Wczoraj nasz portal opublikował sprostowanie, które do artykułu pt.: Ogólnie nienajlepszy szpital ogólny (www.bielsko.biala.pl/1770) nadesłała nam dyrekcja tej placówki. Wyjaśniam, że mój tekst powstał na podstawie rozmów z Finką Kaisą Reettą Mirjami Kececi (Heinanen to jej nazwisko panieńskie). Jako studentka pielęgniarstwa odbywa ona praktykę w bielskim Szpitalu Ogólnym. Jest więc osobą czasowo zatrudnioną w tej placówce, a zatem bezpośrednim źródłem informacji o szpitalu. Nie korzystałam z plotek lub wiadomości z drugiej ręki.
Moja rozmówczyni przyjechała na praktykę do Polski w marcu br. Od kilku lat uczy się języka polskiego, lecz poziom jej polszczyzny nadal pozostawia wiele do życzenia. Podczas dyskusji wspierałyśmy się więc językiem angielskim. Nasz kontakt utrudniony był jednak nie tylko ze względu na barierę językową. Polaków i Finów w dość zasadniczy sposób różni kultura i mentalność. Powinniśmy umieć sobie z tym radzić, jeśli chcemy żyć we wspólnej Europie.
Przerażona Finka opowiedziała mi, że własnoręcznie myła i pakowała narzędzia, które później używane były do operacji. - Nikt nawet tego nie nadzorował. Sama szczelnie zamykałam narzędzia w opakowaniach foliowych – relacjonowała Reetta.
To prawda, że studenci pielęgniarstwa myją niektóre elementy sprzętu wielorazowego użytku. Finka nie wiedziała jednak, że po tym przygotowaniu wszystkie narzędzia trafiają do mechanicznej sterylizacji. Dopiero później używane są przy zabiegach szpitalnych. Reetta widziała, jak studenci pielęgniarstwa używają ręcznika z płótna. Pozostali studenci potwierdzili fakt, że do wycierania personel niejednokrotnie używa np. prześcieradeł. Ma to na celu oszczędzanie ręczników papierowych. Takie procedury nie mają jednak miejsca podczas kontroli sanepidu.
Sytuacja, w której jeden ze studentów praktykujących z Finką nie mógł znaleźć dla siebie spodni pielęgniarskich i musiał użyć brudnych, wyciągniętych z kosza na pranie, jest według naszej rozmówczyni prawdziwa.
Kiedy Reetta obserwowała przebieg zabiegu chirurgicznego, zaciekawiło ją rozluźnienie ekipy medycznej przy stole operacyjnym. Była to subiektywna ocena praktykantki. Według jej relacji, siostra przełożona podczas zabiegu rzucała zużytymi wacikami do kosza na śmieci. Zachowanie to mogło wynikać z niezbędnego w takiej sytuacji pośpiechu. Nie byłam w stanie dotrzeć do świadków wydarzeń relacjonowanych przed Finkę. Musiałam poprzestać na wrażeniach mojej rozmówczyni.
Ludzkie wnętrzności przechowuje się w słoiczkach po dżemie, czego dowodzi załączone zdjęcie.
Prawdą jest też, że w Polsce co rano nawiedza pacjentów cała ekipa lekarzy, praktykantów, pielęgniarek i studentów. Nasza respondentka musiała być obecna przy każdym obchodzie. Mimo, że w ich trakcie mogła się tylko przyglądać plecom swoich przełożonych. Często aż z korytarza, gdyż nie wszyscy mieścili się na sali. 
Fince studiującej pielęgniarstwo nie podoba się stosunek polskiego personelu medycznego do studentów odbywających praktyki zawodowe. U naszych sąsiadów zza Morza Bałtyckiego nawet praktykantki traktowane są na równi z lekarzami. Mogą o wszystko pytać, wszystkiemu się dokładnie przyjrzeć, a po pracy iść na piwo ze swoimi przełożonymi. Kiedy Reetta chciała się uważnie przyjrzeć pracy jednej z sióstr, ta odparła, że nie lubi gdy ktoś patrzy jej na ręce i... było po nauce. Niezależnie od ogólnego nastawienia do studentów, zdarzenie wyżej opisane miało miejsce w Szpitalu Ogólnym.
Reetta zdziwiła się, że w polskim szpitalu natknęła się tylko na jeden komputer. Być może placówka przy ul. Wyspiańskiego przechodzi aktualnie proces komputeryzacji i znajduje się w niej 90 komputerów. Finka nie miała jednak styczności z tym sprzętem. Opowiadała tylko o tym, co widziała na własne oczy.
Według relacji Finki, pomieszczenie, w którym przechowuje się dokumentację medyczną w formie papierowej jest często otwarte i pozbawione nadzoru. W tej sytuacji - komentuje Reetta - każdy szpitalny gość może łatwo dostać się do bazy danych. Finka nie odnosiła się do procedur i przepisów przyjętych przez Szpital Ogólny. Dostrzegła jednak niebezpieczeństwo wynikające z niedostatecznej ochrony tych danych w codziennej praktyce szpitalnej.
Rozumiem, że dyrektor Joanna Dworniczek może mieć inną opinię o problemach, na które zwróciła uwagę nasza rozmówczyni. Prawdopodobnie różniłaby się z gospodarzami w ocenie wielu faktów, gdyby przyszło jej odbywać praktykę w fińskim biurze. Nie dziwię się, że część spostrzeżeń Reetty jest niewygodna dla dyrekcji szpitala, lecz dyskomfort ten nie może być pretekstem do zarzucania jej kłamstwa. Finka spogląda na nasze sprawy z nieosiągalnym dla nas dystansem. Dlatego praktyka zagranicznych studentów powinna być okazją do nauki dla obu stron.
Zadaniem mediów na całym świecie jest opisywanie rzeczywistości. Każdy z nas ogląda ją z innej perspektywy. Postąpiłabym wbrew etyce zawodowej, gdybym chciała przymknąć oko na to, co widziała Reetta.
                                                                                                                    Bożena Migdał