W Koszarawie rzeka porwała mężczyznę. Nurt jest tak silny, że strażacy nie zdążyli wyłowić zauważonego w wodzie człowieka. Nie wiadomo dokładnie, jak doszło do tragedii.

Wersji tego tragicznego wypadku jest kilka. Najbardziej popularna, która pojawiła się już w niektórych mediach mówi, że mężczyzna razem ze swoim synem poszedł oglądać rwący nurt. W pewnym momencie rzeka porwała chłopaka. Wtedy ojciec rzucił mu się na pomoc i uratował syna, ale jego samego rzeka zabrała.

Tę wersję zdarzeń potwierdza częściowo oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Żywcu. Paweł Roczyna poinformował nas, że według wstępnych ustaleń i informacji uzyskanych od mieszkańców, rzeka porwała ojca i syna, lecz pełnoletni chłopak zdołał wydostać się na brzeg o własnych siłach. Niestety, ojcu sie to już nie udało. - Wraz ze strażakami i okolicznymi mieszkańcami prowadzimy poszukiwania mężczyzny - zapewnił nas Roczyna.

Jeszcze inną wersję przedstawiono nam w Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Żywcu. Według strażaków, ojciec z synem mieli "bronić" mostku na Koszarawie, któremu zaczynała zagrażać wzbierająca rzeka. Właśnie wtedy obaj zostali porwani przez rwący nurt. Synowi udało się jednak wydostać na brzeg. Pracujący nieco niżej strażacy widzieli płynącego mężczyznę, lecz nurt był tak silny i szybki, że nie było szans na ratunek.

Żywieccy strażacy obawiają się, że dopiero za kilka dni, kiedy deszcz ustanie i woda się uspokoi, uda się odnaleźć ciało mężczyzny.

mad