Piłkarze Podbeskidzia rozegrają dziś w Katowicach mecz piątej kolejki I ligi. Faworytem spotkania z GKS są bielszczanie, ale „Gieksa” będzie robiła wszystko, aby przełamać złą passę.
 
Najbliższy przeciwnik Podbeskidzia spisuje się w tym sezonie zdecydowanie poniżej oczekiwań swoich kibiców. Klub wreszcie znalazł solidnego inwestora i powoli wychodzi z długów. Także kadra pierwszego zespołu prezentuje się - jak na warunki pierwszoligowe - bardzo solidnie. Mimo to, w bieżących rozgrywkach na zapleczu ekstraklasy GKS uzbierał zaledwie dwa „oczka”.
 
Na inaugurację katowiczanie zremisowali na boisku przy Bukowej z Dolcanem Ząbki 1:1. W drugiej kolejce podopieczni Dariusza Fornalaka doznali goryczy porażki w prestiżowym meczu derbowym z Piastem Gliwice (1:2). W kolejnym spotkaniu kibice „Gieksy” musieli znów pogodzić się ze stratą punktów, tym razem po remisie z Wartą Poznań 1:1. Przed tygodniem rywale „Górali” przegrali w Łęcznej z miejscowym Górnikiem 0:1. Natomiast przed kilkoma dniami katowiczanie skompromitowali się w rozgrywkach Pucharu Polski, przegrywając z beniaminkiem II ligi, Ruchem Zdzieszowice.
 
Przed sezonem zrobiono wiele, aby GKS walczył o awans do ekstraklasy. Na Bukową ściągnięto zawodników, których nazwiska muszą budzić szacunek. Są to: Bartłomiej Chwalibogowski, Piotr Piechniak, Jacek Kowalczyk (wszyscy Odra Wodzisław), Grzegorz Goncerz (Ruch Chorzów), Krzysztof Kaliciak (Cracovia Kraków) i Przemysław Pitry (Górnik Zabrze). Poza pozyskanymi piłkarzami, w klubie udało się zatrzymać kluczowe ogniwa z minionego sezonu. Pewnym punktem w bramce „Gieksy” jest nadal doświadczony Jacek Gorczyca, a o sile linii obrony decydują Adrian Napierała i Mateusz Niechciał. W pomocy ważnymi postaciami są Piotr Plewnia i Tomasz Hołota.
 
Mimo tak mocnego składu personalnego katowiczan, to Podbeskidzie jest faworytem dzisiejszego starcia. W czterech meczach bielszczanie zgromadzili dziesięć punktów i samodzielnie przewodzą tabeli. Co więcej, „Górale” mają najwięcej zdobytych i najmniej straconych goli wśród pierwszoligowców (bilans bramkowy 9:1).
 
W minioną środę bielszczanie awansowali do 1/16 Pucharu Polski, eliminując po rzutach karnych Start Otwock. Nie dość, że zrobili to zawodnicy rezerwowi, to jeszcze większą część spotkania drużyna grała w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Paweł Linki. Dzięki takiemu zabiegowi Roberta Kasperczyka piłkarze „pierwszego garnituru” mieli okazję odpocząć po ciężkiej batalii z Odrą Wodzisław. Jedynym zmartwieniem w Podbeskidziu może być poważna kontuzja Dariusza Kołodzieja odniesiona w wyjazdowym spotkaniu z LKS Nieciecza.
 
 - Szkoda mi Darka, bo chłopak dochodził do wysokiej formy i kontuzja przydarzyła mu się w najmniej odpowiednim momencie - mówi prezes klubu, Janusz Okrzesik. - Ubytek tego zawodnika będzie z pewnością odczuwalny, bo nikt nie uderza z dystansu tak, jak Kołodziej. Mimo to, liczyliśmy się z takimi wypadkami i mamy na tyle mocną i wyrównaną kadrę, że brak jednego zawodnika nie zachwieje formą całej drużyny.
 
Do końca sierpnia polskie drużyny mogą dokonywać transferów. W bielskim klubie jednak nie myśli się o kolejnych wzmocnieniach. - Nowych transferów już raczej nie będzie. Chyba, że ostatniego dnia zgłosi się Cristiano Ronaldo, a jego gażę pokryje stypendium miejskie - żartuje prezes. - Na kolejne transfery przyjdzie czas zimą. Nie ma co mieszać w dobrze funkcjonującym mechanizmie.
 
Początek spotkania w Katowicach - godz.16.00.
 
pH