Dwaj bielscy kierowcy skończyli wczoraj swoją podróż... na drzewie. W jednym przypadku samochód został doszczętnie zniszczony, lecz nie było rannych. W drugim trzy osoby odwieziono do szpitala.

Do pierwszego wypadku doszło w niedzielę tuż po godz.1 w nocy. Samochód marki audi uderzył w przydrożne drzewo przy dworcu kolejowym na ul. Warszawskiej w Bielsku-Białej. Na miejsce przyjechała straż pożarna, która musiała zneutralizować plamy oleju i płynów eksploatacyjnych na jezdni. Kierowca pojazdu, 54-letni mieszkaniec Kóz miał we krwi przeszło 2,5 promila alkoholu. Z kolizji wyszedł bez szwanku, w co trudno uwierzyć, widząc zdjęcia jego samochodu.

Dwie godziny później w drzewo stojące przy ul. Poniatowskiego wjechało mitsubishi z trzema osobami na pokładzie. Jak ustaliła policja, 38-letni bielszczanin, który stracił panowanie nad pojazdem, miał we krwi dwa promile alkoholu. W wyniku wypadku doznał stłuczenia głowy. Z ogólnymi potłuczeniami ciała do szpitala trafili także dwaj pasażerowie pojazdu. Przybyli na miejsce zdarzenia strażacy przy pomocy pił mechanicznych wycięli drzewo, które w wyniku uderzenia zostało powalone na chodnik.

Natomiast w sobotnie przedpołudnie przy ul. Fałata w Bystrej Śląskiej w rzece wylądował samochód osobowy marki Toyota. Na szczęście, nikomu nic się nie stało, gdyż pojazd sam stoczył się do rzeki w wyniku niezaciągnięcia przez kierowcę hamulca ręcznego.

Na miejsce zdarzenia wysłano dwa zastępy straży pożarnej, w tym dźwig z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 1. Akcja wyciągania auta z wody trwała ponad godzinę.

mad