Wiatę okazyjnie wynajmę!
Powierzchnie reklamowe były od zawsze pożądaną i dochodową inwestycją. Im są większe i zlokalizowane w bardziej widocznym miejscu, tym przynoszą większe dochody. Dlaczego więc miasto Bielsko-Biała w przeszłości pogardziło kurą znoszącą złote jajka? A teraz, kiedy nadarza się okazja, aby zacząć zarabiać pieniądze na czymś co stoi i jeść nie woła, nie zamierza naprawić błędu z młodości?
W połowie lat '90, czyli jeszcze za prezydenta Bogdana Traczyka miasto podpisało umowę z Fundacją Rozwoju Miasta Bielsko-Biała dotyczącą - mówiąc w uproszczeniu - przystanków autobusowych, a dokładnie wiat. W ramach tejże umowy fundacja miała dzierżawić od miasta powierzchnię przystanków. W zamian FRMBB zobowiązała się postawić wiaty autobusowe i dbać o ich utrzymanie. Przypomnijmy, umowa została zawarta ponad 10 lat temu. Przez cały ten okres fundacja nie zapłaciła ani złotówki z tytułu dzierżawy. FRMBB postawiła ponad 100 wiat. To jedyne profity, które miasto otrzymało z tytułu umowy.
- Strony zgodziły się, że umowa może być rozwiązana z końcem 2008 roku - poinformował nas rzecznik Urzędu Miejskiego Tomasz Ficoń. - Wraz z nadejściem tego terminu MZK wystosował do FRMBB odpowiednie pismo, które wyznaczało półroczny okres wypowiedzenia kończący się piątego lipca 2009r. Oznacza to, że od dziś fundacja powinna rozpocząć usuwanie wiat i kiosków oraz zwrócić miastu dzierżawione tereny.
Po dobroci nie oddadzą
Ale co do tego, czy tak się stanie wszyscy mają spore wątpliwości. Rzecznik UM zapytany przez nas o plany Ratusza związane z eksploatacją wiat odparł, że najpierw trzeba je odzyskać. Plany będą później.
Dochodowe wiaty nie zostaną tak łatwo przekazane miastu, o czym świadczy wypowiedź prezesa fundacji Leszka Wasiaka dla naszego portalu. Prezes stwierdził, jakoby otrzymał przyrzeczenie, że po upływie terminu dzierżawy umowa będzie nadal obowiązywać. Tymczasem rzecznik Ratusza jasno dał nam do zrozumienia, że współpraca z fundacją na pewno nie będzie kontynuowana.
Spór i podejrzana geneza tego niedochodowego dla miasta porozumienia z fundacją, to jedna strona medalu. Drugą są plany związane z przystankami po odzyskaniu ich od FRMBB. Jeśli spór zakończy się po myśli prezydenta Jacka Krywulta, to wiaty powrócą pod administrację Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego. Dyrektor MZK zapytany przez nas o nowego najemcę powierzchni reklamowych podkreślił, że nie będzie czego podnajmować po zdemontowaniu wiat. Od Ficonia dowiedzieliśmy się natomiast, że ewentualna umowa dzierżawy mogłaby dotyczyć terenów przystanków oraz stojących na nich kiosków. Ale miasto nauczone złymi doświadczeniami nie zamierza dogadywać się z dużym partnerem. Dlatego na każdy obiekt byłby rozpisany oddzielny przetarg.
Miliony leżą na przystankach
Mamy nadzieję, że brak jakichkolwiek planów komercyjnego wykorzystania terenu przystanków MZK nie świadczy o tym, że gmina zamierza dobrowolnie zrezygnować z dochodów związanych z reklamą na ścianach wiat. Decyzja tego rodzaju byłaby nieuzasadniona pod względem ekonomicznym. Obecne urządzenia do wieszania plakatów najprawdopodobniej zostaną rozebrane przez fundację, lecz koszt postawienia nowych byłby wielokrotnie niższy od potencjalnych zysków z tytułu wynajęcia powierzchni reklamowej na wiatach.
Z przystanków codziennie korzystają przecież tysiące bielszczan. Są więc one idealnym miejscem ekspozycyjnym dla hipermarketów, operatorów sieci komórkowych, wydawców prasy, itd. Wpływy z dzierżawy mogłyby pomóc przedsiębiorstwu łupionemu przez gapowiczów. Ale Knapik twierdzi, że za dnia reklamy rozpraszają uwagę kierowców, a po zmroku ich oślepiają. Czy bielscy kierowcy są wrażliwsi od swoich kolegów z Katowic, Krakowa czy Poznania?
Magdalena Dydo

Klauzula informacyjna ›