Lekcja ekonomii w czasach kryzysu
W bielskiej filii GE Power Controls sprawy nie mają się różowo. Z powodu globalnego kryzysu pracodawca zdecydował się na ostre cięcia budżetowe. Do pracowników drogą elektroniczną docierają coraz to gorsze prognozy. Najbardziej ich niepokoi łamanie obietnic złożonych wcześniej związkom zawodowym przez zarząd.
W oparciu o ostatnie analizy dyrektor Grzegorz Konior informuje, że sprzedaż w pierwszym kwartale br. będzie o ok. 30 proc. niższa niż planowano. Przekłada się to m.in. na spadek ilości pracy na poszczególnych oddziałach. Obecnie ok. 120 osób nie ma w zakładzie konkretnych zadań do realizacji. Jak nieoficjalnie dowiedział się nasz portal, dyrekcja fabryki szacuje, że w pierwszym kwartale koszty ogólnozakładowe będą za wysokie o ponad 2 mln zł.
W takiej sytuacji nadrzędnym celem kierownictwa firmy jest optymalizacja kosztów i ochrona miejsc pracy. Zgodnie z informacjami udzielonymi pracownikom, zarząd przygotował plan oszczędnościowy, którego celem jest zmniejszenie dysproporcji między przychodami i kosztami. Wstrzymano wszystkie zakupy nie związane z bezpośrednią realizacją zadań produkcyjnych. Materiały zapasowe nie będą już gromadzone. Do niezbędnego minimum ograniczono zakupy artykułów biurowych, zalecając przy tym redukcję zużycia papieru oraz tonerów do drukarek.
Maszyny, monitory, komputery i oświetlenie na terenie zakładu mogą być włączone tylko podczas użytkowania. Ma to na celu zmniejszenie kosztów zużycia energii elektrycznej. Remonty i naprawy ograniczono do usuwania awarii oraz - w drugiej kolejności - do niezbędnych przeglądów. Wstrzymano również wszelkie wyjazdy i delegacje służbowe. Pracownicy nie mają możliwości pracy w nadgodzinach. W wyjątkowych przypadkach zgodę na nadgodziny może udzielić dyrekcja. Załodze zalecono również wykorzystanie zaległych oraz bieżących urlopów. Obliczono, że powyższe zabiegi mogą obniżyć koszta o 250 tys. zł. To zaledwie jedna ósma potrzebnej kwoty!
Osoby zatrudnione w bielskim zakładzie GE od dłuższego czasu nie mogą spać spokojnie. Pani Justyna z działu kadr prosi o anonimowość. Jak wielu, obawia się utraty stanowiska. Dlatego w żaden sposób nie chce narazić się dyrekcji. Powiedziała nam że, kadry otrzymały z zarządu polecenie zmniejszenia naliczania Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Zmiany nie powinny zakłócić funkcjonowania ZFŚS. Oznaczają jednak minimalizację nakładów na rozrywkę pracowników. Od tej pory koniec z biletami do teatru i kina oraz wszelkimi świadczeniami kulturalno-oświatowymi.
- To jeszcze można przeżyć - komentuje kadrowa. - Bardziej niepokojące jest łamanie obietnic złożonych przez zarząd związkom zawodowym. Na przełomie lutego i marca br. wymiar czasu pracy został obniżony o jeden dzień, obligatoryjny dla wszystkich pracowników. Do wybrania według wymagań pracodawcy. Jeżeli sytuacja nie ulegnie zmianie, kierownictwo fabryki rozważy także obniżenie wymiaru czasu pracy w drugim kwartale.
Związki zawodowe zadeklarowały pomoc w egzekwowaniu urlopów wypoczynkowych za rok bieżący w liczbie minimum dwóch dni do końca pierwszego kwartału. Rozważano ponadto wprowadzenie jednego dnia urlopu bezpłatnego na kwartał. Zarząd już w marcu chciał przeforsować kolejny przymusowy dzień bez pracy i bez płacy. Ale koszty wciąż pozostają za wysokie o około 550 tys. zł.
Ostatnio grupa pracowników zawarła z pracodawcą porozumienie, w którym zmniejszono ich etat pracy do siedmiu ósmych. Niektórzy będą pracować w tym cyklu do końca maja, inni zaś do końca kwietnia. Znienacka posypały się też zwolnienia. Dział kadr nie chce podać ilu pracowników zwolniono, ponieważ dane, które posiada obejmują tylko członków związków zawodowych.
