Rudy, Dzidka, Zuza i gniada Jagoda – to nie są pseudonimy członków grupy kryminalnej czy też nowych gwiazd showbiznesu. Są to imiona kilku z wielu zwierząt uratowanych przez Klub Gaja. Według stowarzyszenia, każde zwierzę zasługuje na pomoc. Obojętnie czy ma futro, łuski czy pióra. Ekolodzy interweniują nawet w bardzo trudnych sytuacjach, bo jak mówią: zwierzę też człowiek i ma prawo żyć.
 
Od początku swojej działalności Stowarzyszenie Ekologiczno-Kulturalne Klub Gaja zajmuje się ochroną środowiska naturalnego. Od 18 lat ratuje także zwierzęta. Pierwszą tego rodzaju akcją była manifestacja przed radzieckim cyrkiem, która zorganizowano pod hasłem „Cyrk jest śmieszny nie dla zwierząt”. Debiut klubu okazał się udany, gdyż akcja zakończyła się lokalnym zakazem wjazdu dla cyrków z tresurą dzikich zwierząt, wydanym przez prezydenta Bielska-Białej.
 
Dzięki ekologom z Wilkowic, 25 listopada każdego roku futrzaki mogą wyjść z ukrycia. Jest to ogólnopolski Dzień bez Futra. Zwierzęta uratowane przez Klub Gaja trafiają zawsze w dobre ręce, gdzie mogą doczekać spokojnej starości. Tak było m.in. z knurkiem Rudym, loszką Dzidką, kozą Zuzą i gąską Karpo. Wyrwano je dosłownie spod tasaka, po czym odesłano do ośrodka Chrześcijańskiej Grupy Wsparcia w Leszczynach. Co roku w okresie przedświątecznym stowarzyszenie organizuje akcję „Jeszcze żywy karp”. Ekolodzy chcą w ten sposób upowszechniać przekonanie, że ryby przeznaczone na wigilijny stół nie muszą konać w męczarniach, np. w plastikowych workach.
 
Największe przedsięwzięcie Klubu Gaja związane jest jednak z transportem zwierząt, głównie koni. Działania tego rodzaju podjęto w 1999 roku. Do maja br. klub uratował 34 koni oraz jednego osiołka. Dzięki tej inicjatywie szanse na godne życie ma klacz Jagoda i jej nienarodzony jeszcze źrebak.
 
O ciężkiej sytuacji 3-letniej gniadej klaczki poinformował ekologów lekarz weterynarii, Jarosław Syrek z gminy Koluszki pod Łodzią. Właściciel konia postanowił go sprzedać na rzeź, by nie ponosić kosztów leczenia. U klaczy zdiagnozowano tzw. zołzy, tj. zakaźną chorobę powodującą zapalenie dróg oddechowych i ropienie żuchwowych węzłów chłonnych. Ze względu na bardzo duże problemy z oddychaniem, które groziły nawet uduszeniem, potrzebne było natychmiastowe leczenie specjalistyczne. Klub Gaja podjął szybką decyzję o transporcie Jagody do szpitala dla koni na warszawskim Służewcu. Tam klacz pozostanie pod fachową opieką  dr Jana Samsela.
 
 - Wprawdzie Jagoda jest bardzo chora, ale robimy wszystko, żeby ją uratować – mówi Jolanta Migdał z Klubu Gaja. - Na pewno pozostanie w szpitalu aż do wyźrebienia. Potem zajmiemy się poszukiwaniem domu adopcyjnego dla niej i źrebaka. Postaramy się zapewnić im godne życie, aby już nigdy nie trafiły na rzeź. Nasze konie często trafiają do rolników albo do stowarzyszeń i fundacji zajmujących się głównie hipoterapią. Dzięki temu ratujemy zwierzęta, ale pomagamy również ludziom.
 
Jedyną siedzibą Klubu Gaja w Polsce są Wilkowice, lecz jego członkowie działają na terenie całej Polski. Stowarzyszenie interweniowało dotąd w 292 sprawach. Były to w szczególności porady dotyczące ochrony zwierząt i łamania ich praw. Jeśli ktokolwiek zauważy niewłaściwe traktowanie zwierząt, powinien zgłosić ten fakt do klubu: Stowarzyszenie Ekologiczno-Kulturalne Klub Gaja, tel.033 812 36 94, e-mail: [email protected].
 
Art.5
Każde zwierzę wymaga humanitarnego traktowania
Art.6
Nieuzasadnione lub niehumanitarne zabijanie zwierząt oraz znęcanie się nad nimi jest zabronione. Przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie bólu lub cierpień /.../, transport zwierząt powodujący ich zbędne cierpienie (Ustawa o Ochronie Zwierząt z 21 sierpnia 1997r.).
 
 Agnieszka Gaweł
 
 
PS. Mamy niedobrą informację z ostatniej chwili. Mimo najlepszej opieki weterynaryjnej w szpitalu na Służewcu, stan Jagody nagle się pogorszył. Klacz nie przetrzymała choroby i odeszła.