O pomyśle wymieniania się ubraniami słyszałam już wcześniej. Ale o ile wymiany koleżeńskie są dla mnie czymś zupełnie normalnym, o tyle podobna transakcja  między obcymi kobietami wydawała mi się znacznie mniej atrakcyjna. Naiwnie wyobrażałam sobie panie przynoszące sprane spodnie dresowe albo swetry z wyciągniętymi rękawami. No, bo która kobieta chciałby się pozbyć fajnego ciuchu?
 
Moje obawy potwierdziła w pewnym stopniu pierwsza taka inicjatywa w naszym mieście. Ale nie dlatego, że przyniesiono zniszczone przedmioty. Po prostu, żadne rzeczy się nie pojawiły. Jakiś czas temu jedna z bielskich kawiarni próbowała wprowadzić zabawę wymieniania się ubraniami, lecz przez kilka kolejnych tygodni pod rząd nie zjawiał się nikt zainteresowany barterem.
 
Kiedy więc dotarła do mnie informacja, że Galeria Bielska BWA wraz ze Stowarzyszeniem „Ewa-Maja-Krystyna. Kobiety dla Kobiet” podjęły podobną próbę, odniosłam się do niej raczej sceptycznie. Wrodzona ciekawość i poczucie dziennikarskiego obowiązku skłoniły mnie jednak do złożenia wizyty w miejscu i czasie wyznaczonym przez organizatorki.
 
W piątek kilka minut po godz.17 otworzyłam drzwi BWA i skierowałam się schodkami na górę do klubu Aquarium, który znajduje się w budynku galerii. Ku mojemu zdziwieniu zaraz przy drzwiach klubu zobaczyłam dwa stojaki obwieszone różnymi ciuchami. Ubrania leżały również na stolikach i fotelach. Przy ladzie zobaczyłam dwie krzątające się panie, które szykowały obiecaną przez organizatorów kawę oraz ciasto.
 
Przy stolikach siedziało kilka kobiet nieśmiało spoglądających w stronę wieszaków. Przyznam, że i ja wchodząc do klubu szybko wyłowiłam wzrokiem ładny szary golf wiszący na krześle. Ale przywołując się do porządku, że jestem w tym miejscu służbowo, podeszłam do lady i przedstawiając się grzecznie, zapytałam o odpowiedzialnego za ten interes. Panie ze stowarzyszenia „Kobiety dla Kobiet”, Ewa Fodczuk i Kasia Patykiewicz zaprosiły mnie do stolika, przy którym czekał poczęstunek. Barter podobał mi się coraz bardziej.
 
Zapytałam bez ogródek, czy „Ewa Maja i Krystyna” oficjalnie stały się spadkobierczyniami pomysłu wymiany ciuchami czy jedynie nieoficjalnie skopiowały cudzy pomysł.
 
- Od dawna chciałyśmy zorganizować taką imprezę, lecz nigdy jakoś nie było czasu na realizację naszego projektu - odparła pani Ewa.
 
Pani Kasia potwierdza słowa koleżanki: - Tak, słyszałam, że jedna z kawiarni na Rynku próbowała przeprowadzić akcję wymiany ciuchami, ale u nas rzeczywiście ten pomysł powstał dużo wcześniej. Rozmawiałyśmy kiedyś, jak to jest, że stajemy przed pełną szafą i nie mamy co na siebie włożyć? A kiedy tę samą szafę otwiera nasza koleżanka, zawsze znajdzie w niej coś fajnego. Właśnie wtedy stwierdziłyśmy, że zorganizowanie wymiany na większą skalę może być ciekawym przedsięwzięciem.
 
Podobne inicjatywy w innych miastach cieszą się dużym powodzeniem. - Byłam kiedyś na takiej akcji w Katowicach - przyznała Kasia. - Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że oprócz możliwości zdobycia nowego elementu garderoby, można też nawiązać nowe znajomości czy nawet przyjaźnie. W Katowicach powstała grupa dziewczyn, które bardzo się zżyły. Wymiany kończą się zawsze imprezą przy kawie i plotach.
 
- Mamy nadzieję, że spotkania przy okazji akcji "Ciuch w ruch" stanął się swego rodzaju grupami wsparcia - kontynuowała Ewa. - Kobiety będą mogły przyjść do nas nie tylko po to, aby pozbyć się zalegających w szafie ubrań, ale też wyżalić, pogadać, poradzić. Jeśli tylko któraś będzie miała czas i ochotę, może przynieść przygotowany przez siebie wypiek. Akcja na pewno zostanie powtórzona, ale dokładnego terminu kolejnego spotkania jeszcze nie ma.
 
Podczas miłej rozmowy zakrapianej kawą nie zauważyłam, kiedy w klubie zrobił się duży ruch. Kilka kobiet umieszczało nowy "towar" na wieszakach, inne ochoczo zabierały upatrzone rzeczy i szły piętro wyżej, gdzie zorganizowano przymierzalnię. Panie nawzajem służyły sobie dobrą radą. Poddałam się i ja tej atmosferze. Zaczęłam grymasić. To za duże, to za długie, buty za małe, spódnica fajna, ale kolor nie ten... Wreszcie jest! Długi, szary golf. Przymierzam, leży jak ulał. Ale co z tego, skoro nie zamierzając brać udziału w zabawie, sama nie wzięłam nic na wymianę? Chciałam więc odpuścić...
 
- Podoba ci się? - pyta Kasia. Odpowiadam twierdząco, ale tłumaczę, że nie wzięłam nic na wymianę. Otrzymuję wtedy polecenie, aby nie marudzić i brać sweter, który zajmuje miejsce w jej szafie, a następnym razem przynieść coś ładnego i będziemy kwita. - Na tym to polega - kwituje sytuację Ewa. - Można się wymienić, odstąpić, a nawet sprzedać za drobną opłatą. Można wymienić buty za bransoletkę albo koszulkę za płaszcz. Wszystko zależy od woli uczestniczek zabawy. Wymieniamy się wszystkim, czym się da.
 
 
   Magdalena Dydo