Ponoć pieniądze leżą na ulicy, trzeba się tylko po nie schylić. Mniej więcej w tych kategoriach mówi się także o kasie z Unii Europejskiej. Jest, ale trzeba umieć po nią sięgać.

                                                       Milion dla Tuwima

Chęć sięgania wyraził ostatnio Zespół Szkół im. Juliana Tuwima w Bielsku-Białej i na ostatniej sesji Rady Miejskiej podjęto uchwałę, w wyniku której na lata 2009-2011 placówce zostały przyznane środki w wysokości ponad miliona złotych. Oczywiście, nie są to pieniądze na dowolne cele, ale na realizację dwóch projektów w ramach programu „Uczenie się przez całe życie”. Są one dofinansowywane ze środków Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji.

Projekt „Leonardo da Vinci” szkoła realizuje już po raz trzeci. Jego celem jest kształcenie i szkolenie zawodowe. Projekt „Comenius” natomiast wspiera edukację przedszkolną i szkolną. W „Tuwimie”, rzecz jasna, szkolną.

Teoria teorią, a jak wygląda to w praktyce? - Nie jest lekko, ale się opłaca – mówi p.o. dyrektora w Zespole Szkół im. Tuwima Klaudiusz Knyps. Tej opłacalności nie trzeba jednak rozumieć dosłownie, bo placówka z całego tego zamieszania nie ma nic, nie licząc prestiżu.
Najtrudniej znaleźć partnera

Pieniądze wprawdzie rzeczywiście są i można liczyć nawet na całkiem pokaźne kwoty, ale przecież nie wystarczy przyjść, poprosić i wyjść z pełną teczką. Żeby szkoła miała szanse na udział w takim programie, musi w wyznaczonym terminie dostarczyć dobrze przygotowany projekt. Dyrektor Knyps powiedział nam, że najtrudniejszym etapem tego „sięgania po kasę” jest poszukiwanie zagranicznych partnerów do współpracy.

Tegoroczne przygotowania były o tyle prostsze, że nie jest to pierwszorazowy udział szkoły w programie. „Tuwim” od lat współpracuje bowiem z tymi samymi szkołami i hotelami. Kwota, jaka zostanie przeznaczona na realizację obu projektów jest siedmiocyfrowa. Na realizacje „Comeniusa” pójdzie około 100 tysięcy złotych, a Leonardo spożytkuje całą, niemal milionową resztę. Skąd tak duża suma? Tyle wychodzi po zsumowaniu opłat, które trzeba będzie uiścić za zakwaterowanie, wyżywienie i ponad miesięczny pobyt za granicą czterech dwudziestoosobowych grup. Należy dodać do tego jeszcze wydatki na przejazdy, opiekę i pracę biurową niezbędną przy realizacji tego przedsięwzięcia.

                                                                                                              Praktyki za granicą

Na czym konkretnie polegają te dwa programy? Różnią się dość zasadniczo, choć oba są projektami europejskimi i oba trwają dwa lata. „Da Vinci” ma na celu promowanie przepływu pracowników na europejskim rynku pracy oraz wprowadzanie nowych, często innowacyjnych rozwiązań edukacyjnych w celu podnoszenia kwalifikacji zawodowych.

Obecna edycja w ZS im. Tuwima przeprowadzana jest pod nazwą „Kształcenie nowoczesnych technik pracy w sektorze usług hotelarsko-turystycznych zgodnie z nowymi standardami UE”. W rzeczywistości oznacza to pięciotygodniowe praktyki w hotelach w Wielkiej Brytanii, Austrii lub Niemczech. Udział w nich będzie mogło wziąć 80 uczniów, którzy zostaną podzieleni na cztery grupy. Pierwsza opuści Polskę prawdopodobnie już jesienią br., a ostatnia - wiosną roku 2011.

Inną formułę ma Comenius. Sześcioosobowe grupy uczniów wraz z dwójką nauczycieli wyjeżdżają na tydzień. W ciągu dwóch lat (2009-2011) zorganizowane zostaną dwadzieścia cztery takie wyjazdy, przy czym w każdym może uczestniczyć inny skład. Projekt nazwano zawile - „Szkoła w swoim środowisku lokalnym: udział miejscowych organizacji i instytucji w rozwoju szkoły, jak i wpływ szkoły na modernizację i postęp lokalnego środowiska społecznego”.

O przełożenie tego potworka słownego na język praktyki poprosiliśmy dyrektora Knypsa. Podkreślił on, że przy realizacji projektu kierowana przez niego placówka będzie chciała m.in. nawiązać współpracę z organizacjami samorządowymi. Na pytanie o to, w jakim charakterze i jakie skutki dla szkoły miałaby przynieść ta współpraca, nie potrafi jednak odpowiedzieć. W przypadku projektu Comenius, który odbywa się na zasadzie wymiany uczniowskiej, dodatkowym utrudnieniem jest konieczność przyjmowania gości zza granicy.

                                                                                                Los uczniów w rękach nauczycieli

Chętnych na tego typu eksperymenty ponoć nie brakuje. W jaki sposób będą wyłaniani ci, którzy w renomowanych zagranicznych hotelach uzyskają możliwość podwyższania swoich umiejętności w zawodzie hotelarza? A jak kandydaci, którzy od kolegów zza granicy uczyć się będą metod współpracy ich szkoły z lokalnymi organizacjami? Trudno powiedzieć, ponieważ nie ma jasnych kryteriów. Oczywiście, liczy się znajomość języka. Nie bez znaczenia jest również poziom, jaki uczeń sobą reprezentuje i to zarówno ten nauczania, jak i osobisty. Nauczyciele doskonale znają swoich uczniów i wiedzą kto powinien jechać, a kto nie.

Na koniec sprawa najważniejsza. Co z tytułu uczestnictwa szkoły w programach mają uczniowie? Po pierwsze, doświadczenie, którego nie zastąpią lata nauki. Po drugie, praktykanci otrzymują Europass, czyli portfolio pięciu dokumentów funkcjonujących w takiej samej formie na obszarze całej Europy. Ma ono umożliwić każdemu obywatelowi UE lepszą prezentację kwalifikacji i umiejętności zawodowych, a co za tym idzie zdobycie dobrej pracy.


http://www.tv.bielsko.biala.pl/ksztalcace_podroze_2089.html

                                                                                                               

                                                                                                                                      Magdalena Dydo