Tak intensywnych opadów śniegu nie mieliśmy już dawno. Bielscy drogowcy pracują pełną parą, ale na widoczne efekty przyjdzie nam jeszcze poczekać.

 - Prószyć może do końca dnia, ale już nie tak intensywnie, jak miało to miejsce w godzinach dopołudniowych - powiedział nam Marek Widomski z Instututu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Bielsku-Białej. - O godz. 7 zaczął padać marznący deszcz, potem zamienił się w śnieg. Przez ok. siedem godzin spadło 14 cm śniegu. To naprawdę nie jest jakiś nadzwyczajny wynik, bo bywalo już po 20, 30, a nawet 50 cm. Nie wiem więc skąd ta afera w całej Polsce. Przecież mamy środek zimy.

Kierowcy od rana zmagają się z ciężkimi warunkami jazdy. Drogowcy robią co mogą, ale w starciu z tak intensywnymi opadami śniegu nie mają dużych szans.

 - Dawno w tak krótkim czasie nie spadło tylko śniegu - podkreśla Marek Zborowski z Sity. - Nie ma mowy, żeby utrzymać ulice na czarno. Pozostajemy w ciągłym kontakcie z MZK i nie otrzymaliśmy od nich żadnej informacji o stojącym autobusie. Zgłaszali jedynie, że w niektórych miejscach może być wkrótce problem z przejazdem. Niestety, na Andersa znów stanął jakiś tir. Teraz, gdy opady zelżały, sytuacja na drogach powinna się normować.

Śniegowe natarcie nie przyczyniło się na razie do żadnych wypadków na bielskich drogach. -  Zgłoszono nam zaledwie trzy kolizje - poinformował nas dyżurny KMP w Bielsku-Białej. - Rano doszło do potrącenia pieszej, ale winą nie były trudne warunki. Po prostu piesza wtargnęła wprost pod najdjeżdżający samochód. Na szczęście, nie odniosła poważnych obrażeń. 

W związku z dużymi opadami nie odnotowano również komplikacji w bielskiej energetyce. Kazimierz Szypuła z Enionu uspokoił nas, że żadna sieć wysokiego i średniego napięcia nie uległa awarii.

mad