Wciąż bliżej nieba
Wchodząc do parku narodowego w argentyńskich Andach z zamiarem zdobycia szczytu Aconcagua, uczestnicy wyprawy otrzymują plastikowy worek. Przy opuszczaniu parku jego zawartość jest kontrolowana. Jeśli turysta worka nie okaże lub go zagubi, zapłaci karę w wysokości 100 USD. Worek służy do załatwiania potrzeb fizjologicznych.
Oczywiście, co kraj, to obyczaj. Zdobywając szczyty w innych państwach, o „ubikacje” na wysokości 7 tys. metrów trzeba się martwić samemu. Na wschodzie każdy załatwia się tam, gdzie mu się uda.
- Do pewnego pułapu można jeszcze natrafić na prowizoryczne toalety – mówi Sebastian Pędziwiatr, bielszczanin szykujący się właśnie do wyprawy na „siedmiotysięcznik”. - Wyżej nie ma już takich udogodnień i trzeba na własna rękę szukać niecek lub zagłębień w śniegu, aby mieć choć trochę prywatności. Na dużych wysokościach wspinaczy czekają temperatury rzędu minus 20 - 25 stopni C.
Ale nie ma co tragizować: wraz ze wzrostem wysokości, człowiek spożywa coraz mniej jedzenia. Przyjmuje się głównie płyny, które zazwyczaj również nie są dostarczane organizmowi w odpowiedniej ilości. Spala on dużo więcej niż jest mu dostarczane, więc praktycznie żywi się samym sobą. Dieta ta prowadzi do dużego wyniszczenia i spustoszenia organizmu, przez co dochodzi do dużego spadku częstotliwości załatwiania potrzeb fizjologicznych.
Pik Lenina
Większość z nas o wyprawach w góry wie tyle, że wjazd kolejką na Szyndzielnię kosztuje 13 zł. Są jednak osoby, które przemierzają tysiące kilometrów, żeby następnie pokonać kilka tysięcy metrów wzwyż. Sebastian wraz z przyjaciółmi od siedmiu lat wspina się po górach rozsianych po całym świecie. Teraz przygotowuje się do zdobycia szczytu Awicenny, drugiej pod względem wysokości góry Pamiru (7134 m n.p.m.). Góra, która dawniej nazywana była Szczytem Zwycięstwa lub Pikiem Lenina leży na granicy Tadżykistanu i Kirgistanu. Jest drugim pod względem wysokości szczytem Pamiru.
Sebastian Pędziwiatr jest studentem. Pracuje dorywczo, bo tylko taka praca daje mu możliwość organizowania kolejnych wypraw. Część jego towarzyszy, to pracownicy naukowi. Najstarszy członek ekipy jest po czterdziestce. W wyprawie wezmą udział dwie kobiety i czterech mężczyzn. Przynajmniej takie są plany, bo do lipca – wtedy wyprawa ma wyruszyć – sporo może się zmienić. Wszyscy posiadają doświadczenie w „chodzeniu po górach”. - Zresztą, na siedem tysięcy metrów nikt bez doświadczenia się nie wybierze, bo ryzykowałby życiem - mówi Sebastian.
Strefa śmierci
Wyprawa powyżej 2-3 tys. m n.p.m. wymaga odpowiedniej wiedzy i treningów. Na tym pułapie z powodu rozrzedzonego powietrza zaczynają się kłopoty z oddychaniem. Nie mówiąc już o przygotowaniu kondycyjnym. - Awicenna, to najłatwiejszy z siedmiotysięczników. Dlatego wybraliśmy tę górę na naszą wyprawę, bo pierwszy raz będziemy się wspinać na tę wysokość – opowiada jeden z uczestników wyprawy. Od kilku miesięcy każdy członek ekipy przygotowuje się na własną rękę. Basen, rower, bieganie, badania lekarskie i tak w kółko.
Na co trzeba być przygotowanym, wybierając się na taką wysokość? - Wszystko zależy od organizmu – tłumaczy nam Sebastian. – Każdy reaguje inaczej. Stąd zanim zdecyduje się na takie wyjście, trzeba zdobyć parę niższych gór. Np. najwyższy szczyt Alp, Mont Blanc zwany Dachem Europy (4807 m n.p.m.) lub najwyższy szczyt Rosji, Elbrus (5642 m n.p.m.). Wyprawy m.in. w te miejsca pozwoliły Sebastianowi nauczyć się swojego organizmu. Co może spotkać osoby nienawykłe do dużych wysokości? - Bóle i zawroty głowy, niestrawności, w skrajnych przypadkach obrzęk mózgu i śmierć – odpowiada Sebastian.
