Dzieci z przypadku, dzieci z miłości
Mówi się - i słusznie - że dzieci są błogosławieństwem dorosłych. Ale czy w każdym przypadku? Odpowiedź twierdzącą na to pytanie otrzymamy tylko wówczas, gdy dzieci przychodzą na ten świat w wyniku świadomej decyzji dorosłych.
Zjawisko wielodzietności wzbudza sporo kontrowersji. Zarzuty brzmią różnie. Począwszy od oskarżeń o niemożność zagwarantowania własnym dzieciom dobrobytu, przez narażanie ich na życie w biedzie, aż po identyfikowanie zjawiska wielodzietności z patologią. Argumenty te są w takim samym stopniu krzywdzące dla wielu rodzin, jak prawdziwe dla pozostałych. Pedagog z jednej z bielskich podstawówek powiedziała nam, że wielodzietność nie jest problem. Problem pojawia się wtedy, kiedy dotyczy rodzin z marginesu społecznego.
Ile Bóg da
- Kowalscy są bardzo religijni – mówi pani pedagog. – Dlatego duża liczba pociech w tej rodzinie jest rezultatem świadomego wyboru. Model 2 + 7 nie jest jednak standardem w naszych realiach kulturowych. Ale kiedy zapytać Kowalskich - „ile jeszcze?”, odpowiadają - „ile Bóg da”.
Mali Kowalscy zawsze przychodzą do szkoły czyści, schludnie ubrani, z drugim śniadaniem i odrobionymi wszystkimi zadaniami. Podobnie jak inne dzieci z tych „dobrych” rodzin wielodzietnych, są uczynne i obowiązkowe. Dobrze się uczą, są koleżeńscy. Ich rodzice jako pierwsi wpłacają składki na komitet rodzicielski i nigdy nie krytykują idei robienia przez dzieci prezentów mikołajkowych. Nie znaczy to, że im się przelewa. Owszem, korzystają z pomocy MOPS, ale najwięcej zawdzięczają samym sobie.
Po co komu angielski?
Ale są też maluchy zaniedbane, niedopilnowane. Mające problemy z odnalezieniem się w grupie - cały czas rywalizują z innymi dziećmi. To dzieci „z przypadku”. Nie są owocem racjonalnej decyzji, lecz konsekwencją nieświadomego współżycia. Największym problemem tych małych ludzi są ich rodzice. Nie chodzi nawet o przemoc - bo tej w rodzinach wieloletnich jest stosunkowo niewiele - ale o to, że w przyszłości prawdopodobnie przejmą mentalność ojca i matki. M.in. preferowany styl życia i model rodziny.
Wśród wartości przekazywanych z pokolenia na pokolenie jest pogarda dla nauki, ubogie dziedzictwo kulturowe, traktowanie wykształcenia jak zbędnego bagażu. A także postawa roszczeniowa. Kiedy nauczycielka poinformowała mamę Jasia, że jej syn może mieć problem z przejściem do następnej klasy, ta odpowiada, że od powtarzania roku jeszcze nikt nie umarł. Wiadomość o jedynce z angielskiego kwituje, że właściwie po co komu angielski.
Dzieci z takich środowisk nie wiedzą, jak zachować się w kinie, nie zostają nagradzane w domu za zdobyte piątki, nie mówią: dziękuję, proszę, przepraszam. Podobnie jak rodzice uznają natomiast, że im się należy. Zasiłek, pomoc od miasta, specjalne traktowanie. Powstaje zamknięte koło. Pomoc innych utrwala w nich przekonanie, że nic nie robiąc, i tak coś dostaną. Ale zostawienie ich samym sobie nie jest dobrym rozwiązaniem. Większość z nich bez pomocy z zewnątrz nie dałaby sobie rady. Jak zwykle, najbardziej poszkodowane byłyby wtedy dzieci.
Rozczarowanie w MOPS
Warunki, w jakich wychowały się dzieci generują całe ich życie. Marne więc są szanse, że dostaną się do dobrego gimnazjum, jeszcze mniejsze są na dobre liceum, a studia to już zupełna abstrakcja. Edukację kończą zazwyczaj w zawodówkach.
Wśród rodzin wielodzietnych są też takie, gdzie wprawdzie w domu nie przelewa się, lecz dzieci wychowywane są w klimacie miłości, a rodzice interesują się ich problemami osobistymi oraz postępami w nauce. Maluchy z takich środowisk mogą „wyjść na ludzi”. Potrzebna im jest jednak pomoc z zewnątrz.
Część rodzin szuka jej w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej. Niektórzy są jednak rozczarowani już po pierwszych kontaktach z pracownikami ośrodka. Rozmawialiśmy z kilkoma takimi osobami. Mimo szlachetnej idei wsparcia społecznego oraz niekwestionowanych zasług MPOS, ludzie ci czują się upokorzeni, że muszą o coś prosić, a jednocześnie są traktowani „z góry”. Jesteśmy skłonni w to uwierzyć. Nasza prośba o informacje do tej publikacji nie spotkała się z należytą uwagą. Czy w ten lekceważący sposób MOPS traktuje wszystkie osoby proszące o pomoc?
