Wraz z nadejściem lata i wakacji szykują się spore zmiany w rozkładzie jazdy autobusów MZK. Zarówno typowe o tej porze roku, jak i zupełnie nowe rozwiązania, które wzbudzają wiele kontrowersji. Czy sprawdzą się obawy części pasażerów, którzy wieszczą paraliż komunikacyjny miasta? W MZK mówią stanowczo: nie.
 
Od 1 lipca do 31 sierpnia nie będą jeździły autobusy nr 12 i 14. Linią nr 12 można dojechać z Mikuszowic do Hałcnowa. Aktualnie autobus pokonuje tę trasę tylko osiem razy dziennie, wyłącznie w dni robocze. Linia nr 14 natomiast prowadzi z Cygańskiego Lasu na osiedle Polskich Skrzydeł. W rozkładzie jazdy jest zaledwie kilka kursów w ciągu dnia i to tylko od poniedziałku do piątku. Zakład Komunikacji Miejskiej uznał, że pasażerowie tych autobusów wyjeżdżają na wakacje, więc nie ma sensu, żeby jeździły puste.
 
W przypadku „24” i „31” wypadną tylko niektóre kursy. Np. z rozkładu jazdy autobusu nr 31 - jadącego z ul. Gazowniczej (obok Sfery) - będzie usuniętych sześć porannych kursów. Pozostałe zostają „po staremu”. Ale pasażerowie jadącej na Błonia „24” muszą już się liczyć z większymi zmianami. W sobotę oraz w ciągu tygodnia wypadnie część kursów. Zostanie po jednym lub dwa na godzinę w okresach największego szczytu. Rozumiemy, że w tym wypadku zdecydowała wakacyjna przerwa dla studentów ATH. Błonia są jednak dla bielszczan jednym z najbardziej ulubionych miejsc spędzania ciepłych, letnich dni. Z sezonowych zmian nie ucieszą się więc nie tylko mamy z małymi dziećmi.
 
                                                                        Zasada przednich drzwi
 
Od 29 czerwca nie wsiądziemy do autobusu innymi drzwiami, jak przednimi i to tylko za okazaniem biletu. Drzwi przy kabinie kierowcy są bardzo wąskie. Co zatem z osobami na wózkach inwalidzkich, o ograniczonej sprawności ruchowej, matkami z wózkami czy ludźmi starszymi? W MZK dowiedzieliśmy się, że stanowią oni grupę uprzywilejowaną i do autobusu będą mogli wchodzić tymi drzwiami, którymi zechcą. Pozostali pasażerowie, którzy wsiądą do autobusu korzystając z innych niż pierwsze drzwi, będą proszeni o podejście do kabiny kierowcy celem okazania dokumentów uprawniających do przejazdu. Osoby, które nie wyrażą zgody na ich okazanie lub odmówią zakupu biletu zostaną wyproszone z pojazdu. Pasażer nie posiadający ważnego biletu będzie musiał zakupić go u kierowcy i skasować w kasowniku zamontowanym obok kabiny.
 
                                                                             STOP, wysiadam
 
Zmieni się również sposób wysiadania. Będzie się odbywać wyłącznie tylnymi i środkowymi drzwiami z napisem „WYJŚCIE”. Pasażerowie zbliżający się do swojego docelowego przystanku muszą zasygnalizować to kierowcy, naciskając przycisk STOP. MZK uspokaja, że system ów ma być stosowany w krótkich autobusach (o długości nie większej niż 12 metrów). W pojazdach przegubowych zasada wsiadania do pojazdu pierwszymi drzwiami miałaby funkcjonować tylko w godzinach, kiedy z komunikacji miejskiej korzysta niewielka ilość pasażerów.
 
Te rewolucyjne zmiany wcale nie są takie rewolucyjne. Podobne rozwiązania od wielu lat funkcjonują u naszych zachodnich sąsiadów. Na dobrą sprawę w bielskich realiach zasada pierwszych drzwi też nie będzie specjalnym novum, gdyż Przedsiębiorstwo Komunikacji Samochodowej oraz prywatni przewoźnicy stosują tę metodę już od dawna. W MZK testowano ją na linii nr 25, a dyrekcja przedsiębiorstwa zapewnia, że eksperyment wypadł pomyślnie.
 
                                                                            Winni są gapowicze
 
Cel zmian jest oczywisty. Zakład Komunikacji Miejskiej w Bielsku-Białej liczy, że dzięki nowemu systemowi zmniejszą się straty w budżecie spowodowane przez gapowiczów. Na przykładzie Śląska, gdzie dla wsiadających otwarte są jedynie przednie drzwi widać, że zysk z tytułu sprzedaży biletów może wzrosnąć miesięcznie nawet o pół miliona złotych. Trudno jednak przewidzieć, czy proste przeniesienie śląskich wzorów okaże się funkcjonalne w naszych warunkach. Powodzenie projektu zależy głównie od dyscypliny pasażerów i ogólnej kultury podróżujących.
 
  Magdalena Dydo