelowa. Dlatego z niej zrezygnowano.
Co na to mieszkańcy? O sprawie mówią niechętnie. Kilka lat temu Aqua przedstawiła im niezbyt skonkretyzowane plany budowy wodociągu. Nie kryją, że mało kto podpisał wtedy deklarację, iż chciałby podłączyć dom do tego wodociągu. Ci, którzy jej nie podpisali - a była ich przeważająca większość - przyznają, że wychodzili z założenia, iż studnie są dla nich wystarczająco dobrym i sprawdzonym rozwiązaniem. Czas pokazał, że tak jednak nie jest.
Kiedy i czy powstanie w tej części Mikuszowic wodociąg? Dyrektor Zbigniew Szymański dyplomatycznie tłumaczy, że wszystko wskazuje na to, iż teraz - gdy mieszkańcy wyrażają takie zainteresowanie - wodociąg będzie tam budowany. Najprawdopodobniej już wkrótce trafi on do planu inwestycyjnego Aquy. Musi jednak minąć trochę czasu zanim z kranów popłynie woda. Dyrektor Szymański nie podaje konkretnych dat czy innych szczegółów tego przedsięwzięcia. Nie wiadomo czy poprzedni niezrealizowany projekt budowy wodociągu jest jeszcze aktualny, czy też trzeba będzie całą dokumentację inwestycyjną przygotować od nowa. Przyznał jednak, że nawet gdyby sprawy przybrały jak najlepszy obrót, a na drodze do ich pozytywnego załatwienia nie pojawią się jakieś nieprzewidziane przeszkody, to i tak budowa wodociągu potrwa przynajmniej pół roku. A do tego czasu… O tym pozbawieni czystej wody mieszkańcy Mikuszowic nie chcą nawet myśleć.
Marcin Płużek
.jpg)
Kłopoty zaczęły się pod koniec czerwca, gdy nad Mikuszowicami przeszła ulewa jakiej tu dotąd nie widziano. Kilkanaście budynków zalała woda spływająca z okolicznych wzniesień. Zalane zostały także studnie, jedyne źródło wody pitnej dla położonych tam gospodarstw. Domy zdołano już wysuszyć, wysprzątać, uporządkować. Studni do tej pory nie udało się przywrócić do stanu używalności. To co w nich się znajduje, nie nadaje się nie tylko do picia, lecz nawet do celów gospodarczych. Tak orzekł sanepid, który badał czerpaną z nich wodę. Nie pomogły nawet zabiegi odkażające, jakie do tej pory czyniły zanieczyszczoną wodę zdatną do picia.
- Zdarzało się już, że w studniach pojawiały się czasami jakieś zanieczyszczenia, ale wystarczyło wtedy wrzucić do środka środek odkażający, na przykład podchloran sodu czy chlorowane wapno, a następnie po 24 godzinach wypompować ze studni całą wodę. Gdy studnia ponownie się napełniła, woda w niej była już czysta, co potwierdzały za każdym razem wyniki badań sanitarnych - tłumaczy „Kronice” jeden z mieszkańców mający dom przy ulicy ks. Kusia.
- Tym razem zabiegi te nic nie pomogły. Werdykt sanepidu oznacza, że wody tej nie można pić, nawet po przegotowaniu. Co gorsza, nie można w niej umyć naczyń, nie mówiąc już o kąpieli czy czyszczeniu zębów. Życie w takich warunkach to prawdziwy koszmar, zwłaszcza gdy ma się małe dziecko.
Mieszkańcy winią za taki stan rzeczy pobliski plac budowy, na którym powstaje ogromny węzeł komunikacyjny - fragment wschodniej obwodnicy miasta. Ich zdaniem to właśnie z terenu budowy spłynęły wraz z deszczówką zanieczyszczenia, w tym oleje i smary, które kompletnie zatruły studnie. Trudno nie zgodzić się z tymi opiniami patrząc na tony mułu i szlamu, jakie niosła z sobą z placu tej budowy fala powodziowa, a które potem trzeba było z mozołem usuwać z dróg, ogrodów, piwnic a nawet mieszkań.
