Wczoraj wieczorem protest pielęgniarek przybrał niebezpieczną formę. Siostry odeszły od łóżek pacjentów. Jest to wynik fiaska rozmów z dyrekcjami szpitali i wojewodą. Pielęgniarki zapowiadają zaostrzenie protestu.

Wczoraj o godz.14.00 odbyło się spotkanie "zwaśnionych" stron. Wojewodę reprezentował jego zastępca, Adam Matusiewicz. Niestety, rozmowy nie przyniosły rezultatów oczekiwanych przez pielęgniarki. W rezultatacie o godz.19.00 kilkaset sióstr odeszło od łóżek pacjentów.

Protestujące zapowiedziały, że będą pomagać pacjentom tylko w procedurach ratujących życie. Oznacza to bardzo trudną sytuację dla szpitali i konieczność podjęcia radykalnych kroków przez ich dyrekcje. Głównym żądaniem pielęgniarek są podwyżki płac. Siostry domagają się też zaprzestania ich rzekomej dyskryminacji.
 
 - Wbrew pozorom, wczorajsze rozmowy coś przyniosły - mówi Izabela Pilarz, szefowa Międzyzakładowej Organizacji Związkowej Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych z siedzibą w Bystrej. - Wojewoda przekonał się, że dyrektorzy mijali się z prawdą, jakoby szpitale nie miały pieniędzy. Okazuje się, że sa środki na podwyżki dla specjalistów o 3 ty. zł i na podnoszenie kontraktów, a dla pielęgniarek nie ma.

Pilarz zapowiedziała zaostrzenie protestu.

mad