Bilety do teatru rezerwować trzeba z co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem. W bielskim kinie - od piątkowego wieczora aż do późnych godzin niedzielnych włącznie - tłumy. Hipermarkety są wciąż celem rodzinnych wypraw weekendowych. Przeceny w sklepach kuszą, a tych którzy dają się im uwieść jak dawniej nie brakuje. Po ulicach jeździ tyle aut co zawsze, a na stacjach benzynowych ciągły ruch. Katastrofa na giełdach nie sparaliżowała życia bielszczan. Ale czy to znaczy, że skutki kryzysu do nas nie dotarły?

Postanowiliśmy sprawdzić, jak w obliczu problemów nękających światową gospodarkę radzi sobie bielski rynek pracy. Na pierwszy rzut oka ma się całkiem nieźle. W ostatnim czasie nie odnotowano znacznego wzrostu bezrobocia, a nawet spadku ilości ofert pracy. Nie było także szturmów na tzw. pośredniaki. Ale bezrobocie jest pojęciem bardzo względnym. Między liczbą zarejestrowanych i tych, którzy rzeczywiście nie mają pracy jest oczywiście znaczna różnica. Statystyki nigdy nie były i nie będą wymierne. W tych sprawach – także.

Sezonowe bezrobocie
Dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Bielsku-Białej Leszek Stokłosa poinformował nas, że aktywność bezrobotnych w naszym mieście była na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy taka sama, jak w podobnym okresie lat  poprzednich. Jeśli nawet chwilowo jest większa niż np. we wrześniu, to tego zjawiska nie można przypisywać kryzysowi. Po prostu, zima jest czasem, gdy w rejestrach bezrobotnych znajduje się najwięcej osób. Do ewidencji wracają bowiem ci, którzy pracowali sezonowo. Na nowe oferty tego typu trzeba zaś czekać do wiosny.

Statystyki z zeszłego roku również nie są złe. W ostatnich dniach ub.r. bezrobocie osiągnęło poziom 4,8 proc. To prawda, że było większe niż w lipcu czy sierpniu (4,5 proc.), lecz o 0,6 proc. mniejsze niż w styczniu 2008 r. Przyczyna powyższych wahań jest prozaiczna - wiosenne ożywienie w branży budowlanej i wynikające stąd zapotrzebowanie na pracowników sezonowych.

Pustki w PUP-ie
Dyrektor Stokłosa zapewnia, że wbrew obiegowej opinii, w PUP nie odnotowano ogromnej fali osób poszukujących pracy. W grudniu liczba bezrobotnych - w stosunku do listopada - wzrosła w Bielsku-Białej zaledwie o 12 osób i wyniosła  4 431 osób.

Ogólnie rzecz biorąc, wszystkie statystyki wyglądają naprawdę nieźle. Ale jest też mniej optymistyczna strona tego medalu.  Już w listopadzie do urzędu wpłynęła informacja z firmy „Bielkon” dotycząca planowanej redukcji załogi o 288 osób. Na temat „Bielkonu” i tragicznej sytuacji tamtejszych pracowników pisaliśmy kilka dni temu www.bielsko.biala.pl/1650,artykuly.

900 osób na bruk
Obecnie, w końcu stycznia sytuacja wygląda jeszcze gorzej, bo plany grupowych zwolnień zgłosiły kolejne firmy. Łączna liczba osób, które – według obecnych obliczeń - mogą zostać bez środków do życia zbliża się do 900. Dyrektor urzędu próbował nas uspokoić argumentując, że czarny scenariusz nie musi się sprawdzić. Nie jest przecież wykluczone, że nagle nastąpi ożywienie gospodarki w niektórych sektorach i zwolnienia zostaną odwołane lub zmniejszy się ich ilość. Zwłaszcza, że informacje o konieczności grupowych zwolnień część zakładów przysłała ze znacznym wyprzedzeniem. Np. spółka Eaton Automotive Bielsko-Biała zamierza zredukować zatrudnienie do czerwca.

Wygląda na to, że utraty pracy mogą obawiać się najbardziej osoby pracujące w branży motoryzacyjnej i odzieżowej. Wiele wskazuje na to, że w naszym regionie te gałęzie przemysłu na kryzysie ucierpią najmocniej. W przemyśle samochodowym problemy zaczynają się na samym dole wielkiej przemysłowej piramidy, tzn. u kooperantów. Przykładem są takie firmy, jak Cooper Standard, czy wspomniany Eaton. Niestety, oprócz tych dwóch branż, nóż na gardle poczuli także pracownicy firmy Cabind, producenta okablowań.

150 nowych miejsc pracy
W sytuacji, gdy na bruku może wylądować prawie tysiąc osób, średnim pocieszeniem jest informacja kierownika działu pośrednictwa pracy w PUP Elżbiety Pawlus. Urzędniczka powiedziała nam, że w ostatnich dniach nabór pracowników przeprowadził hipermarket Real zlokalizowany w budowanym w Bielsku-Białej centrum handlowo-rozrywkowym Gemini Park. Zatrudnienie w sklepie znajdzie 150 osób, głównie na stanowiskach  kasjerów, sprzedawców, ale również piekarzy, ochroniarzy czy rzeźników. Otwarcie obiektu planowane jest na 1 kwietnia br.

Do naboru zgłosiło się 160 zainteresowanych, a w spotkaniach z przedstawicielami firmy Real wzięło udział 130 osób. - To pozwala sądzić – mówi Elżbieta Pawlus – że do kwietnia przeprowadzona będzie kolejna rekrutacja, żeby obsadzić pozostałe miejsca. – Osoby, które nie miały szczęścia za pierwszym razem mogą mieć wciąż nadzieję, że w końcu znajdą pracę.
                                                   
Magdalena Dydo