Z drugiej jednak strony większość studni, z których korzystają mieszkańcy, to płytkie tak zwane studnie kopane, zasilane wodami gruntowymi, w których nietrudno znaleźć wszelkiej maści zanieczyszczenia. Jedynie wiercone studnie głębinowe, zasilane wodami znajdującymi się poniżej nieprzepuszczalnych warstw gruntu, gwarantują, że czerpana z nich woda nie jest okresowo zanieczyszczana tym, co wypłucze z ziemi deszcz.
Przy studni płytkiej o skażenie bardzo łatwo. Wystarczy, że gdzieś w pobliżu jest nieszczelne szambo, rozleje się paliwo czy olej z pękniętego samochodowego baku lub deszcz wypłucze z pól i ogrodów nawozy sztuczne czy środki ochrony roślin, a problem gotowy. Dlatego też obecnie tak naprawdę jedynym pewnym źródłem wody pitnej oraz gospodarczej jest wodociąg, nie licząc wspomnianych już kosztownych w wykonaniu i nie zawsze możliwych do wywiercenia studni głębinowych, sięgających na przykład aż do warstw oligoceńskich.
Dlaczego w tej części Mikuszowic Krakowskich rurociągu - o który teraz walczą mieszkańcy - jeszcze nie ma? Zwłaszcza że nie chodzi o jakieś odludzie czy teren trudno dostępny, lecz o gęsto zabudowaną willową dzielnicę miasta położoną stosunkowo blisko centrum. Ba! Wszędzie wokoło mieszkańcy czerpią już wodę z miejskiego rurociągu.
Odpowiedzieć na to pytanie niełatwo, bo sprawa nie jest tak jednoznaczna, na jaką mogłaby wyglądać. Otóż pięć lat temu miejska spółka wodociągowa Aqua chciała w tym rejonie wybudować rurociąg przy okazji układania kolektora ściekowego. Gotowy był już nawet projekt tego rurociągu, ale do jego budowy nie doszło. Potwierdza to dyrektor Zbigniew Szymański ze spółki Aqua precyzując, że powodem odstąpienia przez spółkę od realizacji tej inwestycji było - jak się wyraził - znikome zainteresowanie mieszkańców planowanym wodociągiem. - Po prostu mało kto z nich zadeklarował, że chciałby z niego w przyszłości korzystać - wyjaśnia dyrektor Szymański dodając, że z ekonomicznego punktu widzenia inwestycja ta była więc bezcelowa. Dlatego z niej zrezygnowano.
Co na to mieszkańcy? O sprawie mówią niechętnie. Kilka lat temu Aqua przedstawiła im niezbyt skonkretyzowane plany budowy wodociągu. Nie kryją, że mało kto podpisał wtedy deklarację, iż chciałby podłączyć dom do tego wodociągu. Ci, którzy jej nie podpisali - a była ich przeważająca większość - przyznają, że wychodzili z założenia, iż studnie są dla nich wystarczająco dobrym i sprawdzonym rozwiązaniem. Czas pokazał, że tak jednak nie jest.
Kiedy i czy powstanie w tej części Mikuszowic wodociąg? Dyrektor Zbigniew Szymański dyplomatycznie tłumaczy, że wszystko wskazuje na to, iż teraz - gdy mieszkańcy wyrażają takie zainteresowanie - wodociąg będzie tam budowany. Najprawdopodobniej już wkrótce trafi on do planu inwestycyjnego Aquy. Musi jednak minąć trochę czasu zanim z kranów popłynie woda. Dyrektor Szymański nie podaje konkretnych dat czy innych szczegółów tego przedsięwzięcia. Nie wiadomo czy poprzedni niezrealizowany projekt budowy wodociągu jest jeszcze aktualny, czy też trzeba będzie całą dokumentację inwestycyjną przygotować od nowa. Przyznał jednak, że nawet gdyby sprawy przybrały jak najlepszy obrót, a na drodze do ich pozytywnego załatwienia nie pojawią się jakieś nieprzewidziane przeszkody, to i tak budowa wodociągu potrwa przynajmniej pół roku. A do tego czasu… O tym pozbawieni czystej wody mieszkańcy Mikuszowic nie chcą nawet myśleć.
Marcin Płużek
.jpg)
Artykuł wyświetlono 2305 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 0
brak komentarzy

Klauzula informacyjna ›