Szkoła robienia w konia
W październiku ub.r. Wyższa Szkoła Edukacji Zdrowotnej w Łodzi miała otworzyć Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości w Liceum Ogólnokształcącym im. Komisji Edukacji Narodowej w Bielsku-Białej. Do naszej redakcji wpłynął dramatyczny list w tej sprawie. Jego autorka, pani Katarzyna skarży się, że wpłaciła wpisowe, lecz nie doczekała się ani zajęć, ani zwrotu pieniędzy. Czy to kolejny przypadek żerowania na ludziach, którzy chcą się uczyć?
O planie otwarcia studiów magisterskich w Bielsku-Białej pani Katarzyna dowiedziała się w lipcu ubiegłego roku. Do jej rąk trafiła wtedy jedna z setek rozdawanych ulotek. W ogłoszeniu były wszystkie potrzebne informacje – m.in. wykaz niezbędnych dokumentów, kwota wpisowego, wysokość czesnego, a nawet numer konta bankowego łódzkiej uczelni. Na kartce znajdował się ponadto wykaz lokalnych Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości na terenie całej Polski. Informacja o Wyższej Szkole Edukacji Zdrowotnej w Łodzi, która postanowiła otworzyć w kraju 18 filii, zrobiła na pani Katarzynie spore wrażenie. Była przekonana, iż ulotka nie jest jedynie zwykłym wybiegiem marketingowym.
- Zaraz po przyjściu do domu odwiedziłam stronę internetową tej uczelni – mówi pani Katarzyna. - Po długich przemyśleniach podjęłam decyzję o podjęciu studiów. Niezbędne dokumenty wraz z potwierdzeniem wpłaty wpisowego 23-letnia bielszczanka złożyła na początku września. Ponieważ poprzednie studia pani Katarzyna kończyła z wyróżnieniem, ostateczne przyjęcie na uczelnię miało być jedynie formalnością.
Na początku października do naszej czytelniczki zatelefonowała pani z sekretariatu LO nr 4 w Bielsku-Białej. – Zostałam poinformowana, iż studia jednak nie zostaną otwarte – mówi pani Kasia. - Powód? Zbyt mała liczba zainteresowanych. Z przykrością przyjęłam tę wiadomość. Sekretarka powiedziała, że w najbliższym czasie otrzymam oficjalne pismo w tej sprawie oraz zwrot wpisowego.
- 23 października postanowiłam zadzwonić do WSEZ w Łodzi, gdyż do tej pory nie otrzymałam zwrotu wpisowego – mówi pani Katarzyna. – Rozmawiałam z dyrektor centrali AIP, Magdaleną Jakubczyk. Poinformowałam ją, że nadal czekam na zwrot należnych pieniędzy. Pani dyrektor poradziła mi, abym wysłała wiadomość na jej adres e-mail, podając w niej wszystkie swoje dane wraz z numerem konta bankowego.
Ale po tygodniu oczekiwania pieniędzy nadal nie było. 30 października zdesperowana bielszczanka napisała kolejną prośbę. Ta także okazała się bezskuteczna. W mailu skierowanym do dyrektor Jakubczyk w listopadzie czytamy m.in.: „Jak dotąd wysłałam trzy listy w formie elektronicznej bezpośrednio do pani oraz jedną wiadomość na adres uczelni. Ponadto trzykrotnie rozmawiałam z panem Piotrem Bińkowskim, dwukrotnie z panią oraz z pracownikami sekretariatu - za każdym razem nie otrzymałam żadnych wyjaśnień. Proszę o odpowiedź”.
Odpowiedzi nadal jednak nie było. Poskutkowało dopiero przedsądowe wezwanie do zapłaty, które pani Katarzyna wysłała do Łodzi w dniu 19 grudnia 2008r. - Pieniądze zwrócono mi niemalże natychmiast po wysłaniu pisma wzywającego do zapłaty – informuje nas bielszczanka, która o zwrot wpisowego walczyła przez trzy miesiące.
Aby poznać wersję drugiej strony, zadzwoniliśmy do Wyższej Szkoły Edukacji Zdrowotnej w Łodzi. Telefon odebrała sekretarka uczelni, Żaneta Jarząbek. Po szczegółowym przedstawieniu sprawy, pani Żaneta krótko odniosła się do całego wydarzenia. – To prawda, AIK w waszym mieście nie został otwarty. Pieniądze odzyskały te osoby, które listownie poprosiły nas o zwrot, podając numer swojego konta. Przypuszczam, że pani Katarzyna nie przysłała do nas oficjalnego listu. Jak zatem mieliśmy oddać pieniądze zainteresowanej osobie? – pyta pani Jarząbek.
