Tygrys dla prezesa
W kurortach turystycznych, to norma. Ale w dużych miastach mało kogo stać na taki gest. Dzięki targowaniu możemy zapłacić mniej za rzecz, która miała nas kosztować więcej. A co, jeśli kupujący postępują odwrotnie i podbijają cenę? Wbrew pozorom, to nie takie rzadkie zjawisko, zwłaszcza podczas aukcji na szczególny cel.
Wczoraj popołudniu w V LO w Bielsku-Białej wzięliśmy udział właśnie w takiej specjalnej aukcji. Każda złotówka więcej - a właściwie 10 zł, bo o tyle minimalnie można było podbijać cenę - oznaczała cegiełkę dołożoną do budowy nowego bielskiego hospicjum. Aukcja charytatywna, z której zyski przeznaczono na Salwatoriańskie Stowarzyszenie Hospicyjne odbyła się już po raz trzeci i – jak zapewniają organizatorzy – nie ostatni.
Imprezę rozpoczęło wystąpienie dyrektora szkoły Mirosława Frączka. Później głos zabrał ksiądz ze stowarzyszenia, który podziękował za pomoc i ofiarność. Tego dnia licealna stołówka przemieniła się w salą aukcyjną. Wśród gości przeważali rodzice uczniów oraz nauczyciele „piątki”. Ale nie wszystkie twarze były anonimowe. W oczy rzucał się bielski radny Janusz Okrzesik, który prowadził aukcję. Nieopodal siedział jego kolega z Ratusza, przewodniczący Rady Miejskiej Jarosław Klimaszewski.
Kto da więcej?!
Po części oficjalnej i krótkim programie artystycznym przyszedł czas na zabawę, dla której tego dnia wszyscy przyszli na stołówkę. Pierwszy krótki bój zakończył się zwycięsko dla prezesa Klimaszewskiego, który za 60 zł zlicytował piękne, niebieskie korale. Nieco później za 85 zł zakupił kolczyki. Wierzymy, że oba fanty - dla żony.
Hojność licytujących rosła wprost proporcjonalnie do ilości żartów i dowcipnych puent prowadzącego. Szybciutko zatem przekroczono magiczną granicę 100 zł. Potem było 200, 300, 400… Przy 450 zł był postój. Taką właśnie wartość osiągnął rysunek Lecha Helwiga. Jego szczęśliwym nabywcą został ... Jarosław Klimaszewski. Obiektem równie dużego zainteresowania - choć uzyskał niższą cenę - był obraz Floriana Kohuta, który za 420 zł zakupiła pewna pani.
Poziom wczorajszej aukcji można śmiało nazwać światowym, gdyż licytowane były również ręcznie malowane jajko wielkanocne z Ukrainy, zawieszka na klucze z Ekwadoru, grecka czarka z popielniczką oraz naszyjnik z Pakistanu.
Szczęśliwe numerki
Na sali było parędziesiąt osób, ale tylko 35 numerków brało udział w licytacji. Teoretycznie, każdy miał szanse wygrać, ponieważ do aukcji zgłoszono 60 przedmiotów. Szczególnie dobrze bawiło się kilka osób, które zawzięcie walczyły ze sobą, aby wydać jak najwięcej swoich pieniędzy. Dużą część licytowanych fantów stanowiły zdjęcia, w tym autorstwa uczniów „piątki”. Sporo było też obrazów i przedmiotów wykonanych lub ozdobionych własnoręcznie, np. filiżanki, lustra, itd.
Odnotowano kilka sytuacji kryzysowych, kiedy do góry nie wędrował żaden numerek. Do przestojów dochodziło pomimo usilnych agitacji ze strony prowadzącego, który zachęcał kupca poprzedniej filiżanki, aby zechciał zainteresować się także kolejną – do kolekcji. Wtedy dżentelmeni z Ratusza dzielnie stawali na wysokości zadania. Czasem radny Okrzesik osobiście zlicytowywał mało popularne przedmioty, w kilku kolejnych przypadkach zaś przewodniczący Klimaszewski zakupił niechciane przez innych, aczkolwiek piękne dzieła. Wśród nich naszą uwagę zwrócił haftowany tygrys bengalski.
Oprócz tych najhojniejszych, najbardziej zawziętych i najczęściej licytujących osób, na sali wyróżniała się najmłodsza uczestniczka aukcji. Oceniając „na oko”, nie przekraczała metra wysokości. Czteroletnia Maja zakochała się w obrazie „Dziewczynki z gołębiem” i zdobyła go za – bagatela - 200 zł. Oczywiście, sponsorami i formalnymi właścicielami numerka byli rodzice owej młodej damy.
6 tys. zł - cena za godną śmierć
Zaraz po wystawieniu i sprzedaniu ostatniego przedmiotu obliczono kwotę, którą uzyskano z aukcji. Jest to prawie 6 tys. zł. Do tego trzeba doliczyć dochód w wysokości ok. 1000 zł z kiermaszu i drugie tyle z loterii. Tym samym pobity został zeszłoroczny rekord. Dzięki tej hojności schorowani ludzie będą mogli przez ostatnie lata życia godnie żyć w hospicjum, a potem godnie umierać.
Po zakończeniu aukcji przewodniczący Klimaszewski śmiał się, że tygrys zawiśnie na honorowym miejscu w jego domu. Natomiast Janusz Okrzesik odetchnął z ulgą, że nie będzie musiał już więcej dokładać do licytacji z własnej kieszeni. Doktor najwidoczniej przejął się złośliwymi plotkami, wedle których jeśli nie zbierze co najmniej takiej kwoty, jak w zeszłym roku, to będzie musiał dopłacić różnicę.
Magdalena Dydo
Artykuł wyświetlono 1830 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również

Klauzula informacyjna ›