Rozmowa z burmistrzem Ustki Janem Olechem
 
Który raz jest Pan w Bielsku-Białej?
 
 - Trzeci. Wszystkie dotychczasowe przyjazdy łączyły się z obchodami święta miast partnerskich. Można więc powiedzieć, że gdyby nie przyjaźń między naszymi miastami, nie znałbym Bielska-Białej.
 
Od kiedy Bielsko-Biała i Ustka są miastami partnerskimi?
 
 - Formalnie od roku 2002, lecz nieoficjalne kontakty utrzymujemy od dziesięciu lat.
 
Przyjaźń jest wartością niewymierną. Ale składając sobie wizyty, można coś podpatrzeć, skorzystać z cudzych rozwiązań lub doświadczeń. Tak, aby idąc podobną drogą co partner, nie popełniać tych samych błędów. Czego was nauczyły wizyty w naszym mieście?
 
 - Stosujemy podobne rozwiązania w zakresie rewitalizacji starej zabudowy mieszkalno-usługowej. W ciągu ostatnich 2-3 lat bardzo się zmienił wygląd naszych ulic. Na remont głównych arterii komunikacyjnych miasta – ulic Marynarki Polskiej oraz Chopina – otrzymaliśmy dofinansowanie z funduszy europejskich. Podobnie było w sprawie odnowy zabytków. Śladem Bielska-Białej uchwaliliśmy lokalny program rewitalizacji starówki. Znalazły się w nim 42 chaty rybackie, które powinny zostać zmodernizowane. Do tej pory odrestaurowaliśmy 10 budynków. Dzięki pośrednictwu wiceprezydenta Zbigniewa Michniowskiego przystąpiliśmy do stowarzyszenia Energie-Cities.
 
Przyjeżdżając do nas od paru lat, dostrzega Pan zmiany, których nie widzi przeciętny bielszczanin zajęty codziennymi problemami. Co podoba się Panu w Bielsku-Białej?
 
 - Imponujące są zmiany w wyglądzie ulic, głównie nowoczesne arterie komunikacyjne. Piękny jest zamek Sułkowskich, Teatr Polski, ratusz. Zrekonstruowanych jest coraz więcej starych kamieniczek. Macie też wyjątkowo dużo hipermarketów.
 
Co roku w trzeci weekend lipca odbywają się w Ustce Dni Bielska-Białej. W jaki sposób obchodzicie to święto?
 
 - Przyjeżdża wtedy do nas delegacja bielskich władz, przedstawiciele placówek upowszechniania kultury, twórcy ludowi, kapele regionalne, restauratorzy. Ci ostatni przywożą wasze przysmaki – świńskie ryje z grilla, kwaśnicę, golonkę, oscypki. Bielska oferta kulinarna jest bardzo atrakcyjna – wszystko idzie, jak woda. Lokalną sensacją są wówczas górale w pięknych strojach regionalnych przechadzający się wśród turystów po nadmorskiej promenadzie. Organizujemy też turniej siatkówki plażowej, w którym uczestniczą reprezentacje samorządów. Dzięki Dniom Bielska-Białej Ustka wzbogaca ofertę dla kuracjuszy i wczasowiczów. To bardzo ważny impuls, gdyż mamy świadomość, że turystyka jest obecnie jedyną racjonalną szansą rozwoju naszej gminy.
 
Jedyną? A gdzie rybołówstwo, gdzie przemysł stoczniowy?
 
 - Zlikwidowano stocznię, która w swoich najlepszych czasach zatrudniała ponad 2 tys. osób. Upadły też zakłady przetwórstwa rybnego. W Korabie pracowało kiedyś ok. 1000 osób, a w Łososiu – 600. Tymczasem ludzie musza gdzieś pracować, zarabiać na utrzymanie. Dlatego stawiamy na rozwój bazy turystyczno-uzdrowiskowej.
 
Czy te bielskie święta w Ustce przysparzają wam gości z Podbeskidzia?
 
 - Jasne! W ciągu ostatnich lat dostrzegamy znaczny przyrost liczby turystów z waszego regionu. Widać to najlepiej na przykładzie rosnącej ilości rejestracji SB na autach zaparkowanych w sezonie na placach i ulicach Ustki.
 
Jakie miejsca i usteckie atrakcje poleca Pan bielszczanom w szczególności?
 
 - Na polskim wybrzeżu nigdzie nie ma tak szerokiej plaży, jak w Ustce. Osobom, które lubią wakacyjny zgiełk polecam plażę wschodnią ze wszystkimi rozrywkowymi atrybutami wielkiego wczasowiska, jakim jest Ustka. Wytchnienie od tłumu, a nawet samotność znaleźć można natomiast na plaży położnej po zachodniej stronie kanału portowego. Aby zlikwidować zimowe ubytki w plaży, w br. nasypaliśmy ponad 100 tys. metrów sześciennych piasku. Dzięki temu tak długiej plaży jak w tym roku nigdy wcześniej w Ustce nie było. W internetowym rankingu najatrakcyjniejszych polskich kurortów morskich zajęliśmy drugie miejsce.
 
Macie jakieś atrakcje poza leżeniem w piachu na słońcu?
 
 - Jest ich wiele. W poszukiwaniu tych atrakcji niektórym wystarczy spacer po nadmorskiej promenadzie. Hobbystów namawiam na całodniowy rejs kutrem rybackim po morzu, podczas którego można wędkować, po czy zabrać ze sobą cały połów. Wypożyczalnia sprzętu wędkarskiego znajduje się na miejscu. Można też wybrać się na jednodniową – lub dłuższą – wycieczkę promową na duńska wyspę Bornholm. Polecam ją szczególnie rowerzystom. Od tego roku promy wyruszają z Ustki dwa razy w tygodniu. Dla młodzieży żądnej mocnych wrażeń w drugi weekend lipca organizujemy europejski festiwal muzyki alternatywnej.
 
Z iloma miejscowościami Ustka utrzymuje związki partnerskie?
 
 - Oprócz Bielska-Białej, posiadamy kontakty z miastami w Niemczech, we Francji, w Rosji i na Litwie. Mamy znacznie mniej partnerów niż wy, co wynika z wielkości obu gmin. Staramy się utrzymywać stosunki przyjacielskie z miejscowościami położonymi nad morzem, o podobnym charakterze i problemach. Wszystkie leżą na północy kontynentu. Bielsko-Biała jest więc jedynym naszym przyjacielem na południu, w górach.
 
Skąd wziął się pomysł na ten wyjątek?
 
 - Promujemy nasze miasto gdzie się da, przede wszystkim poza Pomorzem Zachodnim. W czasie, gdy rekordy bije kurs euro, liczymy na większe zainteresowanie odpoczynkiem na Bałtykiem.
 
Przy okazji 5. Festiwalu Miast Partnerskich delegacja gminy Ustka spotkała się z przedstawicielami kilku europejskich miast, z którymi ściśle związki utrzymuje bielski samorząd. Będzie coś z tego przelotnego romansu?
 
 - Cenimy sobie kontakty szczególnie z delegacjami Żyliny i Kirklees. Angielscy twórcy wezmą prawdopodobnie udział w naszym najbliższym weekendowym festiwalu satyry. Nie wykluczam, że część tych kontaktów zamienimy niebawem w formalne związki między naszymi miastami.
 
Dziękuję Panu za rozmowę.
 
                                                                      Rozmawiał: Robert Kowal