Debata: to nie była prowokacja
Emocje po wczorajszej debacie kandydatów na urząd prezydenta Bielska-Białej wciąż nie opadły. Strony ślą do mediów stanowiska, a my próbowaliśmy dowiedzieć się, dlaczego debatę przeprowadzono w czasie, gdy większość elektoratu pracuje.
Wczorajsza debata w hotelu President była ciekawym przedsięwzięciem polityczno-medialnym. Niektóre zachowania kandydatów obnażyły brak profesjonalnego przygotowania do tego typu wydarzeń. Jest to poniekąd zrozumiałe, gdyż żaden nie posiada zaplecza tzw. spin doktorów, którzy kreowaliby ich wizerunek i uczyli zachowania przed kamerą. Chodzi np. o zwracanie się podczas wypowiedzi do prowadzącego zamiast w stronę kamer czy obecnych na debacie gości.
Momentami było sielankowo. Wydawało się nawet, że za chwilę wszyscy kandydaci zaczną mówić jednym głosem, kiedy Stanisław Pięta opowiadał, jak za młodu rozwieszał plakaty Grażyny Staniszewskiej, była europosłanka podpisywała się obiema rękoma pod pomysłem Krzysztofa Michalskiego w sprawie darmowego internetu w mieście, a kandydat PO podkreślał, że cała trójka zgadza się ze sobą w wielu kwestiach dotyczących miasta.
Od rzeczowej retoryki najbardziej odstawał kandydat PiS, który w wielu momentach debaty nie udzielał jednoznacznych odpowiedzi na pytania prowadzącego oraz polemizował z pomysłami swoich przeciwników. Szczególnie zaczepny był wtedy, gdy należało dokonać oceny kadencji Jacka Krywulta. - Trudno, żebym wychwalał administrację byłego prezydenta - z uśmiechem przyznał Pięta i zaraz zaznaczył, że drzwi jego gabinetu, w przypadku wygranej, będą otwarte.
Grażyna Staniszewska konsekwentnie opowiadała o swoim programie, a ruchami głowy dawała do zrozumienia, kiedy zgadza się z wypowiedziami swoich kolegów. Jej filozofię kierowania miastem poznaliśmy w tej części debaty, gdy kandydaci wzajemnie zadawali sobie pytania. Zapytana przez Michalskiego o to, jakimi organizacjami gospodarczymi zarządzała i jaki one miały majątek, odpowiedziała, że miasto nie jest firmą nastawioną na zysk i przede wszystkim ma dbać o dobro mieszkańców, a nie o zarabianie pieniędzy.
Kandydat PO rzadko odwoływał się do wypowiedzi swoich przeciwników wyborczych. Skupił się raczej na przedstawieniu nowej wizji miasta, którą chciałby realizować po ewentualnej wygranej. Różnica w stosunku do Staniszewskiej i Pięty polegała na tym, że mniej mówił o ludziach, a więcej o inwestycjach. Jego wypowiedzi świadczą o świeżym spojrzeniu na miasto z perspektywy osoby "z zewnątrz", ale także pokazują mniejszą wiedzę o realnych problemach bielszczan.
Wyborcy nie mogli się dowiedzieć, jaką wizję na ewentualną kolejną kadencję ma Jacek Krywult. Ponieważ pojawiły się głosy, że planowanie debaty na godz.12 - kiedy prezydent ma inne zajęcia - było zaplanowaną prowokacją, zapytaliśmy szefa sztabu wyborczego KWW Grażyny Staniszewskiej, skąd taka decyzja. - Jeden z radnych, który chce pozostać anonimowy, podjął się próby mediacji z prezydentem i od niego otrzymaliśmy informacje, że godz.12 będzie najdogodniejsza - mówi Jerzy Batycki i podkreśla, że przeciwnicy wyborczy Krywulta wcale na tę godzinę nie nalegali. Po prostu chcieli się dostosować do kalendarza prezydenta. (oświadczenie KWW Grażyny Staniszewskiej)
Także szef sztabu Krzysztofa Michalskiego, Jarosław Klimaszewski wyjaśnia, że nikt nie stawiał prezydenta "pod ścianą". Padło kilka propozycji godzinowych, ale żadna Jackowi Krywultowi nie odpowiadała.
mad
Wczorajsza debata w hotelu President była ciekawym przedsięwzięciem polityczno-medialnym. Niektóre zachowania kandydatów obnażyły brak profesjonalnego przygotowania do tego typu wydarzeń. Jest to poniekąd zrozumiałe, gdyż żaden nie posiada zaplecza tzw. spin doktorów, którzy kreowaliby ich wizerunek i uczyli zachowania przed kamerą. Chodzi np. o zwracanie się podczas wypowiedzi do prowadzącego zamiast w stronę kamer czy obecnych na debacie gości.