- Strategie zarządu koncernu są dość zmienne – dodaje wieloletnia pracownica dawnej Apeny. - W całej Europie firma pozbywała się zakładów produkcyjnych. Dlatego kilka miesięcy temu także bielska fabryka była wystawiona na sprzedaż. Na skutek kryzysu wycofano się jednak z tego planu. Bankowość GE Money ucierpiała na tyle, że spółka musiała wesprzeć się produkcją, w tym sekcji GE Power Controls.
Na początku więc kryzys nawet dopomógł pracownikom z Bielska-Białej. Ale nie na długo. W efekcie finansowego załamania, gwałtownie odwołano zamówienia, a ich brak oznacza brak sprzedaży. Zaplanowane w grudniu 2008 roku dostawy wycofano już z początkiem stycznia. W zaistniałej sytuacji związki zmuszone zostały zgodzić się na zwolnienia pracowników. Na razie tylko tych, którym już teraz przysługują świadczenia emerytalne.
- Najbardziej boli mnie fakt, że nie wszyscy pracownicy są równo traktowani – podkreśla pani Alicja, która pracuje w zakładzie od 23 lat. - Jest kryzys, nie ma zamówień, a ludzie na produkcji nie mają praktycznie nic do roboty. Mimo to są zatrudnieni na pełny etat. Tymczasem nasz dział nie tylko ma pracę cały czas, lecz nawet odczuwalnie zwiększyła nam się ilość obowiązków. Niestety, możemy pracować tylko siedem godzin dziennie. Wiele osób twierdzi jednak, są to dopiero początki złego.
PS. Imię pracownicy działu kadr zostało zmienione.
Bożena Migdał
Artykuł wyświetlono 3242 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 13
wazyl
dyrektor fabryki nie jest nawet dobrze wychowany ,jego zastępcy po licenciatch myślą tylko o własnej pensji,kosztem zwolnień pracowników fizycznych.Nieudacznicy ,nie widzą dalej niż czubek własnego nosa oszczędności niech zaczną od swoich gigantycznych zarobków.
morsio
Ktoś ma ewidentny uraz do GE któremu upust daje w tym artykule. Mężuś pracuje w GE ?? Chłopak ??
bedar8
Witam zgadzam się że trenkwalder to było niezłe przegięcie z całego tego kryzysu może cieszyć to że tacy pośrednicy znikną na zawsze
G
Temat bardzo smutny.Jednak najbardziej "rozłożyła" mnie "Anonimowa pracownica działu kadr...(mimo PS-a na dole)
byly
GE to nie od dzis firma niezbyt przyjazna dla pracownika. Praca tam, w szczegolnosci na stanowiskach fizycznych przez Trenkwaldera to byl ostry wyzysk.
Jan Kowalski
Po przeczytanie tego tendencyjnego artykuły, można jedno stwierdzić, NAJLEPIEJ TO ZLIKWIDOWAĆ ZAKŁAD i wszyscy będą zadowoleni, bo będzie po równo. Z całą pewnością dyr. fabryki jest mądrym człowiekiem. Mało kto sobie zdaje sprawę, że dużo złej roboty, w obecnej sytuacji, robią związki zawodowe, które, jak zwykle, nie widzą dalej niż czubek własnego nosa!!!Zamiast wspierać decyzje zarządu, zmierząjące do ochrony firmy, robią krecia robotę, która może doprowadzić do zwolnienia zdecydowanie wiekszej ilości pracowników.
niezarejestrowana
smutne jest to że jest podział na lepszych i gorszych, chyba większe oszczędności byłyby dla zakładu jakby wszyscy pracownicy dostali 7/8 etatu (jak kryzys to chyba ogólnie, dla wszystkich) pracownicy umysłowi czy tzw.produkcyjni też? ciekawe czy jak tak dalej pójdzie to bedzie na podmiankę następni na 7/8 , a Ci dotychczasowi (gorsi, pośrednio-produkcyjni) na pełny etat? miejmy nadzieję że będzie lepiej :) w Fiacie i innych zakładach Bielska było fatalnie a podobno drgnęło, poprawiło się jesli chodzi o zamówienia i zatrudnienie, zatrudnili pracowników "wypożyczonych", oby w GE nastały (stare) lepsze czasy.
admin
ciekawe tylko dlaczego zwolnienia pracowników dotkneły tylko produkcie a nie z inne działy takie jak pracownicy któży usprawniają produkcię; biurowiec czy dział planowania

Klauzula informacyjna ›