"Dzik jest dziki, dzik jest zły". Ten znany z dzieciństwa wierszyk od jakiegoś czasu z przerażeniem powtarzają mieszkańcy Straconki. Wczoraj odbyło się zebranie w sprawie zwierząt, które terroryzują bielszczan mieszkających w tamtym rejonie.

Przychodzą pod same domy, ryją ogródki, atakują ludzi. Dziki zatraciły swój dziki instynkt i postanowiły przenieść się z lasu do cywilizowanego świata. Mieszkańcy Straconki od kilku tygodni boją się wychodzić z domu wcześnie rano i wieczorami. Przed drzwiami wejściowymi czy na środku chodnika można spotkać lochę z gromadką młodych.

 - Weszły już nawet na cmentarz - mówi jedna z mieszkanek Straconki. - Strach wyjść z domu. Czasem z okna widać całe watahy.

Na wczorajszym spotkaniu obecny był m.in. leśniczy Kazimierz Gajda z Leśnictwa Straconka. W rozmowie z nami stwierdził, że dziki panoszące się po ulicach miasta nie są problemem Lasów Państwowych. Ich jurysdykcja kończy się bowiem wraz z granicą lasu. Inna sprawa, że terroryzujące mieszkańców dziki nie pochodzą de facto ze Straconki, ale z Lipnika. Tymczasem w lipnickich lasach panuje spokój. Jedyne, czego mogą wystraszyć się spacerujący tam ludzie, to ryk jeleni. Może właśnie dlatego, że wszystkie tutejsze dziki powędrowały do Straconki...
 
 - Poszerza się zabudowa, budowana jest obwodnica. Możliwe, że dlatego dziki zaczęły migrować - mówi leśniczy Andrzej Jelonek z Leśnictwa Lipnik. - Inna sprawa, że ludzie dokarmiają i oswajają dziki! Nic dziwnego, że te tracą instynkt i zamiast szukać pożywienia w lesie, chodzą od domu do domu.

Leśniczy apeluje, aby zachować ostrożność, gdy spotkamy dzika. Zdrowe zwierzę nie powinno nas zaatakować. Ale jeśli będzie zranione lub jeżeli będzie to locha ze swoimi młodymi, to może być niebezpieczne. Wtedy najlepiej... uciekać na drzewo.

Problemem zajęli się urzędnicy. Naczelnik wydziału ochrony środowiska Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej, Tadeucz Januchta powiedział nam, iż ustalono już plan współdziałania z kołami łowieckimi. Miasto da pieniądze na specjalne zabezpieczenia. Będą to m.in. pasy z karmą, które zostaną rozstawione w lesie tak, żeby dziki nie chciały iść dalej w poszukiwaniu pożywienia. W pobliżu domów staną tzw. elektryczne pasterze, czyli urządzenia o niskim napięciu, które mają odstraczyć zwierzęta. Natomiast specjalne środki chemiczne będą odstraszać zapachem.

 - Od kwietnia br. odstrzelono już 33 dziki. W planach jest odstrzał kolejnych 27. Problem w tym, że leśnicy nie wiedzą dokładnie, ile jest obecnie zwierząt. To dlatego, że w tym roku lochy miały dwa mioty, zamiast tradycyjnie jednego. Inny problem polega na tym, że do zwierząt przebywających w bezpośredniej bliskości zabudowań nie można strzelać.

Naczelnik Januchta obiecuje, że mieszkańcy nie zostaną pozostawieni samym sobie w konfrontacji z dzikami.

mad