Dwaj nastolatkowie sądzili, że obmyślili plan „przestępstwa doskonałego". Ale młodzi złodzieje zamiast cieszyć się łupami, najpierw trafili do szpitala, a teraz staną przed sądem.

Do wspólnego skoku 17-latek namówił o rok młodszego kolegę. Plan był taki: podczas, gdy młodszy będzie oglądał złote łańcuszki na jednym ze stoisk jubilerskich w domu handlowym przy ul. Cyniarskiej, jego kolega napadnie na niego i wyrwie mu cenną biżuterię. Wspólnie wymyślili, że uwiarygodnią całe zdarzenie, jeśli bezpośrednio po napaści "okradziony" klient rzuci się w pościg za złodziejem.

Jak pomyśleli, tak zrobili. Tyle, że w czasie ucieczki na ich przeszkodzie „stanęły” szklane drzwi, w które obaj wpadli z całym impetem. Odłamki szkła poraniły obu złodziei. Pracownicy ochrony zatrzymali młodszego ze sprawców i przekazali go w ręce policjantów. Pomysłodawca zdołał jednak zbiec. Odzyskano skradzioną biżuterię o wartości blisko 2 tys. zł. Jeden z łańcuszków, zagubiony przez sprawców w czasie ucieczki, odnalazła kobieta i oddała go pracownikom ochrony.

Policjanci przewieźli zakrwawionego 16-latka do szpitala. Kiedy lekarze opatrywali jego rany, okazało się, że w szpitalu przebywa też jego wspólnik, który trafił tam z identycznymi dolegliwościami - ranami ciętymi rąk i twarzy. Po opatrzeniu, starszy ze sprawców został przewieziony do policyjnego aresztu. Za kradzież grozi mu pięć lat więzienia. Jego młodszy kolega tłumaczyć się będzie przed sądem dla nieletnich.

mad