Obniżki cen w sklepach są zjawiskiem tak samo powszechnym, co zagadkowym. Niektóre przeceny są oczekiwane całą zimę, inne pojawiają się nagle, nie wiadomo skąd i dlaczego. Jeszcze inne trwają cały rok. Badaniem wpływu wyprzedaży i obniżek na konsumentów zajęli się nawet psychologowie i socjologowie. O co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi? Jak to o co? Jasne, że o kasę!
Chcieliśmy sprawdzić, z jakich powodów w bielskich sklepach ogłaszane są promocje, gdzie są największe i kiedy można na nie natrafić. Ale okazuje się, że ile branż, ilu właścicieli oraz ile sklepów – tyle rozwiązań i odpowiedzi.
Raj dla zakupoholików
Na początek przyjrzeliśmy się sklepom z odzieżą. W tym wypadku największą gratką dla zakupoholików są sezonowe przeceny. Kiedy się zaczynają, jaką mają wysokość oraz jak długo trwają - wie właściwie każdy klient. Wielkich 30%, 50% czy nawet 70% na wystawach nie da się po prostu nie zauważyć. Kuszą do czasu aż w sklepie pojawi się aktualna kolekcja.
Pojedyncze ciuszki doczekują się przeceny, jeśli przez dłuższy czas nie da się ich sprzedać. Zalegają w magazynach lub na sklepowych półkach czy wieszakach i zupełnie nie pasują do nowej dostawy. Wtedy sweterek możemy kupić za połowę jego pierwotnej ceny. Albo jeszcze taniej. Nikt chyba nie ma złudzeń, że sprzedawca dokłada do naszego zakupu. Marża nakładana przez sklepikarzy jest tak duża, że nawet wielkie upusty wciąż im się opłacają.
Jeżeli będziemy mieli szczęście, to może nawet uda nam się zakupić przeceniony towar z najnowszej kolekcji. Ale tylko jeśli będzie poplamiony, guzik mu krzywo wszyją albo znajdziemy gdzieś małą dziurkę. Szczęście przy kasie nas nie ominie także, gdy na półce natrafimy na ostatnią sztuką w kolekcji.
Poproszę kilo zczerniałych bananów
Spożywczaki stanowią odrębną kategorię w tym zestawieniu. Dlatego, że im coś jest tańsze, tym trudniej to przecenić. Bo małych różnic cenowych klient nie zauważa, a większych nie można dać, bo będzie się stratnym. Mimo to również w sklepach z żywnością zdarzają się przeceny. Na warzywnym za pół ceny można kupić lekko zczerniałe banany lub tylko troszkę obite pomidory. Także po kosztach sprzedawane są artykułu z kończącym się terminem ważności, tudzież wczorajsze drożdżówki. Pozostałe gratisy i super oferty zazwyczaj nie są inicjatywą sklepikarzy - pochodzą wprost od producenta.
 Czy promocje obowiązują także na sprzęt RTV lub AGD? Można by rzec - nie „także”, lecz przede wszystkim! Bielscy handlowcy oferują klientom permanentne obniżki w tej branży. Przechadzając się po sklepie w poszukiwaniu pralki, przy każdym egzemplarzu widzimy przekreśloną cenę, a pod nią nową, czasem nawet kilkaset złotych niższą. Kto uwierzy, że pierwotna cena kiedykolwiek obowiązywała?
Na stoiskach z elektroniką nie ma reguły, czy towar jest zleżały czy też świeżo przywieziony z fabryki. Grunt, żeby klient myślał, że oszczędza. Wtedy kupi pralkę nawet wówczas, gdy jej nie potrzebuje. W końcu kilka stów piechotą nie chodzi, a oferta ważna jest tylko do końca roku (ale którego? - tego już nie napisano).
Promocja potrwa tylko… 12 miesięcy
Podobnie jest z kosmetykami. Jedna z klientek opowiedziała nam o tym, jak rok temu zobaczyła w bielskiej drogerii przecenę na dezodorant. Zadowolona z okazji, że zaoszczędzi parę złotych kupiła kosmetyk. Gdy dezodorant zużył się, udała się w to samo miejsce z nadzieją na równie atrakcyjną cenę. Nie zawiodła się - ponownie trafiła na promocję. Kiedy i ten kosmetyk się zużył, klientka znów zajrzała do znajomego sklepu. Przywitał ją czerwony napis PROMOCJA i przekreślona cena. Ten sam napis i ta sama cena, co przed rokiem!
Zasada, wedle której towar im starszy, tym tańszy nie obowiązuje w branży samochodowej. Reklamom informującym o pojawieniu się nowego modelu towarzyszą często równie duże reklamy o obniżkach cen na to cacko. Z tym, że prawdopodobnie kolejną promocję salon ogłosi za parę miesięcy przy okazji dni otwartych, a następną pod koniec roku. Najnowsze roczniki będą najnowsze jedynie do grudnia. Dlatego wcześniejsza wyprzedaż bardziej się dealerom opłaci. „Zeszłoroczny model” brzmi znacznie gorzej i stąd jego cena będzie musiała być odpowiednio niższa.
Kolekcjonerzy pralek
Przeceny, obojętne czy sezonowe czy całoroczne, są wypróbowanym sposobem na zwabienie klienta. Dlatego ustalanie wyższej ceny (która de facto nigdy nie obowiązywała) tylko po to, żeby ją anulować i wstawić nową, atrakcyjniejszą, jest zjawiskiem bardzo częstym. Organizowanie wyprzedaży „do końca tygodnia” , gdy tymczasem trwa ona miesiąc, to też żadna nowość. „Dwa w cenie jednego” lub „jeden gratis przy zakupie dwóch” są banalnymi sloganami marketingowymi. Inna sprawa, że akurat takich reklam nigdy w salonach samochodowych nie wywieszają...
Czy możemy się bronić przed infantylna reklamą? Nie dać sobą manipulować? Przeciwstawić się tej konsumpcyjnej machinie? Oczywiście, że możemy. Tylko po co? Ignorowanie nachalnych i ogłupiających akcji promocyjnych nie ma większego sensu. Bo w końcu gdzieś zakupy musimy robić. Grunt, żebyśmy byli świadomymi klientami i nie wierzyli ślepo w wielkie procenty wiszące na sklepowych wystawach.
Jeśli poszukiwanie najlepszych ofert potraktujemy jako dobrą zabawę oraz chęć dokonania przemyślanego i opłacalnego zakupu, to dobrze. Gorzej, kiedy czyhanie na kolejną „okazję” staje się naszą obsesją. W końcu o ile trzy telewizory w domu nie są zjawiskiem całkiem nadzwyczajnym, to zakup trzeciej pralki - nawet za pół ceny – będzie z pewnością wyrazem ekscentryczności jego mieszkańców.
 
                                                                                                                                                Magdalena Dydo