Bielscy strażacy uważają, że w naszym rejonie najbardziej zagrożone powodzią są Czechowice-Dziedzice i Jasienica. "Czarnymi punktami" w Bielsku-Białej są skrzyżowania ulicy Partyzantów z Karpacką i Andersa. Gdzie jeszcze może nas podtopić?

Wczoraj w siedzibie PSP przy ul. Leszczyńskiej w Bielsku-Białej odbyło się spotkanie dziennikarzy z kierownictwem komendy. Oprócz podsumowania roku ubiegłego, komendant Adam Caputa poinformował także o planach na rok 2010. Z uwagi na obecną sytuację pogodową nie obyło się bez pytań o ewentualne zagrożenie powodziowe. Newralgiczne punkty w naszym rejonie znajdują się głównie w Jasienicy i Czechowicach-Dziedzicach. W Bielsku-Białej za takie "czarne punkty" uznano skrzyżowania Partyzantów z Karpacką i Partyzantów z Andersa.

Przypomnijmy, w czerwcu zeszłego roku to jedno z głównych bielskich skrzyżowań stało się wielką kałużą albo raczej małym jeziorkiem, które zupełnie sparaliżowało ruch w tym rejonie miasta. Właśnie wtedy w ciągu kilku dni strażacy interweniowali ok. 600 razy! Innymi przyczynami licznich interwencji były silne wiatry w lutym i intensywne opady śniegu w październiku. Tym sposobem strażacy z Bielska-Białej zajęli drugie miejsce pod względem ilości interwencji w woj. śląskim. Bardziej zapracowani byli tylko ich koledzy z Częstochowy.

Komendant Caputa poinformował o planach na rok obecny. Za niespełna miesiąc ma się rozpocząć montowanie ścieżki w komorze dymowej. Będzie to miejce, gdzie strażacy mogą ćwiczyć w warunkach bardzo zbliżonych do tych, które spotykają podczas akcji w terenie. W nieco odleglejszych planach jest też budowa komory żarowej.

Komendantowi marzy się... nowa drabina. Obecnie bielska jednostka dysponuje dwiema: 37-metrowa jest z 1992 roku, a 30-metrowa z roku 1978 i bardziej pasuje do Muzeum Pożarnictwa niż do akcji ratunkowej. Nowa drabina kosztuje ok. 2 mln zł. Być może strażaków wesprze finansowo w tej sprawie bielski samorząd.

mad