Ciężko pracują, by rodzinie niczego nie brakowało. Wspierają dzieci w trudnych dla nich momentach. Ale rzadko się o nich mówi, a nigdy - docenia. Mężczyznom, którzy wychowują nie tylko swoje dzieci, należą się dziś szczególne życzenia z okazji Dnia Ojca.
 
Pan Marian wychował dwójkę dzieci. Kiedy poznał swoją żonę, jej córka z poprzedniego związku miała już dziewięć lat. Ma na imię Kasia.
 
 - Na początku musiałem zabiegać o uwagę Kasi - wspomina. - Było to naturalne, bo stałem się kimś nowym w jej życiu. Po jakimś czasie sama zaczęła do mnie mówić ,,tato”. Oczywiście, zdarzały się nam trudne chwile, zwłaszcza kiedy Kasia była w wieku dorastania. Ale po latach myślę, że stworzyła się między nami silna więź.
 
Dziś Kasia założyła własną rodzinę i mieszka w domu w okolicach Bielska-Białej. Pan Marian śmieje się, że częściej proponuje żonie spotkania z Kasią i jej rodziną niż robi to sama jego małżonka.
 
- Nigdy nawet mi przez myśl nie przeszło, że Kasia nie jest moją córką, a Julia moją wnuczką - dodaje.- Zawsze traktuję je tak, jakbym był z nimi od dnia ich narodzin
 
Nasz bohater doczekał się również własnego syna, Jakuba. Mimo, że między rodzeństwem była duża różnica wieku, nigdy syna nie faworyzował.
 
 - Mój ojciec powiedział mi kiedyś, że tata kocha inaczej niż matka, bo unika manifestowania emocji - wyznaje pan Marian. - Zawsze się z nim zgadzałem, ale wydaje mi się, że troszkę złamałem tę zasadę, bo okazuję swoim dzieciom czułość. Dzisiejsza relacja między ojcem, a dziećmi różni się od tej, która była trzy pokolenia temu. Moim zdaniem, receptą na dobre ojcostwo jest bycie konsekwentnym. Dzieci powinny odnosić się do ojca z szacunkiem, ale jednocześnie mieć w nim przyjaciela.
 
Pan Mateusz poznał swoją dziewczynę w zeszłym roku. Nie zraził go fakt, że jest mamą dwóch dorastających chłopców - ośmio i sześciolatka.
 
 - Na początku znajomość z dziećmi przebiegała na zasadzie koleżeństwa - wspomina. - Starszy syn miał do mnie umiarkowane zaufanie, był podejrzliwy. Bywały chwile, w których dzieci były zazdrosne o swoją mamę. Z czasem, gdy zamieszkaliśmy razem i np. wychodziłem do pracy na nocną zmianę, chłopcy zaczęli pytać, dokąd idę i czy jeszcze wrócę.
 
Na początku chłopcy mówili do pana Mateusza per ,,wujku” lub ,,tatuśku”. On jednak chce, by zwracali się do niego po imieniu. Jak w każdej rodzinie, tak i tutaj zdarzają się kwestie sporne w wychowaniu dzieci.
 
- W zasadzie nie ma między nami poważniejszych kłótni - dodaje. - Czasem dyscyplinuję dzieci w związku z ich zachowaniem, np. gdy nie chcą sprzątnąć po sobie. Ich reakcja bywa różna. Zdarzają się chwile, w których w złości mówią, że nie jestem ich tatą i nie mam prawa do tego, by zwracać im uwagę. Zdarzają się też momenty, że mama staje po ich stronie, nawet jeśli nie mają racji.
 
Obecnie pan Mateusz czeka na narodziny swojego dziecka. Podkreśla, że żadnego z dzieci nie będzie dyskryminował, bo stanowią jedną rodzinę, w której wszyscy mają równe prawa.
 
 - Myślę, że każdy sposób wychowywania dzieci jest wart podziwu. W moim przypadku dobroć wobec dzieci odzwierciedla się np. poprzez zainteresowanie nimi, ofiarowanie im większej ilości czasu, wspólny spacer czy wyprawę na rower.
 
Tacy ojcowie często pozostają anonimowi. Tylko oni wiedzą, z iloma trudnościami muszą się zmierzyć, by stworzyć szczęśliwą, silną, jednolitą rodzinę. Trzeba mieć nadzieję, że dorosłe dzieci, które wychowają się w takich domach, będą mogły docenić trudy swoich rodziców.
 
 
                                                                                                                                      Agnieszka Pollak-Olszowska
 
PS. Nasi rozmówcy prosili, aby nie podawać ich nazwisk. Imiona są prawdziwe.