„Proszę sobie wyobrazić, jakie było moje zdziwienie, gdy na grobie swojego taty znalazłem ulotkę reklamową firmy X - nagrobki, grobowce, itd. Po chwili zorientowałem się, że prawie wszystkie groby, które jeszcze nie mają pomników, przystrojone są takimi samymi ulotkami powtykanymi koło krzyża, pod znicze czy w kwiatach”.
 
Cytat pochodzi z listu, który dni temu otrzymaliśmy od jednego z naszych Czytelników. Autor postanowił poinformować właściciela firmy X z Kamienicy, że jego zdaniem podobne praktyki reklamowe są co najmniej nie na miejscu. - Zadzwoniłem pod podany numer i przyznam szczerze, że po prostu zostałem olany – napisał Czytelnik i naszym zdaniem należy mu wybaczyć kolokwializm będący wynikiem szlachetnej afektacji. - Gość po drugiej stronie słuchawki uznał chyba, że to normalne, że w takim miejscu znajdują się ulotki!
 
Umierają na przekór kryzysowi
 
Jak na porządny zakład kamieniarski przystało, siedziba firmy znajduje się w bliskim sąsiedztwie cmentarza. Udało nam się znaleźć jej właściciela, pana Jana. Żeby nie wystraszyć rozmówcy oraz zdobyć argument do późniejszej dyskusji zapytaliśmy, jak w dobie kryzysu ma się branża kamieniarsko-nagrobkowa. Bo - to smutne, ale prawdziwe - jedna rzecz w życiu jest pewna. Że kiedyś umrzemy.
 
Dowiedzieliśmy się, że w akurat tej gałęzi przemysłu zastój nie grozi. Pan Jan potwierdził nasze domysły, że umieralność z powodu krachu na światowych giełdach nie zmalała. A nagrobek w życiu ma się jeden, więc nikt na nim nie oszczędza. Dlatego też do firmy przy cmentarzu kryzys nie zapukał. Skoro tak, to skąd pomysł na brutalną reklamę? Tu przeszliśmy do sedna sprawy.
 
No i zaczęły się tłumaczenia, uniki i wątpliwe argumenty. Mistrz sztuki nagrobkowej zapewniał, że nie ma wpływu na to, gdzie lądują jego ulotki reklamowe. Każdy pracownik może kłaść je tam, gdzie tylko mu się żywnie podoba. Przecież majster nie będzie za wszystkimi chodził i pilnował. Zapytaliśmy więc, czy mógłby polecić pracownikom, żeby miejsca niemalże święte – jakimi dla większości ludzi są groby bliskich – omijali w trakcie kampanii reklamowych.
 
Ani przeczącej, ani twierdzącej odpowiedzi na to pytanie nie uzyskaliśmy. Z rozmowy wnioskujemy natomiast, że raczej nie możemy na nią liczyć. Właściciel firmy X uważa bowiem, że być może jednemu panu ta forma reklamy się nie spodobała, lecz inny może być szczęśliwy, że nie musi szukać i dzwonić. Że nagrobek niemal sam do niego przychodzi!
 
Marketing pogrzebowy
 
 - Ja to w telewizji nie lubię reklam jogurtów, które przerywają mi serial - tłumaczył nam pan Jan istotę problemu. – Ale znowu inni nie lubią moich ulotek na grobach bliskich. Nigdy wszystkim nie dogodzisz! A jak człowiek wstaje rano i pierwsze co usłyszy w radiu, to reklama firmy robiącej nagrobki, to jest ok?
 
Upoważnieni śmiałym porównaniem grobu do jogurtu zapytaliśmy, czy majster nie widziałby także nic złego we wręczaniu swojej ulotki rodzinie zmarłego w trakcie pogrzebu. Po krótkim namyśle padła odpowiedź :– Zależy jakby na to patrzeć. 
  
A pan Jan patrzy dokładnie tak samo, jak konkurencja w jego niełatwym zawodzie. Przecież, jak argumentuje, wszystkie firmy w tej branży od jakichś 2-3 lat prowadzą podobną reklamę. Dlaczego więc on miałby się powstrzymywać? Zwłaszcza, że taka reklama daje efekty. Zapytany, czy nie widzi w tym nic nietaktownego mówi: - Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Czy ktoś potrafi dyskutować z takim wnioskiem?
 
Pozostali bielscy producenci nagrobków oczywiście nie przyznają się do podobnych praktyk. Aby się przekonać, czy na poświęconej ziemi przypadkiem nie kłamią, odwiedziliśmy kilka cmentarzy. Znaleźliśmy sporo reklam. Tyle, że wszystkie umieszczono na płotach i tablicach ogłoszeniowych. Na grobach nie udało nam się wypatrzyć niczego o charakterze marketingowym.
 
Reklama jest wszędzie
 
 - Reklamy zakładów pogrzebowych i firm wykonujących nagrobki są rzeczywiście naszą zmorą - poinformował nas kierownik cmentarza. - Dopóki nie zrobiłem tablic ogłoszeniowych, to swoje plakaty rozwieszali na całym ogrodzeniu.
 
Kierownik zapytany, co sądzi o formie reklamy uprawianej przez firmę X, nie wyglądał na specjalnie zbulwersowanego. Wyznał, że nie jest w stanie wszystkiego upilnować i że reklama w tej chwili jest wszędzie.
 
                                                                                                                  Magdalena Dydo