- To nie jest prawda! - zdecydowanie odpiera zarzuty nasza Czytelniczka. – Przecież rozmawiałam z dyrektor Jakubczyk. Zostawiłam też swój numer konta.
Rzeczywiście, w mailu z 10 października 2008 r. wysłanym przez panią Katarzynę czytamy: „W związku z nie otworzeniem w Bielsku-Białej studiów uzupełniających magisterskich na kierunku pedagogika, proszę o zwrot wpisowego w wysokości 250 zł na podany niżej numer konta bankowego”.
Co na ten temat ma do powiedzenia dyrektor Magdalena Jakubczyk? – Nie przypominam sobie takiej sytuacji. Pieniądze zwracaliśmy tylko osobom, które wysłały do nas oficjalne pismo. Dopiero wtedy mogliśmy wypełnić naszą powinność – podkreśla dyrektor.
Przy okazji zapytaliśmy panią Jakubczyk o to, ile inkubatorów udało im się dotąd otworzyć w kraju. – Zorientuję się i prześlę panu stosowne informacje. Dokładnie zorientuję się również w sprawie pani Katarzyny – obiecywała nam dyrektor. Niestety, jak dotąd nie doczekaliśmy się spełnienia tej obietnicy. Podobnie jak wcześniej pani Katarzyna.
PS. Na prośbę Czytelniczki jej imię zostało zmienione
O planie otwarcia studiów magisterskich w Bielsku-Białej pani Katarzyna dowiedziała się w lipcu ubiegłego roku. Do jej rąk trafiła wtedy jedna z setek rozdawanych ulotek. W ogłoszeniu były wszystkie potrzebne informacje – m.in. wykaz niezbędnych dokumentów, kwota wpisowego, wysokość czesnego, a nawet numer konta bankowego łódzkiej uczelni. Na kartce znajdował się ponadto wykaz lokalnych Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości na terenie całej Polski. Informacja o Wyższej Szkole Edukacji Zdrowotnej w Łodzi, która postanowiła otworzyć w kraju 18 filii, zrobiła na pani Katarzynie spore wrażenie. Była przekonana, iż ulotka nie jest jedynie zwykłym wybiegiem marketingowym.
- Zaraz po przyjściu do domu odwiedziłam stronę internetową tej uczelni – mówi pani Katarzyna. - Po długich przemyśleniach podjęłam decyzję o podjęciu studiów. Niezbędne dokumenty wraz z potwierdzeniem wpłaty wpisowego 23-letnia bielszczanka złożyła na początku września. Ponieważ poprzednie studia pani Katarzyna kończyła z wyróżnieniem, ostateczne przyjęcie na uczelnię miało być jedynie formalnością.
Prośby i groźby
Na początku października do naszej czytelniczki zatelefonowała pani z sekretariatu LO nr 4 w Bielsku-Białej. – Zostałam poinformowana, iż studia jednak nie zostaną otwarte – mówi pani Kasia. - Powód? Zbyt mała liczba zainteresowanych. Z przykrością przyjęłam tę wiadomość. Sekretarka powiedziała, że w najbliższym czasie otrzymam oficjalne pismo w tej sprawie oraz zwrot wpisowego.
- 23 października postanowiłam zadzwonić do WSEZ w Łodzi, gdyż do tej pory nie otrzymałam zwrotu wpisowego – mówi pani Katarzyna. – Rozmawiałam z dyrektor centrali AIP, Magdaleną Jakubczyk. Poinformowałam ją, że nadal czekam na zwrot należnych pieniędzy. Pani dyrektor poradziła mi, abym wysłała wiadomość na jej adres e-mail, podając w niej wszystkie swoje dane wraz z numerem konta bankowego.
Ale po tygodniu oczekiwania pieniędzy nadal nie było. 30 października zdesperowana bielszczanka napisała kolejną prośbę. Ta także okazała się bezskuteczna. W mailu skierowanym do dyrektor Jakubczyk w listopadzie czytamy m.in.: „Jak dotąd wysłałam trzy listy w formie elektronicznej bezpośrednio do pani oraz jedną wiadomość na adres uczelni. Ponadto trzykrotnie rozmawiałam z panem Piotrem Bińkowskim, dwukrotnie z panią oraz z pracownikami sekretariatu - za każdym razem nie otrzymałam żadnych wyjaśnień. Proszę o odpowiedź”.
Odpowiedzi nadal jednak nie było. Poskutkowało dopiero przedsądowe wezwanie do zapłaty, które pani Katarzyna wysłała do Łodzi w dniu 19 grudnia 2008r. - Pieniądze zwrócono mi niemalże natychmiast po wysłaniu pisma wzywającego do zapłaty – informuje nas bielszczanka, która o zwrot wpisowego walczyła przez trzy miesiące.
