Kartki z podróży pewnej homoseksualistki
Objazdowy festiwal „WATCH DOCS Prawa Człowieka w filmie” już po raz siódmy odwiedza różne polskie miasta. W sobotę zakończyła się jego bielska edycja.
Impreza została zorganizowana przez Helsińską Fundację Praw Człowieka oraz Społeczny Instytut Filmowy przy współudziale bielskiego Stowarzyszenia Montaż. Nazwa festiwalu jest swoistą grą słów opartą na połączeniu angielskich słów ,,watch” (oglądać) i ,,docs” (pot. dokument). Wyraz ,,docs” można pomylić z ,,dogs”(psy), dlatego pies pojawia się na plakatach promujących festiwal.
- Staramy się uatrakcyjniać życie bielszczan - podkreśla organizatorka festiwalu w Bielsku-Białej Magdalena Kidoń. Proponujemy im imprezy związane z kinem, muzyką i plastyką. Podczas festiwalu zorganizowaliśmy spotkania ze znamienitymi gośćmi zajmującymi się problematyką poruszaną w festiwalowych filmach.
Watch Docs jest obecnie jednym z największych festiwali filmów o prawach człowieka na świecie. Początki imprezy sięgają 2000 roku. Jej celem jest promowanie idei praw jednostki poprzez najciekawsze filmy dokumentalne. Co roku w ramach festiwalu można obejrzeć kilkadziesiąt światowej klasy dokumentów, które często są po raz pierwszy wyświetlane w Polsce. Obrazy filmowe są za każdym razem starannie dobierane. Zarówno pod względem ważności poruszanych w nich kwestii, jak poziomu artystycznego.
Przez ostatnie trzy dni sala senatu Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej zamieniła się w salę kinową. Filmy prezentowane w pierwszym dniu poruszały problemy współczesnej Azji, m.in. prawa do wolności Tybetu. W drugim zaś zaprezentowane zostały obrazy dokumentalne poświęcone łamaniu praw człowieka wobec kobiet. Z kolei sobotnie obrazy filmowe skupiały się na tematyce walki o wolność i tolerancję.
Wczoraj prezentowany był m.in. francuski obraz pt. „Miłość i słowa” w reżyserii Sylvii Ballyot. Wyjeżdżając z Francji, panowała nakręcić film dokumentalny o kobietach w Jemenie. Kraj ów jest położony na Półwyspie Arabskim i należy do najbardziej konserwatywnych, muzułmańskich państw świata. Zgodnie z miejscową tradycją, kobiety należą do ojca, brata lub wybranego przez rodziców męża, a nigdy do samych siebie. Nie mogą same mieszkać, a często nawet kształcić się i podejmować pracy. W Jemenie powszechne są kary śmierci i tzw. honorowe zabójstwa, których często dokonują krewni kobiety, jeśli ośmieliła się sprzeciwić mężczyznom i ustalonemu przez nich prawu.
Niestety, kobieta, która miała być główną bohaterką filmu, zrezygnowała z udziału w nim, gdyż zaczęła bać się o własne życie. Zagubiona reżyserka z początku kręciła samą siebie podczas pobytu w Jemenie. Po prostu chodziła ulicami pełnymi mężczyzn oraz kobiet z zasłoniętymi twarzami. Po tygodniu udało jej się przekonać grupę studentów i studentek do udzielenia wywiadu. Znalazła nawet tłumaczkę, która pomagała jej w kontaktach z miejscową ludnością.
Na początku Ballyot pytała studentów o znaczenie słowa „miłość”. - W Jemenie nie ma miłości – mówiła do kamery jedna ze studentek. - Może zaistnieć między rodzicami, a dziećmi albo po śmierci, w raju, ale nie w realnym życiu. Dlatego nie chcę wyjść za mąż. Rodzice mnie rozumieją, ale społeczeństwo nie akceptuje mojej decyzji.
- Zakochałem się w pewnej dziewczynie mimo, że słabo ją znałem - dodaje jemeński student. - Nie pozwolono nam jednak się spotykać. Takie u nas panują zwyczaje.
Film Ballyot szybko przestaje być typowym dokumentem o konserwatywnym, muzułmańskim kraju. Między autorką a tłumaczką rodzi się nić porozumienia, które przeradza się w namiętność. Tłumaczka nie chce być filmowana. Dlatego kamera pokazuje tylko jej długie, czarne, kręcone włosy.
Ballyot zastosowała w filmie narrację w drugiej osobie. W ten sposób zwraca się do swojej przyjaciółki i jednocześnie umożliwia widzowi poznanie jej słów, myśli i poglądów. Reżyserka otwarcie przyznaje się do swojej homoseksualności. Najpierw przed widzem, potem przed jemeńskimi studentami, z którymi rozmawia. Oni jednak są zakłopotani, nie potrafią zrozumieć jej poglądów. Kiedy tłumaczka wyjeżdża do Paryża, reżyserka - spacerując samotnie po miastach Jemenu - cierpi z powodu tęsknoty oraz nietolerancji wobec jej uczuć w kraju, gdzie homoseksualistów karze się śmiercią.
Ballyot walczy o prawo do wyznawania własnych poglądów, do spełnionej - niezależnie od orientacji – miłości, do eksponowania kobiecości. W filmie są sceny, w których obnaża się przed widzem. Przede wszystkim jednak wzywa do tego, by we wszystkich krajach świata kobiety mogły same decydować o sobie. Jest to bardzo intymny, poetycki, ale jednocześnie kontrowersyjny film będący zapisem kilku tygodni z życia Francuzki. Autorka zdaje sobie sprawę nie tylko z siły oddziałującego na widza obrazu, ale także z mocy tkwiącej w słowach. Na ekranie intymne wyznania bohaterek kontrastują z ujęciami konserwatywnego Jemenu.
- Słowa tworzą przestrzeń wolności lub więzienie - mówi reżyserka do swojej kamery. Warto w wolnym czasie pomyśleć o tym, jak prawo do wolności słowa realizowane jest w naszym kraju.
Agnieszka Pollak-Olszowska
Artykuł wyświetlono 2363 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 9
Tomek
Film ok, ale na tym festiwalu były znacznie lepsze. Szkoda, że o nich p. redaktor nie napisała.
mmm
pierwsze słyszę o takim festiwalu.. szkoda że nikt tego bardziej nie nagłośnił
malkontent
Bardzo dobre filmy,szkoda tylko, ze frekfencja nie dopisala, ale to chyba urok tego naszego miasta!!
normal
reżyserke też ukarać śmiercią za pederastwo a nie puszczać jej filmy.

Klauzula informacyjna ›