Momentami było sielankowo. Wydawało się nawet, że za chwilę wszyscy kandydaci zaczną mówić jednym głosem, kiedy Stanisław Pięta opowiadał, jak za młodu rozwieszał plakaty Grażyny Staniszewskiej, była europosłanka podpisywała się obiema rękoma pod pomysłem Krzysztofa Michalskiego w sprawie darmowego internetu w mieście, a kandydat PO podkreślał, że cała trójka zgadza się ze sobą w wielu kwestiach dotyczących miasta.
Od rzeczowej retoryki najbardziej odstawał kandydat PiS, który w wielu momentach debaty nie udzielał jednoznacznych odpowiedzi na pytania prowadzącego oraz polemizował z pomysłami swoich przeciwników. Szczególnie zaczepny był wtedy, gdy należało dokonać oceny kadencji Jacka Krywulta. - Trudno, żebym wychwalał administrację byłego prezydenta - z uśmiechem przyznał Pięta i zaraz zaznaczył, że drzwi jego gabinetu, w przypadku wygranej, będą otwarte.
Grażyna Staniszewska konsekwentnie opowiadała o swoim programie, a ruchami głowy dawała do zrozumienia, kiedy zgadza się z wypowiedziami swoich kolegów. Jej filozofię kierowania miastem poznaliśmy w tej części debaty, gdy kandydaci wzajemnie zadawali sobie pytania. Zapytana przez Michalskiego o to, jakimi organizacjami gospodarczymi zarządzała i jaki one miały majątek, odpowiedziała, że miasto nie jest firmą nastawioną na zysk i przede wszystkim ma dbać o dobro mieszkańców, a nie o zarabianie pieniędzy.
Kandydat PO rzadko odwoływał się do wypowiedzi swoich przeciwników wyborczych. Skupił się raczej na przedstawieniu nowej wizji miasta, którą chciałby realizować po ewentualnej wygranej. Różnica w stosunku do Staniszewskiej i Pięty polegała na tym, że mniej mówił o ludziach, a więcej o inwestycjach. Jego wypowiedzi świadczą o świeżym spojrzeniu na miasto z perspektywy osoby "z zewnątrz", ale także pokazują mniejszą wiedzę o realnych problemach bielszczan.
Wyborcy nie mogli się dowiedzieć, jaką wizję na ewentualną kolejną kadencję ma Jacek Krywult. Ponieważ pojawiły się głosy, że planowanie debaty na godz.12 - kiedy prezydent ma inne zajęcia - było zaplanowaną prowokacją, zapytaliśmy szefa sztabu wyborczego KWW Grażyny Staniszewskiej, skąd taka decyzja. - Jeden z radnych, który chce pozostać anonimowy, podjął się próby mediacji z prezydentem i od niego otrzymaliśmy informacje, że godz.12 będzie najdogodniejsza - mówi Jerzy Batycki i podkreśla, że przeciwnicy wyborczy Krywulta wcale na tę godzinę nie nalegali. Po prostu chcieli się dostosować do kalendarza prezydenta. (oświadczenie KWW Grażyny Staniszewskiej)
Także szef sztabu Krzysztofa Michalskiego, Jarosław Klimaszewski wyjaśnia, że nikt nie stawiał prezydenta "pod ścianą". Padło kilka propozycji godzinowych, ale żadna Jackowi Krywultowi nie odpowiadała.
mad
Artykuł wyświetlono 1609 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 7
niezarejestrowany -
O czym Ty piszesz!!!! Lud nie chcre Gbura i Aroganta! A jeżeli uważasz, że wmórowanie kamienia węgielnego to praca a nie kampania wyborcza to nic nie rozumiesz! Żegnamy Krywulta! Zróbmy to jutro razem!
ja
Z czym do ludzi nie macie szans z Panem Jackiem i tyle. On woli pracować niż marnować czas na jałowe dyskusje co ja nie zrobię jak zostanę prezydentem. Pięknie mówicie ale jak przyjdzie co do czego to nie zrobicie nic. Koniec kropka lud chce Jacka i tyle!!
6997
Nazwisko do wiadomości zainteresowanych - Jamesa Jurczyka i Jacka Krywulta - tak jest w oświadczeniu. To przecież oni wypierają się wszystkiego... nawet maila, który posiada dokładną datę i godzinę nadania... Nieładnie!
Mieszkaniec
Krywult się wypiął i tyle, na nas się wypiął.
bb
@bielszczanin - "A co by było gdyby babcia miała wąsy? To byłaby dziadkiem". Rozwala mnie takie snucie teorii spiskowych....
bielszczanin
"Jeden z radnych, który chce pozostać anonimowy, podjął się próby mediacji z prezydentem i od niego otrzymaliśmy informacje, że godz.12 będzie najdogodniejsza - mówi Jerzy Batycki" CIEKAWE CZEMU CHCE POZOSTAC ANONIMOWY??? MOZE KLAMIE????

Klauzula informacyjna ›