Osoby, które mają odpowiednie fundusze i chcą dziś kupić w Bielsku-Białej mieszkanie w blokach z wielkiej płyty, mogą trafić na niezłe okazje. Takie, jak atrakcyjne mieszkanie w cenie około 2,2 tysiąca złotych za metr kwadratowy. To dużo taniej niż średnia cena rynkowa. A klienci z grubszym portfelem mogą ruszyć na poszukiwanie domu po okazyjnej cenie. I jest spora szansa, że coś ciekawego znajdą...

Już zimą rynek mieszkaniowy w Bielsku-Białej mocno wyhamował. Powody były dwa: po pierwsze, ludzie bojąc się światowego kryzysu i utraty pracy, ostygli w zapale do kupowania nieruchomości, a po drugie, banki zaostrzyły kryteria udzielania kredytów, w efekcie czego wielu potencjalnych kredytobiorców musiało obejść się smakiem. A jak dziś, w połowie roku wygląda bielski rynek nieruchomości? Jak informuje Stanisław Janczar z  agencji nieruchomości Real, obecnie ceny mieszkań w bielskich blokach wahają się średnio w granicach między 2,6 a 3,3 tysiąca złotych za metr kwadratowy. Zdarzają się też oferty znacznie przekraczające górny pułap średniej ceny, ale one praktycznie nie dają szans na pozytywne sfinalizowanie transakcji.

                                                                              Osiedlowe atrakcje

Ciekawostką są za to pojawiające się znacznie niższe ceny. Na przykład niedawno można było kupić na osiedlu Kopernika mieszkanie płacąc około 2,2 tysiąca złotych za metr kwadratowy. I to mieszkanie atrakcyjne, bo w niskim bloku i z wymienionymi oknami. Podobne oferty zdarzają się także na innych bielskich osiedlach. Na Karpackim było do kupienia duże - wynoszące ponad 70 metrów kwadratowych powierzchni - mieszkanie w cenie 2,1 tysiąca złotych za metr kwadratowy. Płacąc niewiele drożej za metr można było też kupić mieszkanie na Złotych Łanach.

Skąd biorą się te okazyjne wręcz ceny mieszkań na bielskich osiedlach? Stanisław Janczar potwierdza, że takie okazje się zdarzają, a mają one następujące źródło: Otóż sprzedającymi są najczęściej osoby, które nie tyle chcą, co muszą jak najszybciej sprzedać swoje mieszkanie. Bo albo opuszczają Bielsko, albo zbudowały dom i w nim mieszkają, a utrzymywanie  domu oraz pustego mieszkania w bloku nie ma sensu. Wystawiają więc mieszkanie na sprzedaż. Ale wtedy spotyka je smutna niespodzianka - znaleźć kupca to dziś sztuka nie lada. I wcale nie dlatego, że zabrakło chętnych na własne lokum.

 - W Bielsku-Białej bezrobocia praktycznie nie ma. Owszem, część osób zarabia nieco mniej, ale zapewniam, że chętnych na kupno mieszkania nie brakuje. Problem w tym, że dostać dziś bankowy kredyt na zakup nieruchomości jest bardzo trudno. W efekcie wiele osób, które chcą kupić mieszkanie i gotowe są na ten cel zaciągnąć kredyt, rezygnuje z uwagi na niemożność otrzymania pożyczki - mówi Stanisław Janczar.

                                                                                 Ostre kryteria

A bankowe kryteria dotyczące udzielania kredytów rzeczywiście ostro poszły w górę. Potencjalny kredytobiorca musi mieć naprawdę dobre zarobki, aby bank uznał go za osobę, której bez ryzyka można pożyczyć pieniądze. Ponadto bankowcy podnieśli też inną poprzeczkę. Otóż jeszcze nie tak dawno dawały kredyt w wysokości stu procent planowanej inwestycji. To znaczy w całości kredytowały na przykład zakup mieszkania. Dziś tak hojnych kredytodawców spotkać niezwykle ciężko. Banki z reguły wymagają, aby kredytobiorca 20 a nawet 30 procent inwestycji pokrył z własnych funduszy. A z tym bywa kłopot. Tak więc chętnych na mieszkaniowy kredyt jest nadal sporo, ale szansa na jego otrzymanie znacznie się oddaliła.

Wraz z drastycznym spadkiem liczby osób kupujących mieszkania, wzrosła liczba tych, którzy chcą je sprzedać. To między innymi efekt opisywanej przez „Kronikę” możliwości wykupywania na własność spółdzielczych mieszkań za kilka czy kilkadziesiąt złotych. I w konsekwencji podaż mieszkań bardzo znacznie przekracza popyt. To z kolei sprawia, że ci właściciele mieszkań, którzy muszą je w miarę szybko sprzedać, nie mają wyjścia i ostro schodzą z ceną.

Okazje czekają nie tylko na tych, którzy dziś chcą i są w stanie kupić mieszkanie. Wystarczy nawet krótki spacer po którejś z willowych dzielnic Bielska-Białej, aby przekonać się, że w nowych domach, czekających na właściciela, można wręcz przebierać. To wynik inwestorskiego rozpędu deweloperów, którzy kilka lat temu rozpoczęli budowę wielu nowych domów. Części z nich nie zdążyli sprzedać przed nadejściem „chudych czasów” i teraz na kupca muszą długo czekać. Część wyczekuje twardo trzymając cenę, inni gotowi są ją opuścić.

W tym przypadku o konkretnych kwotach mówić dość trudno, gdyż wśród tych nowych domów są będące w stanie surowym zamkniętym (czyli ściany, dach i okna) i bez przyłączy mediów, aż po takie, w których są już rozprowadzone wewnątrz wszystkie instalacje oraz wykonane wylewki, tynki i ocieplenie. Rozpiętość cenowa między jednym rodzajem domów na sprzedaż a drugim, z oczywistych powodów jest ogromna i waha się od nieco ponad 200 tysięcy złotych do około pół miliona.

Na bielskim rynku nieruchomości nie ma problemu z kupieniem nowego mieszkania w domu zbudowanym przez dewelopera. Ofert jest dużo ale warto  zaznaczyć, że deweloperzy wyraźnie wyhamowali inwestycyjny zapał. Część z nich wystawiła nawet na sprzedaż grunty, które kupiono z myślą o budowie wielorodzinnych domów.

                                                                               Nie tylko w blokach

Stanisław Janczar zwraca uwagę na jeszcze jedną ciekawostkę bielskiego rynku nieruchomości. Otóż w przeszłość zaczyna odchodzić wynajmowanie mieszkań w blokach z wielkiej płyty. Zamiast tego osoby poszukujące mieszkania na wynajem chętniej zwracają uwagę na mieszkania w nowych budynkach. Tam, za podobne lub niewiele większe pieniądze niż w blokach (gdzie oprócz czynszu do spółdzielni mieszkaniowej trzeba jeszcze płacić czynsz właścicielowi mieszkania) wynająć bowiem można lokum w pełni wyposażone, tanie w utrzymaniu i dysponujące najczęściej osobnym miejscem parkingowym.

Wynajęcie takiego nowego, w pełni wyposażonego dwupokojowego mieszkania o powierzchni od 40 do 50 metrów kwadratowych kosztuje miesięcznie od 1,3 do 1,5 tysiąca złotych.

                                                                                                                                                    Sławomir Horowski