Z czym się je squasha?
Są dzieciaki, które całymi dniami siedzą przed komputerami. Zamiast strzelać bramki koledze z sąsiedniego bloku, zabijają wirtualnego przeciwnika. Kiedy jadą na wycieczkę do Warszawy, poprzestają na wizycie u McDonalds’a albo w KFC. Z drugiej strony siłownie i kluby tańca pękają wieczorami w szwach, a liczba amatorów jazdy na rowerze rośnie wraz z poprawą pogody. Do obu tych grup adresowany jest niniejszy artykuł.
Jedni dla przyjemności, inni – a głównie inne - żeby zrzucić trochę kilogramów. Niektórzy w celach towarzyskich. Każdy ma swój powód i każdy powód jest dobry, żeby zacząć się ruszać. Tak samo, jak dobry jest każdy rodzaj ruchu.
Słysząc słowo SQUASH, niektórzy zapytają, czy to wschodnia sztuka walki albo potrawa z odległych krajów. Otóż, nie! Jest to odmiana tenisa, ale miejscem spotkań zawodników nie jest tradycyjny kort, lecz... klatka. W sumie tenis łączy ze squashem niewiele, ewentualnie podobne nazewnictwo sprzętu używanego w obu dyscyplinach. Nawet rakietka i piłeczka, którymi gra się w squasha różnią się od tenisowych wielkością, tworzywem, właściwościami, itd. A sama gra jest nieporównywalnie szybsza, bardziej energiczna, męcząca i mniej przewidywalna.
SQUASH w pigułce
Squash narodził się w Anglii, a obecnie uprawiany jest w 153 krajach na wszystkich kontynentach. W Polsce pojawił się mniej więcej wraz z nadejściem nowego millenium. Jego promocją w naszym kraju zajmuje się głównie Polska Federacja Squasha. Jest to gra polegającą na odbijaniu piłki o ścianę w taki sposób, który w maksymalnym stopniu utrudni ponowne odbicie piłki przez przeciwnika. Mecz odbywa się na boisku o wymiarach 9,75 x 6,40 m.
W ciągu 45 minut gry można spalić nawet 700 kalorii! Po trzech kwadransach spędzonych w „klatce” zmęczenie jest takie same, jak po dwugodzinnym bieganiu za piłką po dużym korcie. Choć gra jest intensywna, to rzadko zdarzają się poważne kontuzje. Na małej przestrzeni boiska nie sposób się znudzić. Piłeczka wykonana jest ze specjalnego tworzywa, przez co trudno precyzyjnie przewidzieć jej lot.
Po północy lub przed szóstą
- Mówi się, że squash pojawił się w Polsce 10 lat temu, ale tak naprawdę to dopiero od 4-5 lat można zauważyć wzmożone zainteresowanie tą dyscypliną – mówi Jacek Grabowski, współwłaściciel nowego klubu squasha Modelarnia. - W Krakowie czy Warszawie wolne korty są jedynie po północy albo przed godziną 6 rano.
Dzięki rosnącej popularności squasha, w dużych miastach jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać miejsca, w których można go uprawiać. Bielsko-Biała dość długo opierała się tej modzie. Prawie dwustutysięczne, lubiane przez turystów miasto jeszcze do niedawna nie miało klubu squash z prawdziwego zdarzenia. Miłośnicy tej gry mogli rozwijać swoje umiejętności w centrum sportowym przy ul. Oświęcimskiej albo w klubie fitness przy Powstańców Śląskich, gdzie squash był jedną z atrakcji - obok siłowni, solarium czy zajęć fitness.
Ale dopiero wraz z pojawieniem się Modelarni powstały w naszym mieście warunki do uprawiania squasha na poziomie profesjonalnym. Nowy obiekt na sportowej mapie Bielska-Białej jest klubem, który spełnia wymogi Polskiej Federacji Squasha. Mieści się w poprzemysłowych wnętrzach starej modelarni przy ulicy Rejtana 3. - Można u nas grać na czterech kortach jednocześnie, a bierni miłośnicy tej dyscypliny mogą obserwować rozgrywki na największej w kraju antresoli - podkreśla właściciel Modelarni.
Klub (dla) singli
Oficjalnie otwarcie klubu odbyło się w pierwszą sobotę kwietnia i zostało zorganizowane z dużą pompą. Z tej okazji był ogólnopolski turniej, który wygrali bielszczanie zajmujący wysokie miejsca w rankingu Polskiej Federacji Squasha. Wacław Staszkiewicz jest na dziewiątej pozycji tej listy, a Magdalena Ryczko - piąta na liście kobiet.
Staszkiewicz pracuje w Modelarni jako instruktor. Niewykluczone, że w przyszłości powstanie pod jego opieką pierwszy w Polsce klub squasha dla juniorów, jego wychowankowie zaś będą zwyciężać w kraju i za granicą. Bo obecnie, niestety, nie liczymy się zupełnie w światowych rozgrywkach. Liczą się natomiast - i to mocno - nasi sąsiedzi, Czesi, dla których squash jest niemalże sportem narodowym.
- Nie jesteśmy skazani na rolę kopciuszka - mówi Jacek, po czym dodaje z uśmiechem: - W Europie jeszcze o nas usłyszą!
Aby nie były to czcze obietnice, kierownictwo klubu chce, żeby osoby przychodzące do Modelarni miały pod ręką wszystko to, co jest potrzebne do rozpoczęcia przygody ze squashem lub do rozwijania umiejętności u tych, którzy skosztowali już tej przyjemności. W klubie jest więc fachowa obsługa, świetni instruktorzy, wypożyczalnia sprzętu. Nawet posiadanie pary nie jest niezbędne, gdyż w recepcji można zostawiać informacje o poszukiwaniu partnera do gry. W tym młynie na Rejtana chętny singiel znajdzie się z pewnością w oka mgnieniu.
Magdalena Dydo
Komentarze 11

Klauzula informacyjna ›