Równi i równiejsi
Równość obywateli wobec prawa to jeden z głównych fundamentów demokracji. Nic tak bardzo nie wypacza i nie niszczy zasad funkcjonowania państwa praworządnego jak podział obywateli na równych i równiejszych. I zasada ta dotyczy nie tylko spraw ważnych, lecz także tych z pozoru błahych. To one bowiem tak naprawdę mają największy wpływ na to jak obywatele postrzegają i oceniają państwo, w którym przyszło im żyć.
Późne styczniowe popołudnie. Do jednego z autobusów bielskiego MZK w Bielsku- Białej wsiadają kontrolerzy. Szybko sprawdzają bilety jadących w nim kilkunastu pasażerów. Okazuje się, że nie wszyscy podróżują legalnie. Wśród tych, którzy „zapomnieli” skasować bilet jest młoda kobieta wyglądająca na studentkę. Kontroler - równie młody człowiek - prosi ją o dokumenty. Ta bez szemrania wyjmuje z torebki dowód osobisty i jakąś legitymację. Kontroler przez chwilę skrupulatnie zapisuje w notesie dane gapowiczki, po czym wraz z kolegą wysiada z autobusu.
Nie byłoby w tym zdarzeniu nic nadzwyczajnego, wszak sytuacje takie mają miejsce na co dzień, gdyby nie jeden szczegół, który w bardzo dwuznacznym świetle stawia pracę kontrolerów bielskiego MZK. Otóż młoda studentka nie była jedyną osobą bez biletu. Tuż obok niej stała inna kobieta, znacznie starsza, nie tak „elegancka”, obładowana kilkoma wypełnionymi po brzegi plastikowymi reklamówkami. Ona też oświadczyła szczerze podczas kontroli, że biletu nie posiada, podobnie jak dokumentów, o przygotowanie których poprosił ją młody rewizor. Specjalnie się tym jednak nie przejęła. I zwyczajnie w świecie przez nikogo nie niepokojona wyszła z autobusu na pierwszym przystanku, na którym się zatrzymał. Kontroler, choć „uciekinierka” stała obok niego, nie zareagował na takie zachowanie. Był bardzo zajęty notowaniem danych studentki.
Trudno pojąć dlaczego tak wyrozumiały w stosunku do jednej z gapowiczek rewizor okazał się tak zasadniczy w stosunku do innej. Skoro miał akurat tego dnia nastrój do wybaczania, powinien puścić wolno obie, jeśli jednak wziął się sumiennie do wypełniania swych obowiązków, to dlaczego spisał dane tylko jednej z nich? Czyżby - na co już wcześniej wielokrotnie zwracali nam uwagę czytelnicy „Kroniki”- nie wszyscy gapowicze byli traktowani w bielskich autobusach tak samo? Co na to MZK?Andrzej Waliczek, szef działu kontroli w bielskim MZK sprawę skomentował tak: - Z przykrością muszę przyznać, że zdarzają się czasami takie sytuacje, o czym informują nas pasażerowie autobusów, świadkowie takich zachowań rewizorów. Jednocześnie dodał, że informacje takie nie pozostają bez echa. Zawsze sprawa jest wyjaśniana, a nierzetelnie pracujący kontrolerzy ponoszą tego konsekwencje, łącznie z wykluczeniem ich z grona rewizorów MZK.
Trzeba bowiem wiedzieć, że od pewnego czasu kontrolą biletów w autobusach nie zajmują się już - tak jak to było dawniej - zewnętrze firmy, lecz sami pracownicy MZK. Są to osoby pracujące na co dzień na innych stanowiskach, które mogą sobie w ten sposób dorobić do pensji. Muszą jednak mieć do tego odpowiednie predyspozycje oraz przejść szkolenie. Kontrolerzy uczeni są między innymi tego, że mają obowiązek spisania danych każdego pasażera, którego przyłapią na jeździe bez ważnego biletu. I to bez względu na to kim jest, jak wygląda, czy też jak tłumaczy brak biletu. Nie do rewizora należy bowiem - co podkreślił Andrzej Waliczek - ocena tego, kto ma być ukarany za jazdę na gapę, a kto nie. Spisanie danych nie jest natomiast - wynikało z jego wyjaśnień - równoznaczne z ukaraniem kogoś grzywną. O tym decydują pracownicy działu kontroli bielskiego MZK, gdzie każda osoba odnotowana jako gapowicz może wytłumaczyć powody braku biletu w momencie kontroli. Często się przy tym zdarza, że wyjaśnienia te są na tyle przekonujące - przyznał Andrzej Waliczek - iż MZK nie nakłada na gapowicza kary. Najczęściej jest tak w przypadku posiadaczy biletów miesięcznych, którzy zapomnieli zabrać je z domu.
Jednocześnie Andrzej Waliczek dodał, że w sytuacji, gdy gapowicz odmawia pokazania kontrolerowi dokumentów, czy też twierdzi, że ich przy sobie nie ma, rewizor ma obowiązek wezwać na pomoc policję lub straż miejską w celu ustalenia danych personalnych takiej osoby. Przy czym warto dodać, że w każdym autobusie kierowca ma stały kontakt radiowy z dyspozytorem MZK. Wezwanie policji nie nastręcza więc żadnych problemów.
Czemu kontroler nie skorzystał z takiej możliwości w opisanej sytuacji? Andrzej Waliczek nie był w stanie tego wyjaśnić bez dogłębnego zbadania sprawy. Zasugerował jednak, że jeśli sytuacja ta faktycznie miała miejsce, to możliwe, że trzeba ją złożyć na karb małego doświadczenia rewizora. Zaczyna on bowiem dopiero swą „przygodę” z tym fachem. (map)

Komentarze 10
Konrad- nie ma sie 3ym chwalic, ze jestes gapowiczem. Jest to wyraz twojej glupoty. Dzieki takim jak ty wszyscy uczciwi musza placic wiecej.

Klauzula informacyjna ›