Dwie wersje tej samej sprawy
Aby poznać wersję drugiej strony, zadzwoniliśmy do Wyższej Szkoły Edukacji Zdrowotnej w Łodzi. Telefon odebrała sekretarka uczelni, Żaneta Jarząbek. Po szczegółowym przedstawieniu sprawy, pani Żaneta krótko odniosła się do całego wydarzenia. – To prawda, AIK w waszym mieście nie został otwarty. Pieniądze odzyskały te osoby, które listownie poprosiły nas o zwrot, podając numer swojego konta. Przypuszczam, że pani Katarzyna nie przysłała do nas oficjalnego listu. Jak zatem mieliśmy oddać pieniądze zainteresowanej osobie? – pyta pani Jarząbek.
- To nie jest prawda! - zdecydowanie odpiera zarzuty nasza Czytelniczka. – Przecież rozmawiałam z dyrektor Jakubczyk. Zostawiłam też swój numer konta.
Rzeczywiście, w mailu z 10 października 2008 r. wysłanym przez panią Katarzynę czytamy: „W związku z nie otworzeniem w Bielsku-Białej studiów uzupełniających magisterskich na kierunku pedagogika, proszę o zwrot wpisowego w wysokości 250 zł na podany niżej numer konta bankowego”.
Co na ten temat ma do powiedzenia dyrektor Magdalena Jakubczyk? – Nie przypominam sobie takiej sytuacji. Pieniądze zwracaliśmy tylko osobom, które wysłały do nas oficjalne pismo. Dopiero wtedy mogliśmy wypełnić naszą powinność – podkreśla dyrektor.
Przy okazji zapytaliśmy panią Jakubczyk o to, ile inkubatorów udało im się dotąd otworzyć w kraju. – Zorientuję się i prześlę panu stosowne informacje. Dokładnie zorientuję się również w sprawie pani Katarzyny – obiecywała nam dyrektor. Niestety, jak dotąd nie doczekaliśmy się spełnienia tej obietnicy. Podobnie jak wcześniej pani Katarzyna.
Grzegorz Wieczorek
PS. Na prośbę Czytelniczki jej imię zostało zmienione
Artykuł wyświetlono 3081 razy.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 9
obv
40-to latek: lepiej wymadrzac sie swoja watpliwa elokwencja i dawac nabijac innych w butelke? Gratuluje tchorzliwej i egoistycznej postawy. Koncz wasc, wstydu oszczedz.
40-sto latek
? - żądanie o zwrot pieniędzy trzeba było tak wysłać a nie aferę w internecie ze swojej głupoty robić; a ten ? to zastanawiasz się czy masz mózg?
?
"Poskutkowało dopiero przedsądowe wezwanie do zapłaty" w domysle takie rzeczy sle sie za potwierdzeniem40-sto latkowie widocznie tez maja czasami problemy z czytaniem ze zrozumieniem.
40-sto latek
A pani katarzyna nigdy nie słyszała o pismach, które wysyła się poleconym za potwierdzeniem odbioru? Tak to jest, pokolenie smsowe.
obv
Dranstwo. Po szybkim rzucie oka na wyniki wyszukiwarew wynika, ze oglaszali sie w prawie calej Polsce- ciekawe ile kierunkow zostalo otworzonych, ile osob nabitow i ile z nich wywalczylo zwrot pieniedzy.
czytelnik
Był kiedyś trend na kształcenie podyplomowe które miało poszerzyć zakres możliwości dalszego nauczania innych przedmiotów przez nauczycieli. Koszt był też ponad 1000 zł. I po latach okazało się, że pieniądz i czas został zmarnowany. Ukończenie tego seminarium nie uprawnia dziś do nauczania dodatkowych przedmiotów. Legalnie nabijają ludzi w butelkę. Wystarczy tylko przypomnieć ostatnie afery w Bielskiej Oświacie tyko coś zacznie się prywatyzować już chętne hieny tylko czekają na łup.
iza
łowcy naiwnych....zwrot dostaną tylko ci, co nie popuszczą ....na reszcie zarobią...ciekawe ilu takich było??????Być może grupa by się zebrała z chętnych, ale tak więcej zarobią...masakra
baran
pieniadze oddawali tylko tym, którzy o nie walczyli! a powinni bez gadania wszystkim zwrócić automatycznie. Zeby się człowiek o własne pieniądze musiał kłócić.... na policje z nimi

Klauzula informacyjna ›