Do końca pierwszoligowego sezonu pozostało 11 kolejek, a sytuacja piłkarzy Podbeskidzia staje się coraz bardziej zawiła. Bielszczanie mają tylko punkt przewagi nad strefą spadkową i w najbliższym meczu zagrają z nożem na gardle.
 
Podopieczni Roberta Kasperczyka muszą wreszcie zacząć wygrywać na swoim boisku. Z kim przełamać fatalną passę, jeżeli nie z czerwoną latarnią w ligowej stawce, Stalą Stalowa Wola? W tym sezonie„Stalówka” wygrała zaledwie raz. Miało to miejsce 16 września ub.r., kiedy Stal pokonała u siebie Sandecję Nowy Sącz 2:0. W wyjazdowych potyczkach podopieczni Janusza Białka zanotowali pięć remisów i sześć porażek. W sumie w 22 meczach ekipa ze Stalowej Woli zgromadziła zaledwie 11 punktów.
 
Zespół Stali całkiem nieźle radził sobie natomiast w bieżącej edycji Pucharu Polski, eliminując z tych rozgrywek Lecha Poznań. Na wiosnę ostatni zespół pierwszoligowej stawki nie zaskakuje swoich sympatyków i nadal radzi sobie kiepsko. W trzech tegorocznych potyczkach „Stalówka” zgromadziła tylko jeden punkt, gdy dzięki wyjazdowemu remisowi z GKS Katowice 1:1.
 
Podbeskidzie coraz szybciej zmierza ku pozycji zajmowanej przez Stal. Bielszczanie mają zaledwie jedno „oczko” przewagi nad znajdującym się w strefie spadkowej Zniczem Pruszków. Komplet punktów w meczu z ekipą Janusza Białka jest więc bezwzględnie potrzebny. W poprzedniej rundzie ówcześni podopieczni Marcina Brosza pokonali rywala 4:2.
 
Oby w tym meczu Podbeskidzie przełamało fatalną passę spotkań bez zwycięstwa na swoim boisku i tym samym rozpoczęło marsz w górę tabeli. Ostatni tryumf bielszczan przy Rychlińskiego miał miejsce 19 września ub.r. w pojedynku z Dolcanem Ząbki (4:0). Sobotni mecz Podbeskidzie – Stal rozpocznie się o godz.16.
 
pH