Eksplozja, której nie było...
Nie było żadnego wybuchu w rybnickim ZUS-ie. To, co policja początkowo zinterpretowała jako odgłos eksplozji, w rzeczywistości nie było nią. Podejrzana przesyłka, która stała się przyczyną ewakuacji pracowników, pozostała nienaruszona. Wewnątrz były dokumenty, druty i klaser. "Po otrzymaniu informacji o podejrzanej przesyłce na miejsce pojechał zespół zabezpieczenia pirotechnicznego, który przystąpił do wymaganej w takich przypadkach procedury tzw. uszczelniania pomieszczenia z zewnątrz. W trakcie tych czynności policjanci usłyszeli odgłos, który zidentyfikowali jako wybuch"- wyjaśnił kom. Piotr Bieniak z zespołu prasowego śląskiej policji. Nie wiadomo, czym w rzeczywistości był ten odgłos; być może coś ciężkiego upadło na podłogę na którymś z wyższym pięter, lub źródłem huku był uliczny hałas. W przekonaniu, że miała miejsce eksplozja, policjanci przystąpili do dalszych czynności, charakterystycznych dla sytuacji kryzysowej. Wówczas też o domniemanym wybuchu powiadomiono media. Przypomnijmy jeszcze, że policja zatrzymała domniemanego nadawcę przesyłki, 37-letniego mężczyznę z okolic Tychów, którego dane widniały na przesyłce jako nadawca.
Artykuł wyświetlono 950 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 0
brak komentarzy

Klauzula informacyjna ›