Piłkarze Podbeskidzia bezbramkowo zremisowali przed własną publicznością z GKP Gorzów Wielkopolski. Strata dwóch punktów jeszcze bardziej utrudni „Góralom” walkę o utrzymanie na zapleczu ekstraklasy.
 
Ostatnie obfite deszcze spowodowały, że płyta boiska przy Rychlińskiego jest w opłakanym stanie. Szczególnie kiepsko prezentuje się środek murawy. Wczoraj boisko Stadionu Miejskiego nie było wprawdzie tak fatalne, jak to z roku 1974, kiedy to „Orły Górskiego” rozegrały w Monachium „mecz na wodzie” z Niemcami, ale piłkarzom obu drużyn także przyszło rywalizować na trudnym terenie.
 
Pierwsze fragmenty spotkania należały niespodziewanie do gości z Gorzowa Wielkopolskiego. Jeden z zawodników drużyny Adama Topolskiego kropnął z dystansu, ale Richard Zajac - choć z kłopotami - uchronił „Górali” przed stratą gola. Kilka minut później błysnął Ndabenculu Ncube, który imponował skutecznym dryblingiem i szybkością. Napastnik Podbeskidzia wrzucił piłkę w pole karne, ale strzał Dariusza Kołodzieja trafił wprost w strzegącego „świątyni” GKP Sławomira Janickiego.
 
Po dynamicznym otwarciu z obu stron, tempo gry siadło i kibice oglądali zapasy w błocie, jakie toczyły się w środku pola. W 20. minucie arbiter powinien podyktować jedenastkę dla gorzowian za ewidentne zagranie ręką w polu karnym Jacka Broniewicza. Na szczęście dla Roberta Kasperczyka i jego podopiecznych, gwizdek sędziego milczał.
 
Na dziesięć minut przed zakończeniem pierwszej odsłony znów coś drgnęło w poczynaniach ofensywnych obu ekip. Najpierw Łukasz Matusiak potężnie huknął z ok. 25 m, ale futbolówka minimalnie minęła bramkę gości. W odpowiedzi GKP skonstruował składną akcję. Mateusz Piątkowski dostał znakomitą wrzutkę na piąty metr, lecz jego uderzenie głową sparował za pole karne Zajac. W końcowych minutach pierwszej połowy na boisku panował chaos. W poczynaniach gospodarzy było dużo nerwowości. Głównie za sprawą niecelnych podań środkowych pomocników - Matusiaka i Dariusza Kołodzieja.
 
Pięć minut po wznowieniu gry, na prowadzenie mógł wyprowadzić miejscowych Kołodziej. Popularny „Kołek” w swoim stylu zdecydował się na strzał zza pola karnego, lecz jego próba jedynie ostemplowała słupek bramki Janickiego. Chwilę później gorąco było pod bramką Zajaca. Gapiostwo bielskich defensorów wykorzystał Mateusz Machaj, który zdecydował się na strzał z linii pola karnego. Jego uderzenie o centymetry minęło spojenie słupka z poprzeczką. Riposta „Górali” była natychmiastowa. Tomasz Górkiewicz szarpnął prawą flanką i dośrodkował w „szesnastkę”. Tam wydawało się, że ręką zagrywał obrońca gorzowian, ale rozjemca wczorajszej potyczki i tym razem nie wskazał na „wapno”.
 
W ostatnim kwadransie gry „Góralom” nie udało się już zagrozić bramce GKP. Indywidualnych akcji próbował aktywny Piotr Malinowski i wprowadzony z ławki rezerwowych Mateusz Żyła. Drugi ze zmienników, Piotr Bagnicki bardzo słabo radził sobie na grząskiej murawie, co doprowadzało miejscowych fanów do szewskiej pasji. Goście byli groźniejsi pod bramką Podbeskidzia. Kolejny raz bliski szczęścia był Piątkowski. W znakomitej sytuacji znalazł się także Adrian Łuszkiewicz, lecz i tym razem gospodarzom sprzyjało szczęście.
 
Zespół trenera Kasperczyka znów słabo spisał się przed własną publicznością i stracił dwa cenne punkty. W obliczu zwycięstw bezpośrednich rywali w walce o przetrwanie w I lidze, wczorajszy remis może okazać się brzemienny w skutkach. O komplety punktów postarały się bowiem Górnik Łęczna, MKS Kluczbork, Warta Poznań i Dolcan Ząbki. „Górale” utrzymali wprawdzie 12. pozycję w stawce, ale ich przewaga nad strefą spadkową znów zmalała do jednego „oczka”.
 
Do finiszu rozgrywek pozostały tylko dwie kolejki. W pierwszy dzień czerwca nad Białą pojawi się Motor Lublin i ten mecz Podbeskidzie musi bezwzględnie wygrać.

                                            Podbeskidzie Bielsko-Biała - GKP Gorzów Wielkopolski 0:0

Podbeskidzie:
Zajac - Górkiewicz, Danczik, Broniewicz, Osiński - Matusiak, Matawu (73. Zyła), Kołodziej (78. Jarosz), Malinowski - Patejuk, Ncube (52. Bagnicki).

GKP: Janicki - Truszczyński, Wojciechowski, Jakosz, Łuszkiewicz - Andruszczak, Białożyt (70. Obem), Drozdowicz (90. Drozdowicz), Piątkowski -  Ilków-Gołąb (62. Machaj), Janusiński.

Żółta kartka: Kołodziej.
Sędziował:
Jacek Walczyński (Lublin).
Widzów: 1500.
 
pH