Z naszych informacji wynika, że wsparciem ze strony Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej objętych jest 558 rodzin. Wśród nich jest 318 z trojgiem dzieci, 150 z czworgiem, 40 z pięciorgiem, trzy z sześciorgiem oraz 15 z siedmiorgiem i więcej dzieci. Najliczniejsza rodzina korzystająca ze wsparcia MOPS liczy 14 osób.
Nie chcą pracować
Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Bielsku-Białej realizuje zadania wynikające z ustaw o pomocy społecznej oraz o świadczeniach rodzinnych, a także w oparciu o obowiązujące uchwały Rady Miejskiej. Wypłaca świadczenia alimentacyjne i dodatki mieszkaniowe, organizuje różnego typu wyjazdy wakacyjne. Rodziny wielodzietne mogą liczyć również na pomoc rzeczową, np. paczki żywnościowo - towarowe oraz wsparcie finansowe na żywność, opał, leki, wydatki mieszkaniowe, odzież, obuwie, bilety socjalne na dojazdy do szkół czy rehabilitację. Ponadto finansowane są gorące posiłki dla dzieci uczęszczających do szkół i przedszkoli.
Oprócz pomocy rzeczowej lub finansowej, podejmowane są także kroki mające na celu skłonienie rodziców do aktywności zawodowej. Członkowie rodzin dotkniętych problemem bezrobocia są kierowani do prac społeczno-użytecznych realizowanych w MOPS i przez Powiatowy Urząd Pracy. Znaczna ich część jednak szybko rezygnuje z zajęcia. Bez starannego wykształcenia zarabiają niewiele. Twierdzą więc, że dla pensji w wysokości kilkuset złotych nie opłaca im się wychodzić z domu. Miesięczny dochód na jednego członka takich rodzin wynosi często 100-200 zł.
Magdalena Dydo
Artykuł wyświetlono 1974 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 7
sciema
A ja dziękuje Bogu za to że wspólnie z żoną wychowaliśmy ośmioro dzieci.wielu nam pomagało dziś spłacamy dług i to my dzielimy się tym co mamy.Zyjemy tym że nasza czwórka dzieci w tym roku zakłada wlasne rodziny. Oj będzie wesolo.
Ewa
tak czytam ten artykuł i czytam i sie zastanawiam, czy to żart? Bardzo powierzchowne liźnięcie tematu, niesamowite upraszczanie, schematyzowanie i szufladkowanie. I jeszcze to: "Ale są też maluchy zaniedbane, niedopilnowane. Mające problemy z odnalezieniem się w grupie - cały czas rywalizują z innymi dziećmi. To dzieci „z przypadku”. Nie są owocem racjonalnej decyzji, lecz konsekwencją nieświadomego współżyc", kurcze, zapewne 60% ludzi rodzi sie na skutek "wpadek". Droga autorko, prosze o celniejsze wyrażanie myśli, bo można kogoś obrazić niechcący. Pozdrawiam:)
tajemniczy
i taka prawda że Ci co są z dobrych domów i mają skonczone studia czy niewiadomo co,to oni sobie potem w zyciu nie radzą bo tak naprawde oni NIC w zyciu nie przezyli,nigdy nie bedą wiedziec co to prawdziwa bieda,zalamanie,brak pracy i perspektyw a w dodatku przyszło by co do czego to Ci po studiach to nie umieli by wbić łopaty do ziemi i nie mieli pojęcia do czego sluży młotek-Taka prawda !!
Ewa
"Wśród rodzin wielodzietnych są też takie, gdzie wprawdzie w domu nie przelewa się, lecz dzieci wychowywane są w klimacie miłości, a rodzice interesują się ich problemami osobistymi oraz postępami w nauce. Maluchy z takich środowisk mogą „wyjść na ludzi”. Potrzebna im jest jednak pomoc z zewnątrz" - autorka lekko przesadziła, wielodzietna nie równa się dysfunkcyjna. Znam setki dzieci z licznych rodziń, które doskonale sobie radzą w szkole i w życiu, mimo że w domu "nie przelewało sie". Określenie : Maluchy z takich środowisk mogą „wyjść na ludzi”. - uważam sa karygodne.
z wielodzietnej
Mam siedmioro rodzeństwa. Oczywiście nie przelewało się u nas, mimo tego czworo z nas ma wykształcenie wyższe (w tym stopień doktora - nauczyciel akademicki), pozostali mają średnie. O dziwo obyło się patologii. Teraz możemy się wspierać i razem swiętować :). mam 35 lat i jestem najmłodszy, lepiej nie mogłem trafić!
olka
ja osobiscie bardzo szanuje "świadomych" rodziców z wieksza gromada dzieci. akurat zawsze spotykalam takie rodziny gdzie porzadek, nauka i dobre wychowanie byly na pierwszym miejscu, a widomo - nigdy sie u nich nie przelewało. pozdrawiam odważnych.

Klauzula informacyjna ›