Dziś rano doszło w Bielsku-Białej do niecodziennego wypadku drogowego. Kobieta podróżująca samochodem wraz z dwuletnim dzieckiem wjechała do przydrożnego stawu. Na pomoc zjechały wszystkie służby ratownicze.

Do wypadku doszło dzisiaj ok. godz.10.10 na ulicy Świtezianki w Bielsku-Białej. Kierująca oplem kobieta na łuku drogi utraciła panowanie nad pojazdem i wjechała do przydrożnego stawu. Na miejsce natychmiast skierowano specjalistyczne służby – policję, straż pożarną i pogotowie ratunkowe.

Strażacy przy pomocy sprzętu ratunkowego pomogli kobiecie i jej dziecku wydostać się z pojazdu. Poszkodowani trafili do szpitala. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Szczegółowe okoliczności wypadku ustalają policjanci bielskiej drogówki.

Rzeczniczka PSP w Bielsku-Białej Patrycja Pokrzywa poinformowała nas, że kobietę i dziecko uratowali dwaj strażacy ochotnicy, którzy akurat przejeżdżali obok.
 
 - Dzisiaj ok. godz.10 na ul. Świtezianki w Bielsku-białej doszło do wypadku samochodowego. Kobieta kierująca pojazdem utraciła panowanie nad pojazdem i wjechała do stawu hodowlanego. W samochodzie "kołami do góry" została uwięziona 30-letnia kobieta z małym dzieckiem. Na całe szczęście, ulicą przejeżdżali dwaj strażacy ochotnicy z OSP Bestwina i OSP Wilamowice. Mężczyźni bez zastanowienia ruszyli z pomocą. Rozcięli pasy bezpieczeństwa i wyciągnęli matkę z dzieckiem. Gdyby nie oni, wypadek ten skończyłby się tragicznie, gdyż strażacy z JRG nie byliby w stanie dojechać na czas - powiedziała rzeczniczka bielskiej straży pożarnej.
 
Nieco później na miejsce dotarły cztery zastępy strażaków, które wyciągnęły samochód ze zbiornika wodnego. Na lustrze wody unosiła się plama oleju, dlatego do wypadku przysłano ciężki samochód ratownictwa chemicznego.
 
mad