Podczas wyprawy trzeba walczyć z górą i z samym sobą. Sprawność fizyczna, to podstawa. Nad tym pracuje się przed ekspedycją. A co robić, kiedy jest się już w połowie drogi na szczyt i czujemy, że zaczyna się z nami dziać coś niedobrego? Wtedy trzeba pozwolić swojemu organizmowi przywyknąć do warunków panujących na danej wysokości. Stosuje się metodę „dwa kroki w przód, trzy w tył”. Tzn. wychodzi się na pewną wysokość, po czym wraca do obozu leżącego poniżej i tak aż poczujemy się lepiej. Aklimatyzacja może trwać nawet kilka dni. Ale są osoby, które mimo świetnego przygotowania kondycyjnego i wielokrotnego „cofania się”, nigdy nie przekroczą granicy 6 tys. metrów. To tzw. strefa śmierci.
Zabójcza szczelina
Zagrożeniem są również lawiny. Bardzo często powodują je zjeżdżający ze szczytów narciarze lub snowboardziści. Niebezpieczeństwem są także szczeliny. Uczestnicy wyprawy na szczyt Awicenny przeszli kursy wspinaczkowe i potrafią wyciągnąć partnera ze szczeliny. Nawet jednak wieloletnie doświadczenie może nie uchronić przed tragedią. Z początkiem kwietnia wybitny polski himalaista Piotr Morawski zginął podczas wspinaczki na szczyt Dhaulagiri w Himalajach. Na wysokości niemal 6 tysięcy metrów wpadł do 25-metrowej szczeliny.
Organizacja wyprawy Sebastiana Pędziwiatra i jego przyjaciół jest w toku. Wspinacze chcą wyjechać z kraju 4 lipca. Bilety na samolot są już zarezerwowane. Termin powrotu jest jeszcze kwestią otwartą. Część uczestników zamierza wracać przed końcem lipca, inni zaś dopiero w sierpniu. Samo wyjście na szczyt ma zająć około 10 - 12 dni, lecz wiele zależy od pogody. Na miejscu trzeba będzie jeszcze załatwić pozwolenia na przebywanie w strefie przygranicznej. Potem zostanie trochę czasu na zwiedzanie.
Co w zdobywaniu gór jest najwspanialsze? Wspinacze są raczej zgodni: odizolowanie od codzienności, zwyczajnych problemów i przyziemnych obowiązków. - No i oczywiście, przełamywanie barier, pokonywanie lęków, adrenalina – mówi Sebastian. Zapytany o uczucie po wejściu na szczyt podkreśla, że w jego przypadku nie jest to euforia. Cieszy się, że dał radę. Patrząc w dół wie, że najgorsze dopiero przed nim. Najwięcej wypadków zdarza się właśnie podczas zejścia ze szczytu.
Magdalena Dydo
Członkowie wyprawy na szczyt Awicenny wciąż poszukują sponsorów. Tylko bilet lotniczy dla jednej osoby kosztuje kilka tysięcy złotych. Informacje dla osób lub firm, które są zainteresowane sponsoringiem znajdują się na stronie wyprawy www.pamir2009.pl.
Każdy z nas może mieć swój udział w zdobywaniu siedmiotysięcznika. Wysyłając wiadomości sms o treści ISR.PAMIR na podane niżej numery, na konto wyprawy będą wpływały pieniążki. W zamian nadawca sms-a otrzyma na swój telefon informacje o postępach wyprawy.
Każdy z nas może mieć swój udział w zdobywaniu siedmiotysięcznika. Wysyłając wiadomości sms o treści ISR.PAMIR na podane niżej numery, na konto wyprawy będą wpływały pieniążki. W zamian nadawca sms-a otrzyma na swój telefon informacje o postępach wyprawy.
79880 - 10,98 zł - 10 SMS-ów
75880 - 6,22 zł - 8 SMS-ów
73880 - 3,66 zł - 5 SMS-ów
72880 - 2,44 zł - 2 SMS-y
Artykuł wyświetlono 3935 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 1
Zibi
Ludzie mają marzenia, realizują je i to jest piękne. Powodzenia Życzę :)

Klauzula informacyjna ›