Zapewne wielu z nas chciało kiedyś wymienić lub zwrócić sprzedawcy zbyt małą bluzkę, za długie spodnie albo przyciasną spódnicę, które kupiliśmy komuś w prezencie. Bywa, że musimy zareklamować buty, lecz zagubiliśmy paragon. Czy jako nabywcy znamy swoje prawa? Niedawno w Książnicy Beskidzkiej odbyło się szkolenie „Obywatel na pierwszym miejscu – świadomy konsument w Unii Europejskiej”. Poprowadziła je powiatowy rzecznik konsumentów, Irena Krzanowska.
Jeszcze przed spotkaniem poprosiliśmy kilka osób o opinie na temat własnych doświadczeń konsumenckich. M.in. pewien młody mężczyzna opowiedział nam o swoich przejściach związanych z zakupem pary butów w jednym z bielskich sklepów sportowych. Obuwie spodobało mu się od pierwszej chwili. Przymierzył je, a gdy okazało się, że buty pasują, jakby były szyte na miarę, bez zmrużenia oka wydał na nie dość dużą kwotę. Cieszył się, jak dziecko, że trafił na posezonową obniżkę, dzięki czemu zaoszczędził na zakupie 50 proc. pierwotnej ceny butów.
Gdy wrócił do domu, założył buty powtórnie na nogi, ale jego radość szybko prysła, gdyż po dokładniejszych oględzinach zauważył, że firmówki rozklejają się przy noskach. Bohater naszej opowieści wziął więc obuwie pod pachę i z ciężkim sercem pomaszerował do miejsca, w którym stał się (nie)szczęśliwym nabywcą wadliwego towaru. Serce ciążyło mu tym bardziej, iż doskonale pamiętał wiszącą nad kasą informację - „Towar przeceniony nie podlega zwrotowi”. Niestety, próba reklamacji przebiegła zgodnie z czarnym scenariuszem. Ekspedientka wskazała na rzeczoną informację, po czym klient odwrócił się na pięcie i potulnie odszedł.
Towar przeceniony podlega zwrotowi
 - To bardzo częsty zabieg stosowany przez sklepikarzy – mówi Irena Krzanowska. – Ale zupełnie bezprawny! Okazuje się bowiem, że bez względu na to, czy za towar zapłaciliśmy złotówkę, czy tysiąc złotych, mamy prawo go zareklamować, jeżeli jest wadliwy. Chyba, że informacje o wadzie zamieszczono na metce.
W ten sposób nagminnie łamane są prawa konsumenta. Równie często jednak klienci uzurpują sobie prawo do zwrotu towaru w każdej sytuacji. Wiele osób uważa, że jeśli po trzech dniach przestanie im się podobać nowy sweterek, to będą mogły zwrócić go do sklepu bezwarunkowo. Okazuje się, że owszem, mogą, lecz tylko wtedy, gdy dobrą wolę wykaże sprzedawca. Prawo stanowi bowiem, że nie ma on obowiązku przyjęcia zwrotu towaru pełnowartościowego.
Dlatego rzecznik konsumentów proponuje, żeby już przy zakupie pytać o możliwość zwrotu lub wymiany. Jest to szczególnie ważne wówczas, kiedy przedmiot ów kupujemy na prezent. Dla pewności możemy nawet poprosić o zamieszczenie odpowiedniej notki z tyłu paragonu. Bo o konieczności przechowywania wszystkich rachunków i paragonów wspominać chyba nie trzeba.
Przypadki szczególne
Szczególnym typem zakupów są transakcje dokonywane poza lokalem przedsiębiorstwa. W niektórych przypadkach podlegają one specjalnym unormowaniom prawnym. Bo, o ile w sklepie czy salonie nikt naszego zwrotu przyjąć nie musi, to rzecz zamówioną przez internet możemy oddać. Ale pod kilkoma warunkami.
Przede wszystkim, musimy pisemnie wypowiedzieć umowę, w wyniku której staliśmy się nabywcami towaru. Takie oświadczenie należy wysłać listem poleconym z potwierdzeniem odbioru. Żadna inna forma nie będzie zobowiązująca. Powinniśmy to zrobić w ciągu 10 dni od momentu, w którym dany produkt został nam dostarczony. Na odesłanie towaru mamy 14 dni i tyle samo ma druga strona na zwrot pieniędzy.
Wszystkich allegrowiczów ostrzegamy jednak, że są wyjątki od powyższych zasad. Występują one wtedy, gdy kupujemy od osoby fizycznej, czyli nie posiadającej własnej firmy, sklepu, itd. W takiej sytuacji nie jesteśmy konsumentami, a co za tym idzie – nie mamy praw takich, jakie ustawa gwarantuje konsumentom. W podobnych przypadkach podstawą do jakichkolwiek roszczeń są wyłącznie przepisy kodeksu cywilnego. 10-dniowy termin zwrotu nie obowiązuje także wówczas, gdy przedmiot zakupiliśmy w drodze licytacji.
Ostatnio do bielskiego rzecznika konsumentów wpływa coraz więcej zgłoszeń od użytkowników mobilnego internetu. Po wykupieniu abonamentu, otrzymujemy niewielkie urządzenie, które ma nam dostarczać sygnał. Następnie przychodzimy do domu, podłączamy aparaturę i… nie ma zasięgu. Wracamy więc do salonu wściekli, że nas oszukali, żądamy zwrotu pieniędzy za nieprzydatną usługę i... Czeka nas rozczarowanie. W umowie znajduje się bowiem klauzula - „zasięg jest wszędzie w ramach możliwości technicznych”. Tymczasem tak się akurat składa, że na naszą wieś możliwości techniczne nie dotarły. Nie pozostaje nam wtedy nic innego, jak opłacać co miesiąc abonament i chodzić po okolicy z laptopem w rękach w poszukiwaniu zasięgu. Bo podpis pod umową został złożony!
Czytaj zanim podpiszesz
Powiatowy rzecznik konsumentów radzi i prosi, żeby dokładnie czytać umowy. Niejeden klient poszedł już z torbami, gdyż podpisał dokument, z którym się uprzednio nie zaznajomił. Powinniśmy także czytać karty gwarancyjne. Żeby nie zdziwić się, kiedy po roku pójdziemy oddać nasz odtwarzacz mp3 do naprawy gwarancyjnej. Okazać się wtedy może, że gwarancja trwała dwa miesiące, a nie - jak przypuszczaliśmy - dwa lata. Sprawa nadania gwarancji oraz długości okresu gwarancyjnego zależy tylko i wyłącznie od producenta. Bez względu na to, czy jest to suszarka do włosów czy samochód.
W przypadku, gdy zostaliśmy oszukani przez nieuczciwego sprzedawcę lub w inny sposób zostały naruszone nasze prawa konsumenta, należy szukać pomocy w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Bielszczanie ze swoimi problemami mogą się udać do Delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej przy ulicy Piastowskiej 44, gdzie znajduje się sąd konsumencki i inspekcja handlowa. Można też zadzwonić na bezpłatną infolinię Stowarzyszenia Konsumentów Polskich -
0 800 800 008
.
 Magdalena Dydo