Od pewnego czasu do niektórych bielskich sklepów trzeba przyjść z własną torbą na zakupy. W innym przypadku kasa obciąży nas należnością za tzw. torbę ekologiczną lub poniesiemy produkty w garści. Czy taka praktyka cofa nas w rozwoju cywilizacyjnym do czasów zgrzebnego PRL? Czy może przeciwnie – to kolejny etap naszego rozwoju jako świadomego społeczeństwa proekologicznego?
 
Starsi czytelnicy zapewne pamiętają, jak w Polsce Ludowej chodziło się do sklepu z własną siatką z żyłki wędkarskiej. Przez duże oka torby każdy mógł zobaczyć, co udało się kupić sąsiadowi. Obiektem pożądania były wtedy kolorowe reklamówki przywożone z Zachodu. Podobne można było kupić za parę centów w Peweksie lub Baltonie. Choć luksus cuchnął petrochemią, reklamówka była synonimem wysokiego statusu materialnego.
 
Gdy więc po 1990 roku torby plastikowe zagościły na dobre w zwyczajnych polskich sklepach, odebraliśmy ten fakt jako naturalne dobrodziejstwo towarzyszące handlowi w warunkach kapitalizmu. Przy kasie każdy klient otrzymywał za darmo dowolną ilość tzw. toreb jednorazowych, do których pakował zakupiony towar. Reklamówki były różne. Czasem kolorowe i trwałe, a czasem z lichej folii i bez żadnego nadruku, jakby reklamowały wyłącznie same siebie. W obu przypadkach miały podstawową zaletę: po prostu były.
 
Ostatnio niektóre bielskie sklepy zrezygnowały jednak z rozdawania uznanych symboli kapitalistycznego luksusu. W zamian proponują zakup tzw. toreb ekologicznych za 5-20 groszy od sztuki bądź znacznie droższych toreb wielokrotnego użytku. Idea jest tyleż prosta, co oczywista. Stare reklamówki wyprodukowane były z tworzyw uciążliwych dla środowiska. Nowe zaś zawierają specjalny dodatek, dzięki któremu proces biodegradacji przebiega znacznie szybciej. W tej sytuacji dyskusji być nie powinno - nowoczesność zawsze kosztuje.
 
Ale dyskusja jest. Nie dotyczy rzecz jasna idei, lecz metod obciążania klientów kosztami ochrony środowiska. Czy nośne pod względem społecznym hasła ekologiczne stały się dla niektórych handlowców źródłem nienależnych zysków? Z takim pytaniem zwróciliśmy się do inspekcji handlowej, która jest ustawowo zobowiązana m.in. do nadzoru nad sklepami detalicznymi.
 
 - Zgodnie z przepisami krajowymi oraz europejskimi – powiedział nam szef bielskiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej Krzysztof Tatarczuch – sklep ma obowiązek dostarczenia klientowi opakowania do żywności sprzedawanej luzem. Takie torby muszą być bezpłatne i jeśli ktoś żąda za nie pieniędzy, to działa wbrew prawu. Zasada ta dotyczy np. pieczywa, owoców lub warzyw.
 
Troskę o środowisko bielski handel przejął od innych polskich miast, w których sklepy zaprzestały rozprowadzania tradycyjnych toreb plastikowych. Podobno pierwsza była Łódź. Carrefour zaczął nawet realizować specjalną akcję Z Miłości do Środowiska, dzięki której do sklepów tej sieci wprowadzono ekologiczne torby jednorazowe oraz płócienne wielokrotnego użytku. Pierwsza kosztuje 20 gr. Cena tych drugich zaczyna się od 2,5 zł. Jeżeli klient nie zapłaci i nie posiada własnego opakowania – poniesie towar w garści.
 
Jak poinformowała nas Joanna Buczek z Carrefoura na Sarnim Stoku, klienci nie otrzymują darmowej jednorazówki ze względu na przyjętą przez firmę strategię „odpowiedzialnego ekologicznie biznesu”.
 
 - Nie ma żadnych podstaw prawnych, które na sklep samoobsługowy nakładałyby obowiązek wydawania klientom opakowań na zakupy – poinformowała nasz portal pani Joanna. Wyjaśniła nam też, że obowiązek taki istniał do końca 2002 roku, lecz został anulowany ustawą o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej.
 
Równie troskliwy o środowisko jest Lidl. Sieć posiada w ofercie kilka toreb wielokrotnego użytku w cenie 0,22-3,99 zł. Niezależnie od tego – jak deklaruje Monika Koniecka-Kummerow z zarządu polskiego Lidla – klienci mogą otrzymać przy kasie tradycyjne torby jednorazowe.
 
O ekologii pamięta także Auchan, lecz kosztami tej pamięci nie obciąża klientów. Auchan jest w Europie znany z tego, że wyręcza konsumentów w pakowaniu zakupów do toreb. Obecnie sieć stopniowo wymienia reklamówki na proekologiczne, ale tak jak dotychczas nie zamierza pobierać za nie żadnych opłat. Dzięki składnikowi TDPA w folii nowych toreb, plastik w kontakcie z tlenem rozkłada się szybciej, w tym przypadku w dwa lata (według innych źródeł, wystarczy rok). Podobne rozwiązania stosowane są w innych branżach. Jeden z producentów pakuje tabletki do zmywarek w folię podlegająca szybkiej biodegradacji. Tabletki wkłada się do urządzenia bez wyjmowania z folii. Ta pod wpływem wody błyskawicznie się rozkłada.
 
 - W ub.r. nowe torby testowały trzy warszawskie placówki naszej sieci – mówi Dorota Patejko z zarządu polskiego Auchan. – Sprawdziły się. Szybko się rozkładają, a jednocześnie są wytrzymałe. Mam informację, że do końca marca bielski sklep zużyje zapasy starych opakowań. Od kwietnia zacznie więc używać jednorazowych toreb ekologicznych. Rzecz jasna, będą gratis.
 
Dodatkowych opłat za reklamówki zawierające składnik TDPA nie pobiera też Tesco. W sklepie przy Jutrzenki od kilku tygodni kasy wydają nowoczesne torby jednorazowe. Dodatkowo istnieje możliwość zakupu różnych opakowań wielokrotnego użytku. Jedną z nich, jutową można bezpłatnie wymienić na nową po zużyciu starej.
 
Modę na ekologię oraz przełom technologiczny w kasach dużych sklepów wykorzystują mniejsze placówki handlowe. Ich obsługa żąda często ekstra opłaty za zapakowanie towaru do jednorazówki. Problem w tym, że są to niekiedy stare torby foliowe, które wcześniej rozdawano bezpłatnie. Z takim procederem spotkaliśmy się osobiście w pewnym sklepie przy ul. Konopnickiej.
 
 - Wiele osób skarży nam się na sklepy, które nie dają już klientom toreb za darmo - tłumaczy dyrektor Tatarczuch z inspekcji handlowej. - Proszę jednak pamiętać, że opakowanie jest takim samym towarem, jak każdy inny. Być może więc wraz z rezygnacją z torby handlowiec zmniejszył też marżę na swój towar?
 
W każdym przypadku sprzedaż torby powinna być zaksięgowana. W innym razie sprawą powinny zainteresować się służby podatkowe.
 
 
                                                                                                                                                            Robert Kowal