Szerokim echem w krajowych mediach odbiła się informacja o bestialskich wyczynach chuliganów spod znaku BKS. Pisaliśmy o tym 29 czerwca w artykule „Łamali ręce kijami besjbolowymi”. Nie jest to pierwszy wybryk bandytów kojarzonych ze „Stalówką”. Klub odcina się od haniebnych występków tzw. kiboli, a prawdziwi kibice z Bielska-Białej czerwienią się ze wstydu.

 BKS „Stal” Bielsko-Biała jest klubem z wielkimi tradycjami, który w sercach bielszczan zajmuje szczególne miejsce. Prestiż i budowana latami renoma jest jednak od dłuższego czasu niszczona przez bandyckie grupy, które utożsamiają się z barwami klubowymi. Głupota tych wyrostków sięgnęła zenitu, kiedy to pobili grupkę 14-letnich piłkarzy TS Podbeskidzie wraz z towarzyszącymi im osobami.
 
Stanowisko działaczy bialskiej „Stali” jest w tej kwestii jednoznaczne. - Odcinamy się od tych chuligańskich wybryków - mówi poruszony sytuacją dyrektor BKS Ryszard Bortliczek. - Wstyd mi, że ci bandyci utożsamiają się z klubem. Niestety, wizerunek klubu został niemal zrujnowany.
 
Najbardziej rozgoryczeni takim stanem rzeczy są prawdziwi kibice BKS. Pasjonują się wydarzeniami sportowymi, a nie regularnymi bitwami na ulicach miasta. Jakiś czas temu do naszej redakcji wpłynął list czytelnika, który jest kibicem siatkarskiej drużyny BKS. Fan „Stalówki” jest przerażony coraz powszchniejszą opinią o jego ukochanym klubie: BKS „Stal”, to klub kojarzony z bandą chuliganów, wyrostków i łobuzów zaczepiających ludzi na osiedlach, demolujących przystanki autobusowe i w niewybredny sposób obrażających każdego, kto stanie im na drodze. W dalszej części listu, anonimowy kibic pyta dosadnie: Dlaczego na herb naszego klubu, na barwy i na nazwę BKS „Stal” taki cień rzuca garstka bezmózgich (niestety, tylko tak można to nazwać) bandytów z sekcji piłki nożnej?
 
Jak walczyć z chuligańską plagą? Klubowi działacze są bezradni. Mówią, że jedyne, co mogą zrobić w walce z bandytami, to wspierać kulturalny oraz barwny doping podczas meczy siatkarek BKS Aluprof. Chuligani na mecze siatkarek nie chodzą, bowiem autentyczni kibice tej drużyny ignorują ich obecność na meczach. Poza tym sami nie utożsamiają się z promowana przez władze klubu kulturą kibicowania w sekcji piłki siatkowej.Wystarczy porównać frekwencję na stadionie piłkarskim i na hali siatkarskiej, aby przekonać się, jaki obraz BKS jest najmilszy niemałej grupie kibiców.
 
Zwalczanie takich aktów wandalizmu, jak choćby ostatnie pobicie młodych piłkarzy Podbeskidzia, będzie trudne. Dyrektor Bortliczek zarzuca organom ścigania, że w odpowiedni sposób nie walczą z bandytami. Podkreśla, że jeśli sprawa dotyczy tak młodych osób, to winni są również rodzice młodocianych przestępców. Jeżeli nie zaczniemy wreszcie zapobiegać i skutecznie zwalczać chuligańskich wybryków łobuzów utożsamiających się z BKS, to skala zjawiska może znacznie wzrosnąć. - Boję się kolejnych „wyczynów” tych ludzi - mówi Bortliczek.
 
Zła sława kibiców BKS nie sprzyja również pozyskiwaniu środków na funkcjonowanie sekcji piłkarskiej. Dyrektor „Stalówki” przekonuje, że piłkarski BKS jest praktycznie bez żadnego wsparcia finansowego. Do klubowej kasy dokłada się kilku zagorzałych kibiców.
 
Problem chuliganów utożsamiających się z klubami sportowymi nie dotyczy jedynie Bielska-Białej, ale praktycznie każdego zakątka Polski. Szczególnie szkodliwe są animozje pomiędzy sympatykami klubów z tego samego miasta. Na szczęście, konflikt między kibicami BKS a fanami drużyny TS Podbeskidzie przebiega stosunkowo łagodnie. Być może z tego względu, że sympatycy „Górali”, to zazwyczaj prawdziwi pasjonaci futbolu, którzy z zasady nie wdają się w utarczki z pseudokibicami BKS.
 
Innym czynnikiem łagodzącym sytuację, jest fakt, że wielu kibiców Podbeskidzia po prostu życzy jak najlepiej rywalowi zza miedzy.
 
Paweł Hetnał