Niechciane i nielubiane przez właścicieli parapetów i balkonów. Śmiecą, brudzą i nieproszone zadomawiają się niczym sublokatorzy. Pozbyć się ich, przepłoszyć? Nie da rady! Są uparte, wytrwałe i systematyczne.
 
Przyrodę szanować trzeba. Ale co robić, gdy czujemy się, jak bohaterowie filmu Alfreda Hitchcocka?
 
                                     Brudno na Czystej
 
 - Gdy pierwszy raz uwiły gniazdo na moim balkonie, wzruszyłam się - mówi Lucyna, właścicielka mieszkania na siódmym piętrze w bloku przy ulicy Czystej. - Gdy w gniazdku pojawiły się dwa jajka, a z nich wykluły się pisklaki, byłam zachwycona. Ale na tym kończą się pozytywne relacje. Mam balkon ciągle zabrudzony ptasimi odchodami. I ten mało przyjemny zapach...
 
Gdy pisklęta już wyfrunęły z gniazda, starała się znaleźć swoim nieproszonym gościom lokal zastępczy, przenosząc gniazdo na pobliskie drzewo. Nie pomogło. Od siedmiu lat gołębie przylatują na balkon. - Wiosną problem się nasila i jest bardziej dokuczliwy – dodaje lokatorka brudnej kamienicy przy Czystej.
 
Na osiedlu Śródmiejskim jest podobnie. Okienne parapety i balkony są zanieczyszczone. - Mam wrażenie, że stołówkę mają piętro wyżej na parapecie mojej sąsiadki, a załatwiają się na moim balkonie - opowiada Aneta, która od trzech lat prowadzi walkę na dwóch frontach. Jeden tworzy fanka dokarmiająca skrzydlatych, drugi zaś skrzydlaci ze swoimi celnymi strzałami spod ptasich ogonów. - Nie wszyscy kochają gołębie! Chociaż przyjemnie jest słuchać wiosennego gruchania.
 
 - Tak, ...bardzo przyjemne - potwierdza sarkastycznie Tomek mieszkający przy ul. Bohaterów Warszawy. - Ale pod warunkiem, że siedzą na wieży ratusza, a nie na moim parapecie. Po Tomku widać wyraźnie, że okres godowy i lęgowy gołębi zszargał mu nerwy. W uspokojeniu nastroju nie pomaga nawet nasza refleksja, że przecież gołąbek jest picassowskim symbolem pokoju.
 
Czy jest jakieś konstruktywne rozwiązanie gołębiego problemu? Zadzwoniliśmy do Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, lecz rozmowa z administracją nie przyniosła konkretnej porady. Prosili złożyć pismo. Zarząd je rozpatrzy, usłyszeliśmy w słuchawce telefonu.
 
Budynek Urzędu Miejskiego od dawna boryka się z ptasimi „pieczątkami”. - Od lat na parapetach zewnętrznych mamy zainstalowane kolce przeciw ptakom – dowiadujemy się w Wydziale Ochrony Środowiska bielskiego Ratusza. – Niestety, metalowe kolce są często wykorzystywane przez gołębie jako element konstrukcyjny gniazd. Zamontowany na dachu ratusza straszak dźwiękowy, który emituje odgłosy jastrzębia, stał się bliskim kolegą gołębi. Siedzą sobie w jego towarzystwie, mając za nic jego głośne starania.
 
W poszukiwaniu idealnego rozwiązania, aby chronić zabytkową elewację budynku, na obrzeżach dachu ratusza zamontowano specjalny pas pod napięciem. Ptaki czują respekt przed elektrycznym pastuchem i dlatego stały się mniej śmiałe.
 
                                                                           Apetyt na ptasie mleczko
 
Najprostszą metodą na rozbrykane gołębie jest niedokarmianie ptaków, o co od kilku sezonów apeluje Spółdzielnia Mieszkaniowa „Strzecha”. Resztki jedzenia wyrzucane na parapety czy trawniki dodatkowo zaśmiecają nasze podwórka. Na zielonych skwerach osiedla „Złote Łany” dla miłośników ptaków rozstawiono karmniki. Ludzie radzą sobie, jak mogą. Tomek z Bohaterów Warszawy zaopatrzył się w kota, którego nauczył cieszyć się świeżym powietrzem na balkonie. Na razie mruczuś spisuje się doskonale i odstrasza ptaki. Jego właściciel drży jednak, że sierściuch z czasem mógłby zaprzyjaźnić się z gołębiami. Inni rozwieszają na balkonach foliowe worki, które pełnią rolę stracha... na gołębie.
           
Najnowszym pomysłem są siatki maskujące rozpostarte na całej długości i szerokości balkonu. - Pomaga - twierdzi Magda. - Mogę spokojnie wietrzyć pościel i suszyć pranie. Największą radość sprawia mi wiosenne przesiadywanie na balkonie bez nieproszonego towarzystwa gołębi i bez ich organicznych ozdób.
 
A jak to może wyglądać z perspektywy gołębia? Człowiek zabarykadowany w swoim domostwie. Z trzech stron ściany, w oknie zaś kotara oddzielająca od świata. Ludzka klatka(?), której przygląda się odporny na wszystko gołąbek. Przekrzywia zdziwiony łepek i nie wierzy, że futurystyczne wizje właśnie się spełniają. Człowiek w klatce, a gołąbek na wolności. Sterroryzowanym bielszczanom nie do śmiechu, bo nowy sezon gołębiej natarczywości dopiero się rozpoczyna.
           
Po takich ornitologicznych perypetiach nawet największy łasuch może stracić apetyt na ptasie mleczko. Pozostanie rozkoszować się gołąbkami ryżowymi w liściu kapusty.
 
 
                                                                                                                                              Katarzyna Budkiewicz