Czujki na wagę życia
Minionej doby bielscy strażacy znowu gasili palącą się w kominie sadzę i byli wzywani do pomiarów tlenku węgla. Wady urządzeń grzewczych mogą być śmiertelnie niebezpieczne, dlatego strażacy radzą, aby uzbroić się w specjalne czujki dymu.
Minionej doby strażacy dwukrotnie wyjeżdżali do pomiarów stężenia tlenku węgla - na ul. Sterniczej i Żywieckiej w Bielsku-Białej. Dwukrotnie też gasili pożar sadzy w kominie - na ul. Kossaka w naszym mieście oraz na Myśliwskiej w Jaworzu. Tym razem na szczęście wszystko skończyło się dobrze, ale w tym sezonie grzewczym doszło już do kilku groźnych zdarzeń tego typu, w wyniku których zatrute czadem osoby trafiły do szpitala.
Strażacy informują, że aby uniknąć takich tragicznych sytuacji najważniejsze jest dokonywanie okresowych kontroli instalacji grzewczych. Ale dodatkowym zabezpieczeniem może być kupno specjalnego czujnika. - Czujka dymu jest podstawową wersją detektora przeznaczoną do monitorowania pomieszczeń zagrożonych emisją tlenku węgla. Kontrola polega na cyklicznym
pomiarze, np. co 30 sekund, stężenia tego gazu w pomieszczeniu. Przekroczenie dopuszczalnego poziomu CO sygnalizowane jest optycznie i akustycznie. Montaż urządzenia można wykonać samodzielnie, bez konieczności wzywania specjalistycznych firm - opowiada Patrycja Pokrzywa, rzeczniczka Komendy Miejskiej PSP w Bielsku-Białej.
Czujki dymowe montuje się głównie w kuchni, pokoju dziennym, salonie, łazience, kotłowni, ogólnie rzecz ujmując w miejscach, gdzie występuje kominek, gazowy podgrzewacz, itp. Ceny czujek zmieniają się oczywiście w zależności od ich zaawansowania, czy ilości funkcji, ale średni koszt tego urządzenia, które możne nam uratować życie, to ok. 100 zł.
Tylko do początku lutego bielscy strażacy mieli aż 65 interwencji związanych z pomiarami CO oraz jechali do 41 pożarów wynikających z wad urządzeń grzewczych.
Minionej doby strażacy dwukrotnie wyjeżdżali do pomiarów stężenia tlenku węgla - na ul. Sterniczej i Żywieckiej w Bielsku-Białej. Dwukrotnie też gasili pożar sadzy w kominie - na ul. Kossaka w naszym mieście oraz na Myśliwskiej w Jaworzu. Tym razem na szczęście wszystko skończyło się dobrze, ale w tym sezonie grzewczym doszło już do kilku groźnych zdarzeń tego typu, w wyniku których zatrute czadem osoby trafiły do szpitala.
Strażacy informują, że aby uniknąć takich tragicznych sytuacji najważniejsze jest dokonywanie okresowych kontroli instalacji grzewczych. Ale dodatkowym zabezpieczeniem może być kupno specjalnego czujnika. - Czujka dymu jest podstawową wersją detektora przeznaczoną do monitorowania pomieszczeń zagrożonych emisją tlenku węgla. Kontrola polega na cyklicznym
pomiarze, np. co 30 sekund, stężenia tego gazu w pomieszczeniu. Przekroczenie dopuszczalnego poziomu CO sygnalizowane jest optycznie i akustycznie. Montaż urządzenia można wykonać samodzielnie, bez konieczności wzywania specjalistycznych firm - opowiada Patrycja Pokrzywa, rzeczniczka Komendy Miejskiej PSP w Bielsku-Białej.
Czujki dymowe montuje się głównie w kuchni, pokoju dziennym, salonie, łazience, kotłowni, ogólnie rzecz ujmując w miejscach, gdzie występuje kominek, gazowy podgrzewacz, itp. Ceny czujek zmieniają się oczywiście w zależności od ich zaawansowania, czy ilości funkcji, ale średni koszt tego urządzenia, które możne nam uratować życie, to ok. 100 zł.
Tylko do początku lutego bielscy strażacy mieli aż 65 interwencji związanych z pomiarami CO oraz jechali do 41 pożarów wynikających z wad urządzeń grzewczych.
mad
Artykuł wyświetlono 869 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 0
brak komentarzy

Klauzula informacyjna ›